Czy Pandora była odważna? Trochę na pewno. W końcu odważyła się podejść do bestii, a może nawet ją lekko oswoić? Do tej pory, w głównej mierze, tylko jego matka Saga i siostry były w stanie podjąć z nim jakąkolwiek większa interakcję jeżeli rozchodziło się o płeć przeciwną. One jednak były jego najbliższą rodziną, więc czy mogły się liczyć do tej grupy? Wszak miało dużo prościej z powodu łączących ich więzów rodzinnych. W takim razie czy Prewettówna miałaby dołączyć do tego 'elitarnego' grona i tym samym zostać swego rodzaju 'treserką' Hjalmara? A nawet pierwszą kobietą, która byłaby w stanie z nim wytrzymać dłużej niż kilka chwil?
Nordgersim też oczywiście lubił towarzystwo Pandory, nawet jeżeli ta podnosiła mu ciśnienie i zwiększała szanse na wystąpienie chorób związanych z tą przypadłością. Jednak jak na wielkiego wojownika, którego serce było zakryte za wielką masą mięśni, nie mógł tego ot tak przyznać. To by tylko źle o nim świadczyło i sprawiło, że zapewne straciłby zarówno w jej oczach, tak samo jak w swoim najbliższym społeczeństwie. Oczywiście to wszystko siedziało w jego głowie, która była raczej zamknięta na wszelkiej maści zmiany, więc nie pozostawało nic innego jak życzenie po prostu powodzenia turczynce w próbach jego zmiany.
Oczywiście, że miał metody, a nawet patenty na takie momenty. Nie wypadało jednak mówić o nich na głos, więc nie miał zamiaru tego komentować, a jedynie posłał jej krótki uśmiech, który nie zdradzał za wiele. I zrobił to całkowicie specjalnie.
- Nie. Teatr jest bez sensu, nie można tam rozwijać swoich mięśni i fachu. Ale zgadzam się - jesteście okropne - wyszczerzył swoje kły, a raczej zęby - w końcu nie był wilkołakiem... A przynajmniej teraz. Podążył za nią wzrokiem aby również przyjrzeć się jej sukience. Szybko jednak powrócił swoimi oczami do góry. Tylko tego jeszcze brakowało aby Pandora zauważyła, że ten się jej przygląda. Nie mógł sobie pozwolić na takie fuax pas.
Oczywiście, że to nie mogło być takie mdłe! W końcu to był miód! A miód, jak wszyscy wiedzą, nawet dzieci, był po prostu słodki. Dodanie do niego trochę procentów nie mogło przecież spowodować, że ten piękny trunek zatraciłby swoją słodycz. Ale tę wiedzę posiadał Hjalmar, który jak na niedźwiadka przystało, nie raz czy nawet nie dwa, wspinał się na drzewa aby uzyskać trochę miodu od dzikich pszczół. Nie wszystkie jego wypady kończyły się jednak sukcesem. Czasem musiał wracać na tarczy z pogryzioną twarzą i rękoma. Zdobyty jednak w ten sposób miód smakował co najmniej trzy razy lepiej od takiego z udomowionej pasieki.
- No... - rzucił szybko kiedy usłyszał, że w końcu zaczęła mówić od rzeczy. Nie mogła tak od razu? Przybyła tutaj aby się bawić z okazji Lithy, a nie zwiedzać stragany. Od tego były przecież dni targowe, kiedy to z całej okolicy zjeżdżali się najznakomitsi fachowcy, oferujący swoje usługi i towary. Nie musiała się martwić więc, że Litha była jedynym dniem w którym mogła spotkać tych sprzedawców.
- Dziwne jakby był gorący... - spojrzał na nią jakby spadła co najmniej z tej swojej Mary czy innej Chmary - Ciepła woda jest w gorących źródłach, a nie w oceanie - dodał i ledwo się powstrzymał od popukania się w głowę na te słowa. Zapewne gdyby to nie była Pandora, a któryś z jego koleszków to tak już by zrobił. No ale to była jednak kobieta i nie wypadało tak zrobić. Trzeba było zachować jakieś pozory normalności czy dobrego wychowania, aby jej również nie spłoszyć od samego siebie.
- Aha...? Okej. Dobra. To będziemy się wspinać i zobaczymy komu pójdzie lepiej - powiedział z oburzeniem w głosie zakładając przy okazji sobie ręce na piersi. Czy ona w tym momencie zasugerowała, że był z niego słaby "niedźwiadek"? Jakbym chciał to mógłbym mieszkać na drzewie! Będzie miała okazje udowodnić swoje umiejętności skoro taka cwana była w tym momencie. Albo jeszcze lepiej - Wyprowadzę ją do lasu i wrócę na dalsze picie. I niech sobie radzi tam później sama! Na pierwszy rzut oka było widać, że islandczyk nad czymś się mocno zastanawia, obmyśla jakiś plan działania. Tak też zresztą było - szykował swój idealny plan ewentualnego morderstwa.
