Największą przyjemność czerpała właśnie z widoku tego, co udało jej się osiągnąć. Krew, która powoli sączyła się z długiej rany, precyzyjne cięcie, proste, piękne - pewnie mało kto byłby w stanie zrobić podobne; jej doświadczenie było w tym przypadku nieocenione. Potrafiła obchodzić się ze zwierzyną. Jak widać, nie tylko z nią, nie miała problemu z tym, aby zacząć zabawiać się z ludźmi. Wcześniej by o tym nie pomyślała. Sama by nigdy w życiu nie wpadła na to, że może jej sprawiać to przyjemność. Starała się przestrzegać pewnych norm, chociaż i tak miała spaczoną ich wizję. Dzisiaj jednak jej świat zmienił się jeszcze bardziej. Zupełnie straciła grunt, popłynęła tak głęboko, że nie spodziewała się, że kiedykowlwiek się to wydarzy, ale nie utopiła się w tym, to było najważniejsze.
Czuła, że Mellvyn się jej przygląda. Była jednak tak bardzo zafascynowana jego krwią, że z początku nie podniosła wzroku. Wolała dalej brodzić rękoma w świeżej ranie. Krwi pojawiało się coraz więcej, miała nadzieję, że jest to chwilowe, bo jeśli nie, to będzie delikatny problem. Nie potrafiła składać ludzi, wolałaby więc tego uniknąć, bo wtedy dopiero mogłaby go skrzywdzić. Raz, a dobrze.
Przestała jednak o tym myśleć. To nie był odpowiedni moment. Później się tym zajmie, choć miała nadzieję, że nie będzie musiała prosić nikogo o pomoc, bo trochę by się jej było ciężko z tego wszystkiego wytłumaczyć.
Uniosła głowę znad jego klatki piersiowej, roztrzepała włosy palcami, zapewne miała w nich teraz czerwone pasemka z krwi. Dostrzegła jego minę, wiedziała, że skończył, że udało jej się bez zupełnego problemu doprowadzić go odpowiedniego stanu. Tego pragnął, a ona mu to dała. Podobało jej się nawet, że wiedział, czego chce, bo dzięki temu mogła mu to dać.
Sama Yaxley była poruszona nowym doświadczeniem, zapewne będzie chciała spróbować kolejny raz, zobaczyć, czy stać ją na więcej. Będzie musiała podszkolić się, nabyć wiedzę, żeby wiedzieć w jaki sposób działać umiejętnie. Dzisiaj to było spontaniczne, nie do końca miała pojęcie co robi i czy robi to dobrze, powinna nabyć doświadczenia. Niby najlepiej uczyć się w praktyce, jednak w tej sytuacji przydałaby się i teoria.
Oparł dłonie na jej biodrach. Tak właściwie to był pierwszy moment, kiedy to on jej dotknął. To zbliżenie nie miało w sobie nic wspólnego z tymi, które dane jej było przeżyć wcześniej. Dla Geraldine zdecydowanie przynosiło bardziej doznania duchowe niżeli cielesne, ale jej to nie przeszkadzało. Czuła w tym trochę mistycyzmu, kiedy tak się zabawiali w tej krwi i innych wydzielinach.
Widziała w nim spokój, spełnienie. Osiągnęła to, na czym mu zależało. - Mam nadzieję, że nie, ale nie mogę obiecać, nie znam się, to mój pierwszy raz. - Może powinna o tym pomyśleć wcześniej? Nim zaczęła działać, chociaż wydawało jej się to zupełnie zbędne.
- Nie zemdlejesz. - Powiedziała jeszcze cicho, po czym sama się nad nim nachyliła i bardzo delikatnie dotknęła jego ust swoimi. Chciała go pocałować, jednak nie było to w żaden sposób zachłanne. Potrzebowała nieco bliskości, chciała też w pewien sposób podkreślić ich więź, przekazać mu, że jest dla niej czymś więcej niż tylko zwierzyną. Po tym dość brutalnym zbliżeniu, była to na pewno spora odmiana.
Zsunęła się z niego po chwili i położyła obok. Przymknęła oczy, oddychała powoli, spokojnie, jakby wcale przed momentem nie robiła mu krzywdy.