Odetchnął ulgą, gdy pomimo początkowego wahania kapłan zdecydował się jednak usunąć z pola walki. Co prawda nie wzgardziłby jego pomocą, jeśli byłby w stanie im jej udzielić, ale nie mogli też ryzykować, że osoba kompletnie nieobeznana w magii pojedynkowej włączy się do walki. Bądź co bądź mówili tutaj o cywilu i to na dodatek osobie duchownej. A kto wie, może w innym miejscu przyda się bardziej w ogarnięciu tego całego chaosu, gdy już znajdzie się w bezpiecznej odległości od tego konkretnego starcia? W każdym razie przynajmniej mogli się skupić na Śmierciożercy.
A ten, sądząc po wymianie ognia między nimi, nie próżnował. Erik był w szoku, gdy jedno z jego zaklęć nie tyle nie zadziałało, ile wręcz obróciło się przeciwko niemu. Jego różdżka szarpnęła w bok, a sam detektyw zdążył jedynie zobaczyć smugę w powietrzu, dopóki nie oberwał kamieniem prosto w twarz. Syknął z bólu, zginając się w pół i robiąc przy tym pół obrót. Kurwa mać, pomyślał, wygłaszając wiązankę kilka bliźniaczo podobnych inwektyw na głos. Nie miał czasu rozpaczać po tym niespodziewanym wypadku, gdyż ich oponent wcale nie miał zamiaru czekać, aż przygotują obronę. Ponownie posłał w ich stronę trzy ogniste pociski.
Longbottom w odpowiedzi sięgnął po magię z dziedziny Transmutacji, pragnąc przekształcić pociski w niegroźne różowe ptaszki.
Slaby sukces...
Akcja nieudana
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