Ez nie rozumiał, czemu w ogóle miał przygotować truciznę. Myślał, że zadanie wymagało załatwienia tego bez używania czarów, żeby w razie czego nie zostali wytropieni lub wpadli przy przeczesywaniu historii zaklęć różdżek. Ale na co on liczył!? Taki chłop jak ten Śmierciożerca oczywiście musiał się zabawić, jakby inaczej.
Silverstein wstał, otrzepał spodnie i schował sprzęt za pazuchę. Później zajmie się utylizacją.
Śmierciożerca uwielbiał znęcać się nad wszystkimi, nawet musiał przypomnieć o przysiędze Sokratesa. Wielkie dzięki. Ez uronił niewidzialną łezkę i drgnął niespokojnie po poklepaniu. Zły dotyk.
Dokumenty zebrane, fantastycznie. Teraz masa kolejnych osób będzie mogła stracić życie. Czemu musiał być tak tchórzliwy i nie uwarzył jeszcze trucizny dla samego siebie? Więcej dobrego niż to nie potrafiłby zrobić.
— Dziękuję — odpowiedział, częstując Śmierciożercę papierosem i chowając resztę w kieszeni. Kolejna bezużyteczna pamiątka. Ale nie mógł zwrócić. Wtedy by się zaczął tłumaczyć, Śmierciożerca by się rozzłościł... Już takie scenariusze przechodził.
Schować, no tak. Rzucił Levicorpus na ciało starając się je bezpiecznie transportować w krzewy.
[Rzut na Translokację ciała w krzaki, dwie próby]
Sukces!
Sukces!