Miała szczęście, że nie chciał się na nią dzisiaj denerwować. A może powinno się zauważyć, że nie potrafił? Albo nie chciał potrafić tego robić? Niczym małe dziecko dał się pociągnąć w kierunku stoiska z kwiatami, a następnie zaczął się przyglądać tym wszystkim badylom. Nie raz słyszał, że dobór roślin do wianka ma jakieś znaczenia czy inne takie bezsensowne historie z tym związane. Z drugiej strony, Pandora zdawała się wierzyć w te wszystkie wymyślone bezsensowności jak zodiakarstwo i inne takie. Czy w takim razie wierzyła też w te głupoty związane ze znaczeniem kwiatów?
Hjalmar przyłożył sobie palec do ust i zaczął się mocno zastanawiać. Starał się stworzyć jakiś pasujący ze sobą komplet. Nie miał jednak pojęcia, że to może być takie trudne. Dobór metalu i wykończenia w przypadku broni czy narzędzi był kilkakrotnie razy prostszy. Ten intensywny proces myślowy trwał przez dobrą minutę czy nawet dwie, aż Nordgersim w końcu się zdecydował - Odwróć się. Niech będzie niespodzianka - polecił, najeżając przy okazji swoje brwi. Jeżeli Pandora nie będzie chciała tego zrobić, to on sam ją przestawi plecami do stoiska tej staruszki.
Björn postawił na wrzosy, które miały stanowić podstawę całego wianka i przy okazji były rodzimym kwiatem Islandii. Jako dodatek do całego tworu wybrał fiołki, maki i frezje. Wybór roślin był całkowicie losowy, jako, że nie znał ich znaczenia. Młody kowal po prostu wskazywał dłonią na dany kwiat, a staruszka dodawała je do wianka, który po krótkiej chwili był gotowy. Chłopak uiścił opłatę, a następnie odebrał swój towar.
Podszedł do Pandory od tyłu i powolnym ruchem założył jej na głowę wianek - Taadam! - wykrzyczał z dumą w głosie. W końcu to on sam stworzył coś tak unikalnego i za pewne nie pasującego do siebie, że aż głowa mała. Chociaż tutaj należałoby lekko sprostować całą sytuację - bo Hjalmar to tylko wybrał kwiaty, a całość złożyła ta uzdolniona staruszka - Szczęśliwa? - zapytał jej bo tak bardzo chciała mieć coś takiego na swojej głowie. Zapewne nie chciała się wyróżniać od innych dziewczyn w zasięgu wzroku.
- Tak. Skończysz pijana jak bela i Mara będzie musiała Cię zbierać. Mam nadzieję, że potrafi Cię wrzucić na swój grzbiet bo inaczej może być ciężko - przyznał. Trochę nie doceniał tego konia. Wszak nie miał pojęcia, że on rozumie co się do niego mówi, a co gorsza sam potrafi odpowiedzieć. No i jeszcze należałoby dodać do tego dosyć ważną informację, która mówi, że za równo koń jak i Prewettówna to są jakieś psiapsiółki.
- Szybko łączysz fakty - przyznał jej. Gdyby zepchnął ją do oceanu to i tak najpewniej nikt by jej nie odnalazł. Wilk byłby cały, a owca martwa. W tym momencie zdał, że to było bardzo trafne porównanie, pasujące do ich dwójki - tylko w trochę innym znaczeniu. On w końcu był jak ten wilk, a ona jak owca ale niekoniecznie martwa.
- Z fiordów i tak najszybciej jest przejść przez środek festynu. Wtedy będziemy mogli ewentualnie zgarnąć co nieco dobrego - zaproponował. Mogli pójść popatrzeć na wodę z fiordów. Może przypadkiem zrzucić do nich przy okazji Pandorę jeżeli będzie chciała, a później wrócić na chwilę na Lithę, wziąć kolejną kamionkę miodu i pójść hen daleko, gdzie ich tylko nogi poniosą.
- Jedna - podniósł palec aby podkreślić, że zgada się tylko i wyłącznie na jeden, jedyny taniec. Na nic więcej nie - I to szybki - dodał biorąc solidny łyk z butelki na odwagę. Hjalmar się nie pierdolił w tańcu jako, że po prostu nie umiał tańczyć. Złapał ją za obie dłonie aby następnie przekręcić oczy w zażenowaniu na własne zachowanie. Weź się w garść Nordgersim. To ty tu jesteś potężnym islandczykiem. Nie daj się jakiejś babie I z tą myślą w głowie ruszył za nią w tłum tańczących ludzi.