Ezechiel czuł się bardziej martwy, niż ten doktorek kiedykolwiek będzie. Biedy mężczyzna. Tylko chciał mu pomóc... Jak dobrze, że było ciemno, bo prawie na pewno kojarzyli się z jakichś medycznych konferencji.
W momentach takich jak ten, von Jundegingen szczerze się nienawidził. Bolesny krzyk rozrywał jego wnętrzności, ale na zewnątrz kamienna maska zabraniała mu na nawet jeden niepoprawny wydech. Jego rodzina umierała za pochodzenie kilkadziesiąt lat temu w Austrii, teraz robił to samo tylko w Wielkiej Brytanii. Jego życie było żartem.
Ezechiel odskoczył od lekarza, gdy z ziemiiwyrosły korzenie oplatające go. Czy Śmierciożerca nie miał czasem użyć jakieś zaklęcia petryfikującego? Czy jakiegokolwiek... mniej ostentacyjnego? Zrobił kilka kroków do tyłu. Doktor widział jego przerażone spojrzenie, najpewniej nie sądził jeszcze, że podejrzany czarodziej był również zamieszany w ten atak. Niestety Ez musiał się włączyć również różdżką, gdyż ofiara zaczęła robić się głośna.
— Confundus — szepnął, celując w doktorka. W stanie głębokiego zmieszania nie pojmie co się wokół niego dzieje. Chociaż tak mógł uśmierzyć jego ból. Rzucił też znane mu zaklęcie, jakie używane było do tymczasowego paraliżu podczas zabiegów medycznych. Działało miejscowo, ale zawsze jakaś pomoc.
[Rzut na Zauroczenie - wywołanie dużego zmieszania w głowie doktora i jednocześnie powstrzymanie go od wydawania dźwięków]
Akcja nieudana
[Rzut na Nekromancję - chwilowy brak czucia w części ciała]
Slaby sukces...