Nie dostał odpowiedzi na swoje pytanie. Nie dostał nawet żadnego dodatkowego znaku, który mógłby upewnić go, że operacja idzie w pożądanym przez nich kierunku. Stanley miał jednak podstawy twierdzić, że zachowanie Johna sugerowało tylko jedno - nadciągała ich ofiara. Na potwierdzenie swoich słów nie musiał na całe szczęście zbyt długo czekać, ponieważ osoba, która podeszła do jego towarzysza wyglądała dokładnie tak samo jak została mu opisana. A co ważniejsze, wyglądała w dużo większym stopniu na lekarza, niż John. Czy mogło to świadczyć o tym, że przedstawiony mu kompan tak naprawdę nie był tym za kogo się podawał?
Vulturis wstał zaaferowany nadejściem medyka, a następnie dobył pewnie swojej różdżki. Mimo swojej wstępnej niedyspozycji i braku zrozumienia dla powagi sytuacji w jakiej się znaleźli, John zaczął się ogarniać i wychodzić na prostą, w dobry sposób przykuwając uwagę głównego aktora dzisiejszego przedstawienia. Ah... Ta przysięga Sokratesa będzie Twoją zgubą... Uśmiechnął się na to co usłyszał i zobaczył. Wspólnik Stanleya był specyficzny i co najmniej dziwny (wręcz należałoby stwierdzić, że bardzo dziwny) ale ofiarę lub pokrzywdzonego udawał idealnie, co najmniej jakby był jedną przez większość swojego życia. To jednak nie miało w tym momencie najmniejszego znaczenia nawet jeżeli było prawdą. Liczyło się to, że widzący "ciężki stan" Johna, lekarz, podszedł do niego aby udzielić mu potrzebnej pomocy. Nie wiedział jednak, że będzie to jego ostatnia próba ratunku czyjegoś życia.
Pomimo buzujących w nich emocji, Borgin powstrzymał się jeszcze na moment, na chwilę, przed rzucaniem czarów w ich kierunku. Wolał mieć pewność, że nieudana próba nie spłoszy doktora i tym samym nie zmusi go do ucieczki. Ich jak najbliższe podejście do ławki, dawało większe pole do popisu - nawet w sytuacji pierwszej nieudanej próby, zawsze pozostawała okazja na drugą. Andrew zakładał też, że w możliwie najgorszym przypadku to właśnie John będzie musiał wykonać całą "brudną" robotę, wszak znajdował się tuż obok ofiary i wystarczyło aby ją ogłuszył albo zrobił cokolwiek innego, byle tylko powstrzymać go przed ucieczką.
Powolnym, lecz sprawnym krokiem zmierzali w kierunku ławki. Z każdym krokiem jaki wykonali, Vulturis odejmował po 1 od dziesięciu. Kiedy zakończył liczenie, wymawiając w myślach "zero", skierował różdżkę w ich kierunku, a następnie rozpoczął inkantację. Skierował ją w doktora, a następnie wykonał sprawny ruch ręką aby ukształtować korzenie potrzebne im w tym momencie do złapania ofiary. Po krótkiej chwili powtórzył to samo, aby mieć pewność, że na pewno uda mu się pochwycić go. Niech to tylko nie złapie przypadkiem Johna...
Dwie próby na utworzenie korzeni z ziemii, które miałyby spętać doktora. Wykorzystuję kształtowanie.
Slaby sukces...
Akcja nieudana
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972