29.10.2022, 14:38 ✶
Naprawdę była wdzięczna, że nie inspirowała Brenny do uzewnętrzniania się. Szczerze cieszyła się, że swym nieprzyjemnym obyciem odstrasza ewentualne słowotoki, którymi zdawała się atakować pozostałych nieszczęśników pracujących w Ministerstwie. Może właśnie dlatego została tutaj wysłana? Może liczyli, że spotkanie pierwszego stopnia sam na sam z Malfoy odbierze jej smak życia i nieco uciszy? Wszakże niejednokrotnie trauma odbierała ludziom mowę.
Słyszała, że widzących nie powinno wyrywać się z transu. Tak samo zresztą, jak nie powinno się budzić lunatyków. Niemniej Eden chyba dwa razy zrobiła to za czasów Hogwartu jakiejś dziwnej Puchonce z roku niżej - raz niewinnym przypadkiem, gdy wpadła na nią w łazience, drugi raz zupełnie intencjonalnie, podstawiając jej nogę. Była świadoma, że nie powinna robić wielu rzeczy, ale Malfoy miała okrutną słabość do testowania ludzkich granic wytrzymałości. W końcu wszyscy mówią, żeby czegoś nie robić, ale nie mówią, co może takiego złego się stać, gdy nie stosujesz się do zaleceń. Eden chciała widzieć skutki na własne oczy; może przy odrobinie szczęścia Longbottom permanentnie utknęłaby między jawą a przeszłością i nigdy więcej nie paplałaby już bez sensu? Eden uważała, że wizja kusiła na tyle, że warto było podjąć ryzyko.
Kiedy Brenna połączyła się z rzeczywistością, znów zaczęła mówić dużo, ale tym razem każda z informacji wydawała się cokolwiek przydatna. Dziewczyna wydawała się na nieco skołowaną, ale Malfoy nie zamierzała pytać, czy wszystko w porządku - wciąż siedziała w tej samej, niewzruszonej pozycji, wygodnie oparta na krześle, z ramionami założonymi na piersi.
- Pamiętasz ludzi z Hogwartu? Wszystkich? - zapytała zdziwiona. Na twarz Eden wpłynęło zwątpienie, jakby usłyszała niestworzoną historię jakiegoś dziwaka, kompletne farmazony. Podrapała się po boku głowy, sama ledwie pamiętając połowę swojego rocznika. Nie wydawała się też zbytnio przejęta kwestią nekromanckiego rytuału - ot, kolejny psychopata mordujący bogu ducha winne kobiety. Przerabialiśmy to już tysiąc razy, faceci mają skłonności szaleńcze, Ameryka nie została odkryta. Może ciut mocniej by się przejęła, gdyby tak jak Brenna zobaczyła to na własne oczy, ale szanse były znikome.
Już miała poprosić ją (a może rozkazać?), by zapisała jej to wszystko, a najlepiej narysowała ładny obrazek, ale nim zdążyła otworzyć usta, Longbottom znowu odleciała w objęcia przeszłości. Eden głośno jęknęła, zirytowana poniekąd, że dogadać się nawet nie idzie z tą dziewuchą. Wolała robić rzeczy krok po kroku, zebrać każdą informację, rozpisać to sobie, zanim zabierze się za dalszą analizę. Otrzymała rysopis ofiary, okoliczności śmierci, które są przecież istotne. Nie chciała zapomnieć niczego tylko i wyłącznie dlatego, że Brenna nie umie się powstrzymać i zaraz zasypie ją kolejną toną informacji.
Skrzywiła się, kiedy Longbottom syknęła. Będzie zamieniać się w węża?
- Trzymajcie mnie - rzuciła pod nosem rozjuszona, słysząc wieści, iż mają do czynienia z metamorfomagiem. W tym momencie cała sprawa zamieniła się w robotę głupiego, dosłownie pracę syzyfową. - I pewnie nawet nie jest zarejestrowany. Oni nigdy nie są - skwitowała, bardziej do samej siebie niż do niej. Wstała z krzesła, podniosła teczkę i przedarła na pół znajdujący się w niej portet. Szlag by to wszystko trafił.
