30.04.2023, 11:11 ✶
Patrick uśmiechnął się pod nosem, słysząc aluzję dotyczącą ducha, którego całkiem niedawno poznali na tutejszym cmentarzu. Trzeci syn, ale ślubny był raczej nieprzydatnym informatorem. Chociaż kto wie, może przez wzgląd na czas, który spędził w świecie żywych, akurat on rzeczywiście mógł skojarzyć człowieka, którego poszukiwali?
- Do zobaczenia za godzinę – pożegnał się jeszcze z Mavelle i Brenną a następnie skierował się w przeciwną stronę do nich.
Steward wiele uwagi przywiązał do tego, by jak najlepiej tego dnia wtapiać się w tłum ludzi. I tylko on zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo mogło się okazać to niewystarczające – w końcu w takich miejscach jak Little Hanlgeton, wszyscy się ze wszystkimi znali a on – choćby i wyglądał dokładnie jak każdy inny mieszkaniec tego miasteczka, mógł się wyróżniać tylko przez wzgląd na to, że pozostawał nieznany przez miejscowych. Tu liczył przynajmniej na to, że przez wpasowanie się do miejsca, zyska trochę dodatkowych punktów w ich oczach i nie będzie wydawał się aż tak podejrzany.
Szedł w stronę centrum, starając się nie rozglądać zbyt ostentacyjnie na boki (co chwilami było naprawdę trudne, zwłaszcza, gdy mijał innych ludzi). I pewnie, w innej sytuacji, roześmiałby się nawet na widok szyldu pubu. Czasami Patrick miał wrażenie, że wszystkie drogi w jego życiu zawsze prowadziły do pubów. I to takich nieszczególnie ekskluzywnych. Owszem, nie upijał się tam jak świnia, ale lądował w nich średnio pięć razy w tygodniu. A potem przesiadywał w nich kilka długich godzin, męcząc wciąż to samo piwo, obserwując i szkicując bez opamiętania. Popatrzył z zainteresowaniem po frontowej ścianie budynku. Zdawał sobie sprawę, że wcześniej czy później, ale pewnie i w tym przypadku będzie musiał wejść do środka.
Steward pochylił nieco głowę, zgarbił się lekko – jakby chcąc jeszcze bardziej zlać z rzeczywistością. Początkowo planował przysłuchać się prowadzonej przez dwóch mężczyzn konwersacji. Ale gdy nie zdążył, zdecydował się na zbliżenie do człowieka, który pozostał na dworze.
Posłał mu przyjazne, nieco zagubione spojrzenie.
- Dzień dobry – zaczął powoli, jakby ciągle się wahał, czy w ogóle miał prawo zagadać do mężczyzny, który pozostał na dworze. – Mam na imię Patrick. Szukam pewnego człowieka… - zaczął powoli. – Może mógłby mi pan pomóc? – zapytał, spoglądając na człowieka w kaloszach niepewnie. A potem o ile ten wyraził zgodę, opisał mu dokładnie wygląd poszukiwanego mężczyzny.
Jeśli nie, przeprosił i wszedł do środka pubu.
- Do zobaczenia za godzinę – pożegnał się jeszcze z Mavelle i Brenną a następnie skierował się w przeciwną stronę do nich.
Steward wiele uwagi przywiązał do tego, by jak najlepiej tego dnia wtapiać się w tłum ludzi. I tylko on zdawał sobie sprawę z tego jak bardzo mogło się okazać to niewystarczające – w końcu w takich miejscach jak Little Hanlgeton, wszyscy się ze wszystkimi znali a on – choćby i wyglądał dokładnie jak każdy inny mieszkaniec tego miasteczka, mógł się wyróżniać tylko przez wzgląd na to, że pozostawał nieznany przez miejscowych. Tu liczył przynajmniej na to, że przez wpasowanie się do miejsca, zyska trochę dodatkowych punktów w ich oczach i nie będzie wydawał się aż tak podejrzany.
Szedł w stronę centrum, starając się nie rozglądać zbyt ostentacyjnie na boki (co chwilami było naprawdę trudne, zwłaszcza, gdy mijał innych ludzi). I pewnie, w innej sytuacji, roześmiałby się nawet na widok szyldu pubu. Czasami Patrick miał wrażenie, że wszystkie drogi w jego życiu zawsze prowadziły do pubów. I to takich nieszczególnie ekskluzywnych. Owszem, nie upijał się tam jak świnia, ale lądował w nich średnio pięć razy w tygodniu. A potem przesiadywał w nich kilka długich godzin, męcząc wciąż to samo piwo, obserwując i szkicując bez opamiętania. Popatrzył z zainteresowaniem po frontowej ścianie budynku. Zdawał sobie sprawę, że wcześniej czy później, ale pewnie i w tym przypadku będzie musiał wejść do środka.
Steward pochylił nieco głowę, zgarbił się lekko – jakby chcąc jeszcze bardziej zlać z rzeczywistością. Początkowo planował przysłuchać się prowadzonej przez dwóch mężczyzn konwersacji. Ale gdy nie zdążył, zdecydował się na zbliżenie do człowieka, który pozostał na dworze.
Posłał mu przyjazne, nieco zagubione spojrzenie.
- Dzień dobry – zaczął powoli, jakby ciągle się wahał, czy w ogóle miał prawo zagadać do mężczyzny, który pozostał na dworze. – Mam na imię Patrick. Szukam pewnego człowieka… - zaczął powoli. – Może mógłby mi pan pomóc? – zapytał, spoglądając na człowieka w kaloszach niepewnie. A potem o ile ten wyraził zgodę, opisał mu dokładnie wygląd poszukiwanego mężczyzny.
Jeśli nie, przeprosił i wszedł do środka pubu.