01.05.2023, 13:04 ✶
Kiedy przyłączyła się do dotykania jego nowej rany, poczuł irracjonalną radość i podniecenie. Jego Pani czerpała przyjemność nie tylko z samego aktu przemocy, ale też z jego konsekwencji. Nie skupiała się wyłącznie na swoich emocjach, ale myślała też o nim. Nie brzydziła się tego, czym był, chociaż on sam się brzydził. Nie gardziła tym, czego chciał, chociaż on sam tym gardził. Akceptacja przez ból. Brzmiało pięknie.
Nie potrzebował dużo czasu, żeby dojść. Z początku zastygnął w bezruchu, starając się odwieść nieuniknione, ale poczuł tylko więcej ciepła pałającego z jej ciała. Musiał skończyć, decyzja nie należała do niego. Mógł tylko wybrać, jak to będzie wyglądało.
Jej ciemne od krwi palce przyciągały jego wzrok, ale zmusił się, żeby spojrzeć w górę. Patrzył po jej umięśnionym brzuchu, po jej grubych bliznach. Nosiła je tak godnie, tak dumnie. Nie potrzebowała go tam.
Wyżej były jej piersi. Oglądał je z rumieńcem na twarzy - był blisko. Obraz mu się rozmazywał, przez strach i euforię oddychał za szybko. Zostało mu może parę sekund i zamierzał wykorzystać je na myślenie o tym, co mógłby zrobić z jej sutkami.
Jęczał, gdy doszedł, z półprzymkniętymi oczami dalej wpatrzonymi w jej cycki. Ciężko mu było to wyjaśnić, ale to nie ją tym poniżył, tylko siebie. Chciałby skupić się na jej oczach, ale przecież był tylko zwierzęciem. Zwierzęta nie myślą, panuje nad nimi instynkt. Widzą sygnał, że samica jest płodna, to strzelają nasieniem. Nie było w tym nic więcej.
Odetchnął głęboko, ciesząc się nagłym rozluźnieniem. Dalej czuł trochę przyjemności, chociaż teraz głównie ze względu na dyskomfort - krocze pulsowało mu tępym bólem, za długo zwlekał z orgazmem.
Pieczenie rany na brzuchu przyćmiewało resztę bodźców, więc położył nań ręce. I spojrzał w twarz Jego Pani z błogim uśmiechem na ustach.
Zaskoczyło go to, jak pięknie wyglądała w tym świetle i w tym stanie - z piegami, z zaróżowionymi policzkami i ze zmęczonymi oczami. Aż zdążył o tym na chwilę zapomnieć podczas seksu; zauważył, że dochodził sam, zamknięty w swojej głowie, w świecie strachu, wstydu i poczucia winy. Dlaczego nie dochodził z nią? Czy to nie byłoby przyjemniejsze?
Wyciągnał brudne od juchy dłonie w jej kierunku, oparł je na jej biodrach. Nie pamiętał, kiedy czuł się tak spokojnie. Był pod wrażeniem, że Jego Pani potrafiła zrobić z nim coś takiego, nawet jednym palcem nie dotknąwszy jego penisa. Chciał się jej odwdzięczyć, ale nie wiedział jak, ani czy w ogóle będzie w stanie.
- Cz-czy zemdleję od tego - zapytał niewyraźnie, jakby zapomniał, jak się mówi. Cóż, w końcu był zwierzęciem przez dobrą chwilę. - Pocałowałbym cię, ale co jak zemdleję.
Właściwie to cholernie chciało mu się pić. I jeść. I ćpać. I kleiły mu się uda. I te ręce we krwi.
Nie potrzebował dużo czasu, żeby dojść. Z początku zastygnął w bezruchu, starając się odwieść nieuniknione, ale poczuł tylko więcej ciepła pałającego z jej ciała. Musiał skończyć, decyzja nie należała do niego. Mógł tylko wybrać, jak to będzie wyglądało.
Jej ciemne od krwi palce przyciągały jego wzrok, ale zmusił się, żeby spojrzeć w górę. Patrzył po jej umięśnionym brzuchu, po jej grubych bliznach. Nosiła je tak godnie, tak dumnie. Nie potrzebowała go tam.
Wyżej były jej piersi. Oglądał je z rumieńcem na twarzy - był blisko. Obraz mu się rozmazywał, przez strach i euforię oddychał za szybko. Zostało mu może parę sekund i zamierzał wykorzystać je na myślenie o tym, co mógłby zrobić z jej sutkami.
Jęczał, gdy doszedł, z półprzymkniętymi oczami dalej wpatrzonymi w jej cycki. Ciężko mu było to wyjaśnić, ale to nie ją tym poniżył, tylko siebie. Chciałby skupić się na jej oczach, ale przecież był tylko zwierzęciem. Zwierzęta nie myślą, panuje nad nimi instynkt. Widzą sygnał, że samica jest płodna, to strzelają nasieniem. Nie było w tym nic więcej.
Odetchnął głęboko, ciesząc się nagłym rozluźnieniem. Dalej czuł trochę przyjemności, chociaż teraz głównie ze względu na dyskomfort - krocze pulsowało mu tępym bólem, za długo zwlekał z orgazmem.
Pieczenie rany na brzuchu przyćmiewało resztę bodźców, więc położył nań ręce. I spojrzał w twarz Jego Pani z błogim uśmiechem na ustach.
Zaskoczyło go to, jak pięknie wyglądała w tym świetle i w tym stanie - z piegami, z zaróżowionymi policzkami i ze zmęczonymi oczami. Aż zdążył o tym na chwilę zapomnieć podczas seksu; zauważył, że dochodził sam, zamknięty w swojej głowie, w świecie strachu, wstydu i poczucia winy. Dlaczego nie dochodził z nią? Czy to nie byłoby przyjemniejsze?
Wyciągnał brudne od juchy dłonie w jej kierunku, oparł je na jej biodrach. Nie pamiętał, kiedy czuł się tak spokojnie. Był pod wrażeniem, że Jego Pani potrafiła zrobić z nim coś takiego, nawet jednym palcem nie dotknąwszy jego penisa. Chciał się jej odwdzięczyć, ale nie wiedział jak, ani czy w ogóle będzie w stanie.
- Cz-czy zemdleję od tego - zapytał niewyraźnie, jakby zapomniał, jak się mówi. Cóż, w końcu był zwierzęciem przez dobrą chwilę. - Pocałowałbym cię, ale co jak zemdleję.
Właściwie to cholernie chciało mu się pić. I jeść. I ćpać. I kleiły mu się uda. I te ręce we krwi.