Kiedy Pandora powtórzyła jego słowa dotyczej nagrody za punkty, chociaż w nieco innej interpretacji, tylko lekko się wzdrygnął jednak nie odpowiedział. Nadal pozostawał w innym wymiarze podczas próby zrozumienia jak to wszystko się tak szybko rozwinęło. Z niewinnego przekomarzania do tak wielkich gestów? Sam nie do końca miał też pojęcia co powinien o tym sądzić o czym dobitnie informowała jego mina - połączenie niepewności, szoku i niedowierzania.
- Nikt wcześniej się nie odważył tego zrobić... - przyznał zgodnie z prawdą. Może inne kobiety się go bały? A może fakt, że u nich w zimnych krajach panowały całkowicie inne zasady i ludzie nie byli aż tak otwarci jak Pandora? I tym samym nikt nie podejmował, aż tak otwartych akcji czy nawet losowych gestów jak pochodząca z ciepłych krajów dziewczyna?
Na całe szczęście nie zrobiła żadnych większych zakupów. Jeszcze tylko tego by brakowało aby musiał to nosić, a tak by się zapewne skończyło - nawet jeżeli o to by nie poprosiła. Wszak nie wypada aby mężczyzna w sile wieku nie zaoferował pomocnej dłoni damie w opałach.
I widzisz jak to z Tobą jest... Te słowa utknęła mu w głowie przez dłuższą chwilę, a nawet skłoniła do refleksji na temat samego siebie. Uniósł jedną brew, tak jak to miał w zwyczaju, kiedy Pandora zawiązywała mu rzemyk - No jak? - rzucił między jej słowami. Sam nie zdawał sobie z tego sprawy ale jak widać nie musiał zbyt długo czekać na wytłumaczenie.
Prewettówna po raz kolejny zamiast zaakceptować stan rzeczy jaki był, to zaczęła go podważać. Czy aż tak jej nie pasowało, że Nordgersim trzyma emocje na wodzy i dzielnie znosi jej każdy ruch czy krok? Może powinien zacząć się wydzierać i wyzywać ją od wariatek? Może to było rzeczywiście to czego potrzebowała w swoim życiu. Dziwna sprawa ale nie jemu to było oceniać - A co? Mam Cię porwać i zakopać w lesie? - zapytał jej całkowicie poważnie. To dałoby się przecież załatwić. Przesadzać to zaraz będziesz choinki w lesie jak tak dalej będziesz marudzić... - Przyzwyczaiłem się już.. - odparł urywając kawałek zdania - nie odważył się dodać ostatniego słowa, 'ignorować'. Nie to, że robił to cały czas. Raczej trzymał to jako swoją ostateczna obrona przed Pandora.
Spojrzał się pytającym wzrokiem jakby chciał się upewnić, że na pewno mu pasuje ten niebiesko oki niedźwiedź na piersi niedźwiadka. Z jednej strony miał wrażenie, że byli starzy jak świat, a zachowywali się jak małe dzieci. Z drugiej zaś czy było w tym coś złego?
Ile mogłem na to czekać... Dziewczyna w końcu zaczęła mówić z sensem. Jej słowa dotyczące tego, że nie chciałaby aby Hjalmar uschnął, wywołały na jego twarzy uśmiech. W końcu wiedział, że zbliża się pyszny trunek, który mógłby nazwać bez problemu ambrozją czy nawet swego rodzaju afrodyzjakiem.
- Taaa... Nie szkodzi, a potem będzie gadanie, że o mija sukienka, co to się stało - zaczął ja przedrzeźniać, korzystając z utartych stereotypów o typowej kobiecie damie, która nie chce nic zrobić z obawy przez ubrudzeniem swojego ubrania - Co ja biedna wtedy pocznę... - dodał przykładając rękę do swojej klatki udając tego typu 'dame'.
Nie odważył się wypowiedzieć niczego na temat 'wspólnych pierwszych razy'. Wolał przy Pandorze nie ryzykować żadnymi propozycjami - koniec końców była chaosem, którego nie szło opanować. Taką wizję o niej miał w swojej głowie Björn. I co najważniejsze, jego opinia się sprawdzała w większości przypadków, a zwłaszcza w odniesieniu do stojącej przed nim kobiety.