- Bardzo ładnie się spisałaś. Możesz sobie wziąć ciasteczko - oświadczyła tonem, jakim mówi się do dziecka, wskazując palcem w kierunku talerzyka umieszczonego na skraju biurka. Uśmiechnęła się kwaśno, lecz spojrzenie miała poirytowane. Nic tutaj nie może pójść jak z płatka, prawda?
Słyszała, że widzących nie powinno wyrywać się z transu. Tak samo zresztą, jak nie powinno się budzić lunatyków. Niemniej Eden chyba dwa razy zrobiła to za czasów Hogwartu jakiejś dziwnej Puchonce z roku niżej - raz niewinnym przypadkiem, gdy wpadła na nią w łazience, drugi raz zupełnie intencjonalnie, podstawiając jej nogę. Była świadoma, że nie powinna robić wielu rzeczy, ale Malfoy miała okrutną słabość do testowania ludzkich granic wytrzymałości. W końcu wszyscy mówią, żeby czegoś nie robić, ale nie mówią, co może takiego złego się stać, gdy nie stosujesz się do zaleceń. Eden chciała widzieć skutki na własne oczy; może przy odrobinie szczęścia Longbottom permanentnie utknęłaby między jawą a przeszłością i nigdy więcej nie paplałaby już bez sensu? Eden uważała, że wizja kusiła na tyle, że warto było podjąć ryzyko.
Kiedy Brenna połączyła się z rzeczywistością, znów zaczęła mówić dużo, ale tym razem każda z informacji wydawała się cokolwiek przydatna. Dziewczyna wydawała się na nieco skołowaną, ale Malfoy nie zamierzała pytać, czy wszystko w porządku - wciąż siedziała w tej samej, niewzruszonej pozycji, wygodnie oparta na krześle, z ramionami założonymi na piersi.
- Pamiętasz ludzi z Hogwartu? Wszystkich? - zapytała zdziwiona. Na twarz Eden wpłynęło zwątpienie, jakby usłyszała niestworzoną historię jakiegoś dziwaka, kompletne farmazony. Podrapała się po boku głowy, sama ledwie pamiętając połowę swojego rocznika. Nie wydawała się też zbytnio przejęta kwestią nekromanckiego rytuału - ot, kolejny psychopata mordujący bogu ducha winne kobiety. Przerabialiśmy to już tysiąc razy, faceci mają skłonności szaleńcze, Ameryka nie została odkryta. Może ciut mocniej by się przejęła, gdyby tak jak Brenna zobaczyła to na własne oczy, ale szanse były znikome.
Już miała poprosić ją (a może rozkazać?), by zapisała jej to wszystko, a najlepiej narysowała ładny obrazek, ale nim zdążyła otworzyć usta, Longbottom znowu odleciała w objęcia przeszłości. Eden głośno jęknęła, zirytowana poniekąd, że dogadać się nawet nie idzie z tą dziewuchą. Wolała robić rzeczy krok po kroku, zebrać każdą informację, rozpisać to sobie, zanim zabierze się za dalszą analizę. Otrzymała rysopis ofiary, okoliczności śmierci, które są przecież istotne. Nie chciała zapomnieć niczego tylko i wyłącznie dlatego, że Brenna nie umie się powstrzymać i zaraz zasypie ją kolejną toną informacji.
Skrzywiła się, kiedy Longbottom syknęła. Będzie zamieniać się w węża?
- Trzymajcie mnie - rzuciła pod nosem rozjuszona, słysząc wieści, iż mają do czynienia z metamorfomagiem. W tym momencie cała sprawa zamieniła się w robotę głupiego, dosłownie pracę syzyfową. - I pewnie nawet nie jest zarejestrowany. Oni nigdy nie są - skwitowała, bardziej do samej siebie niż do niej. Wstała z krzesła, podniosła teczkę i przedarła na pół znajdujący się w niej portet. Szlag by to wszystko trafił.
- Bardzo ładnie się spisałaś. Możesz sobie wziąć ciasteczko - oświadczyła tonem, jakim mówi się do dziecka, wskazując palcem w kierunku talerzyka umieszczonego na skraju biurka. Uśmiechnęła się kwaśno, lecz spojrzenie miała poirytowane. Nic tutaj nie może pójść jak z płatka, prawda?
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~