Czy lubił ryczeć? Trochę tak. A zasada była bardzo prosta - zwierzęta wykorzystywały swój instynkt i jeżeli ich niedoszła ofiara była od nich większa oraz głośniejsza, nie atakowały ich w obawie przed utratą własnego zdrowia. To nie raz pozwoliło mu przestraszyć dziką zwierzynę, zwłaszcza wtedy kiedy mogło mu się stać coś złego.
Oczywiście dzieci nie stanowiło dla niego żadnego zagrożenia ale lubiło być gonione przez innych, a tym bardziej starszych od siebie - widziały w tym zabawę. A Hjalmar wykorzystał do tego sprawdzoną metodę, tą samą jaką bawił się z nim Dagur, kiedy to Nordgersim był jeszcze młody. Miał wtedy z tego powodu szczęścia co nie miara i nic go nie kosztowało, aby i te pociechy miały trochę odskoczni od wszystkiego.
Będziesz naprawdę dobrym ojcem? Spojrzał na nią, unosząc jedną brew w zdziwieniu. Czy to oznaczało, że Hjalmar zaczął przemieniać się już w swojego ojca? Wiedział, że to prędzej czy później będzie nieuniknione ale nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko. Podejrzewał, że stanie się to dopiero po jego ślubie przy narodzinach dziecka, a nie w momencie w którym on nawet nie planował żadnych zaręczyn.
- No to chyba jednak szczęście skoro nie kaleczę się przy Tobie, tylko wtedy jak się oddalam. Chyba, że się mścisz w ten sposób to wtedy rzeczywiście tak może być - stwierdził z lekkim parsknięciem, kiedy przyglądał się jak przewiązuje mu chustkę na dłoni - Trochę tak. Ale to chyba nic nowego - dodał. Ostatnim razem spotkał ją właśnie w nocy, więc nie była to raczej jakaś 'nowa' pora dla Pandory.
Uśmiechnął się tylko mocniej kiedy dziewczyna cofnęła się o pół kroku. Nie miał zamiaru jej oczywiście przestraszyć ale jeżeli to zrobił no to trudno - musiał zaakceptować taki przebieg rzeczy. Prawdę mówiąc nie zrobił tego specjalnie, a to po prostu tak wyszło. W ten sposób by się zapewne tłumaczył gdyby ktoś go spytał dlaczego postąpił w ten, a nie inny sposób. Jako, że się jej przyglądał zauważył, że zrobiła coś czego się po niej nie spodziewał - uciekła wzrokiem. Do tej pory to on ratował się w ten sposób w trudnych sytuacjach. Może ją to lekko przerosło? Albo to przez ten cały spożyty alkohol?
- Ja nie wiem. To Twoje punkty i Ty powinnaś je liczyć - zauważył przybierając postawę lekko obronną. Sam nie miał zielonego pojęcia ile tych punktów jej już rozdał. Nie rzucał ich może na lewo czy prawo ale był przekonany, że obdarzył Pandorę już co najmniej kilkoma - Jeżeli po drodze nie zginiesz ani ja Cię nie utopię na miejscu to pewnie się uda - dodał z przekąsem przypominając jej, że jeden zły ruch, a już nie powróci z tej ekspedycji.
- Dla mnie? - zapytał aby się upewnić, że na pewno dobrze usłyszał. Co prawda nie było raczej nikogo innego do kogo mogłaby skierować to pytanie ale Hjalmar lubił się zgrywać - Żadna przeszkoda o ile nie będziemy musieli ratować jakiejś kolejnej zagubionej turystki - zaśmiał się. Nigdy nie zapomni sposobu w jaki się poznali. I tym samym miał zamiar jej o tym przypominać tak często jak to tylko możliwe.
Nie zwracał zbytnio uwagi na innych ludzi - jedynie tyle co by ich przypadkiem nie potrącić po drodze dlatego był lekko zdziwiony kiedy usłyszał pytanie. Przez moment chciał nawet zapytać "jacy oni?" - Huh... - wydał oglądając się za siebie - Nie. Oni raczej nie. Prędzej pójdą znaleźć sobie jakąś kobietę z którą zakończą Lithę płodząc swoje pierwsze dziecko, dokładnie tak jak Dagur 27 lat temu - zaśmiał się w głos wspominając o miłosnych podbojach swojego ojca - Wiem. Nic też nie trzyma Cię przed tym abyś się tu przeprowadziła i została częścią tej społeczności - dodał zgodnie z prawdą. Czasy się zmieniły, a w raz z nimi ludzie. Wystarczyło aby Pandora nauczyła się mówić płynnie po islandzku, ponieważ nie wszyscy rozumieli angielski i to mogła stanowić pewnego rodzaju przeszkodę. A po za językiem, Hjalmar nie widział żadnych innych przeciwwskazań - na pewno by się tutaj odnalazła.