- No ba - wzruszył lekko ramionami. Oczywiście, że miał rację. Jak jej mógł w ogóle nie mieć? Mógł się nie znać na czarnej magii czy hodowaniu latających pegazów czy innych obiadów. Ale co jak co, o alkoholu miał bardzo duże pojęcie i wiedział co jest dobre, a co nie. A że wszystko było dobre to było jeszcze prościej niż mógłby się tego spodziewać.
- Jak zdecydujesz się aby obejść te wszystkie stoiska to przysięgam, że utopie Cię w oceanie - wycelował w nią swoim palcem, a minę miał bardzo poważną. W tym wypadku wyglądał jakby w ogóle nie żartował. Nordgersim był typowym facetem jakby nie patrzeć - nienawidził chodzić na zakupy, ponieważ nie widział w tym nic ciekawego ani interesującego - Nie, nie. Żadnych tańców też nie - zarzekł się szybko aby ostudzić jej zapał do tej interakcji. Jeszcze tylko tego mu brakowało aby sobie połamał nogi przy próbie rytmicznego ich przestawiania - I tak zadajesz milion pytań, bez znaczenia czy jest Litha czy też nie - dodał z niewinnym uśmieszkiem. Hjalmar oczywiście nie liczył ilości zadawanych przez nią pytań. Rzucił liczbę czysto szacunkową opartą o logikę tak zwanych 'pi razy drzwi'. W głębi duszy wierzył jednak, że podana przez niego liczba była bliska prawdzie - Pandora bardzo dużo pytała.
Jednak czy dziewczyna nie miała szans aby go wyciągnąć na ten cały parkiet? Mogła mieć już okazję zauważyć, że po kilku próbach, młody kowal, zgadzał się przeważne na daną rzecz przewracając przy tym oczami.
- Na tutejsze obchody? - dopytał aby mieć pewność, że dobrze usłyszał - Nie wiem czy to nie jest za duże ryzyko na kogoś o Twojej posturze. Upadek z drzewa może Cię w końcu zabić - przyznał. Lekko przekolorował z tym upadkiem. Był na tyle odpowiedzialny aby po alkoholu nie wspinać się na jakieś drzewa, tylko po to aby z nich zeskakiwać dla zabawy.
Znowu zaczęła szukać jakichś straganów. Za wszelką cenę chciała dzisiaj przetestować jego cierpliwość. I to po raz kolejny. Drugie spotkanie - druga próba. Zupełnie jak w pojedynku bokserskim - Dobrze. Wybierz sobie tego kwiatka, wianek czy cokolwiek innego, a ja Ci to sprezentuje abyśmy byli kwita - stwierdził wypuszczając ciężko powietrze aby po chwili pokręcić głową z niedowierzaniem, że takie słowa padły z jego ust. Niech mnie tylko nie rozpozna ani nie zauważy Jakby to wyglądało? Wojownik, który babra się z jakimiś kwiatami czy innymi liściami? Nie do zaakceptowania!
- Trochę tak... - odpowiedział krótko i zwięźle. Zresztą nie bardziej niż Ty... Była chaosem, a czy to właśnie nie on był zgubny? Czy to właśnie nie w nim się ludzie zatracali? Gubili bezpowrotnie cząstki siebie?
- Proponuję pójść na fiordy. Jest tam bardzo ładny widok i Tobie się krzywda nie stanie. O ile się nie poślizgniesz.. - zaproponował - Albo mnie nie zdenerwujesz - dodał po chwili. Nie groził jej, lecz po koleżeńsku ostrzegał przed skutkami takiego działania - Może spotkamy jakieś maskonury? - wspomniał o najbardziej ikonicznym zwierzęciu Islandii i przy okazji jego własnym ptaku pocztowym. Pandora w końcu zdawała się lubić zwierzęta, więc taki pomysł powinien być dla niej okej. A jeżeli chciałaby coś bardziej 'dzikiego', zawsze mogli udać się do lasu. Śniegu już nie było, więc i dla niej byłoby dużo prościej się przemieszczać i tym samym nadążyć.
- Trochę jeszcze mamy, więc mi podróż nie straszna - stwierdził podnosząc kamionkę z miodem, którą następnie potrząsnął aby trunek rozlał się po ściankach, informując tym samym o pozostałej zawartości - Jakaś połowa. Może trochę więcej. Powinno wystarczyć na drogę do fiordów - uśmiechnął się, ponieważ miał już w swojej głowie niecny plan. Zobaczymy jaki z Ciebie wprawny wspinacz...