02.05.2023, 02:10 ✶
Parsknął słysząc słowa Layli.
- I to jest dobry pomysł – powiedział, wskazując na nią nożem, a następnie upił łyk ze swojego na wpół już pustego kufla. Głupio się przyznać, który to już kufel z rzędu. – Fletcher, czemu nie zapraszasz jej tu częściej? – Zapytał Williama, podrzucając wcześniej wspomnianym nożem w naprawdę niebezpieczny sposób i łapiąc go w ostatnim momencie. Pewnie gdyby znajdował się tutaj ktoś z mózgiem, na przykład Cecily, to ostrze zostałoby mu bezpowrotnie odebrane, ale że znajdowali się tutaj już tylko ludzie podobni do niego duchem, najwyraźniej całe to zbiorowisko miało ilość posiadanych przez niego palców głęboko w dupie.
Wysłuchał Dione z głupim uśmiechem. Musiał dziewczynie przyznać, że bycie zabawną przychodziło jej tak swobodnie, jakby urodziła się do bycia komiczką. Zadziwiające, że dwie najbardziej wygadane osoby z tej grupy skończyli jako barmani w tej dziurze. Znaczy się, no dobrze, to nie była największa dziura na świecie, bo Kocioł prosperował całkiem dobrze, ale... Może to aura osób tu przesiadujących, a może po prostu atmosfera tego miejsca – cokolwiek to było, Silas nie mógł się do tego przyzwyczaić, a co za tym szło, nie potrafił traktować tego miejsca całkowicie poważnie. Szalę dziwactw przeważało to, że ich szefem był krasnoludek.
Do rozmowy, poza byciem biernym słuchaczem, wrócił dopiero po tym, jak swoje piekielnie długie tłumaczenia skończył ten drugi Fletcher.
- Kto w ogóle bierze to na poważnie? Byś się zdziwił, całkiem sporo ludzi, których widać codziennie w gazetach. Nie zamierzam się wymądrzać po pijaku – aby dodać tu odrobiny dramatyzmu, dokładnie w tym miejscu czknął – ale niemagowie też zaliczyli w historii przypadki takich obłąkańców jak ten cały Voldemort i skończyło się to dosyć kiepsko. Ale to mnie, moi drodzy, uświadamia w tym, że ten problem jest o wiele większy niż ten jeden typ. Ci ludzie są jak narośl rakowa i coraz częściej widzę, jak inni słysząc o nich, opuszczają głowę, bo im się to kojarzy tylko z tymi cholernymi atakami. Może gdyby typ zaczął się kojarzyć z czymś piekielnie durnym, jak z kupowaniem za małych sandałków na miejscowym bazarku, to by ich można było obedrzeć z tego... – zabrakło mu słowa, dodał je więc po kilku sekundach ciszy – mistycyzmu?
I chociaż pijany był i dało się to wyczuć w tonie jego głosu, wciąż wypowiadał się elokwentnie i używał trudnych słów – taki już miał sposób wypowiadania się. Do tego, aby go pozbawić artystycznej maniery, trzeba by jeszcze kilku takich kufli.
- I to jest dobry pomysł – powiedział, wskazując na nią nożem, a następnie upił łyk ze swojego na wpół już pustego kufla. Głupio się przyznać, który to już kufel z rzędu. – Fletcher, czemu nie zapraszasz jej tu częściej? – Zapytał Williama, podrzucając wcześniej wspomnianym nożem w naprawdę niebezpieczny sposób i łapiąc go w ostatnim momencie. Pewnie gdyby znajdował się tutaj ktoś z mózgiem, na przykład Cecily, to ostrze zostałoby mu bezpowrotnie odebrane, ale że znajdowali się tutaj już tylko ludzie podobni do niego duchem, najwyraźniej całe to zbiorowisko miało ilość posiadanych przez niego palców głęboko w dupie.
Wysłuchał Dione z głupim uśmiechem. Musiał dziewczynie przyznać, że bycie zabawną przychodziło jej tak swobodnie, jakby urodziła się do bycia komiczką. Zadziwiające, że dwie najbardziej wygadane osoby z tej grupy skończyli jako barmani w tej dziurze. Znaczy się, no dobrze, to nie była największa dziura na świecie, bo Kocioł prosperował całkiem dobrze, ale... Może to aura osób tu przesiadujących, a może po prostu atmosfera tego miejsca – cokolwiek to było, Silas nie mógł się do tego przyzwyczaić, a co za tym szło, nie potrafił traktować tego miejsca całkowicie poważnie. Szalę dziwactw przeważało to, że ich szefem był krasnoludek.
Do rozmowy, poza byciem biernym słuchaczem, wrócił dopiero po tym, jak swoje piekielnie długie tłumaczenia skończył ten drugi Fletcher.
- Kto w ogóle bierze to na poważnie? Byś się zdziwił, całkiem sporo ludzi, których widać codziennie w gazetach. Nie zamierzam się wymądrzać po pijaku – aby dodać tu odrobiny dramatyzmu, dokładnie w tym miejscu czknął – ale niemagowie też zaliczyli w historii przypadki takich obłąkańców jak ten cały Voldemort i skończyło się to dosyć kiepsko. Ale to mnie, moi drodzy, uświadamia w tym, że ten problem jest o wiele większy niż ten jeden typ. Ci ludzie są jak narośl rakowa i coraz częściej widzę, jak inni słysząc o nich, opuszczają głowę, bo im się to kojarzy tylko z tymi cholernymi atakami. Może gdyby typ zaczął się kojarzyć z czymś piekielnie durnym, jak z kupowaniem za małych sandałków na miejscowym bazarku, to by ich można było obedrzeć z tego... – zabrakło mu słowa, dodał je więc po kilku sekundach ciszy – mistycyzmu?
I chociaż pijany był i dało się to wyczuć w tonie jego głosu, wciąż wypowiadał się elokwentnie i używał trudnych słów – taki już miał sposób wypowiadania się. Do tego, aby go pozbawić artystycznej maniery, trzeba by jeszcze kilku takich kufli.