Na wrzosy nawet nie zwrócił szczególnej uwagi - miał je na co dzień. W tym momencie ważniejsze dla niego było to aby nie zgubić gorzałki, ani kamionki bo to by była prawdziwa strata. Nie zorientował się nawet kiedy Pandora postanowiła się nimi trochę porozkoszować. Coś mu jednak nie pasowało w ich pochodzie, a raczej w jego pochodzie, ponieważ Prewettówna właśnie wąchała kwiatki w najlepsze. Zatrzymałem się na moment i posłał jej spojrzenie po którym tylko pokręcił głową oraz ciężko westchnął. Jak z dzieckiem... Nie oceniał, znaczy trochę tak, ale nie na tyle aby wyrazić swoją dezaprobatę. Po prostu wrócił do dalszego marszu, lekko zwalniając aby miała szansę go dogonić. Byłaby wielka szkoda jakby się teraz zgubiła
Wiadomo, że Hjalmar przedstawiał narrację ze swojej perspektywy - lekko podkolorowywał niektóre rzeczy, część ukrywał. Nie chciał wyjść przed Pandorą na dręczyciela, którym trochę był w czasach szkolnych, serwując swoich kolegom "treningi". Momentami czuł lekkie ciągnięcie za swoją koszulę. Dziewczyna mogła zawsze poprosić aby zwolnił albo żeby to ona szła pierwsza. Wtedy Nordgersim miałby na nią oko, a i prędkość była by dostosowana do jej możliwości.
- Ja nie przeskoczę? - zapytał z oburzeniem. Nie wiedział wtedy jeszcze, że nie przeskoczy tego, a próba zrobienia z siebie bohatera spełźnie na niczym. Tak jak to miał w zwyczaju - podpalił się do roboty i nie obchodziło go nic innego. Rozpędził się i...
No i benc. Wylądował w wodzie po sam pas. Jego wyskok był zbyt słaby aby mógł dolecieć na drugi brzeg. Stał tak przez chwilę z grymasem na twarzy. No i wyszło kurwa standardowo, jak zawsze Pokręcił głową z dezaprobatą na wynik swojego skoku - To przez alkohol - zaczął się bronić kiedy Pandora wybrała bezpieczniejszą drogę do przeprawienia się przez rzekę.
Mimo, że dziewczyna zdecydowała się na spokojniejszą metodę przemieszczenia się, co świadczyło tylko o jej rozwadze oraz normalnym podejściu do sprawy - a nie chaotycznym tak jak to miał w zwyczaju Nordgersim - jej próba również nie zakończyła się sukcesem. Gdzieś pomiędzy drugim, a może trzecim krokiem po kamieniach, poślizgnęła się i runęła jak długa do wody - No proszę. Też alkohol? - dopytał z lekkim uśmiechem na ustach i ruszył w jej kierunku aby pomóc.
- Złap się mnie - polecił podchodząc blisko i wystawiając rękę z przemokniętą chustką na dłoni - Woda jest dosyć wartka i jeszcze mi tu zaraz odpłyniesz - dodał, forsując wodę i tym samym drogę na drugi brzeg. Na szczęście jego postura pozwalała przeciwstawić się temu zabójczemu żywiołowi i bezpiecznie przedostać się na przeciwną stronę. Gdyby tylko tak od początku postawił na rozwagę, a nie popisywanie się...
- Wszystko całe? - zapytał spoglądając na swój stan. Poklepał się po kieszeni od koszuli, a następnie zerknął za pazuchę - obie rzeczy były. Chwilę zajęło mu zrozumienie, że gdzieś w momencie upadku do wody wypuścił kamionkę z miodem - Nosz na jebaną brodę Merlina! - wykrzyczał ze zdenerwowania - No i po miodzie mamy - kopnął ziemię w nerwach. Hjalmar zaczynał się powoli gotować. Czuł, że zaraz coś zniszczy.
Przymknął oczy, a następnie zaczął brać głębokie wdechy i wydechy - Nic. Będziemy musieli się rozkoszować gorzałką - przyznał lekko się uspokajając. Nie mieli innej możliwości. Nordgersimowi to co prawda nie przeszkadzało, bo i tak miał zamiar to wypić. Gorzej mogło być z Pandorą, która mogła mieć ochotę na inny trunek - Spójrz - powiedział wskazując jej palcem na stado ptaków, które siedziało na jednej ze skarp - To maskonur zwyczajny - wyjaśnił jej. Nie wspomniał jeszcze, że jednego takiego udało mu się nawet oswoić.