Jak zawsze były rzeczy ważne i ważniejsze. Tak jak to zwykle bywa życie zweryfikowało ich plany. A raczej plany Aveliny. Co do swoich to nie wysnuł żadnych. Po prostu dla niego było istotne tu i teraz. Nie było to takie głupie, biorąc pod uwagę to ze musiał mieć oczy dookoła głowy. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Bezpieczeństwo Aveliny było dla niego priorytetem w obecnej sytuacji. Przez charakter wykonywanego zawodu przed oskarżeniem go o czyny, których się nie dopuścił nie pierwszy raz był w niebezpieczeństwie. Teraz jedynie starał się związać koniec z końcem i uporządkować swoje życie, tak aby wróciło na dawne tory. Przynajmniej na niektóre z nich. Do powrotu do pracy w Ministerstwie zdecydowanie mu się nie śpieszyło. Na ten moment nie potrafił przewidzieć, czym dokładnie chciałby się zajmować. Znał się wyłącznie na byciu łowcą niebezpiecznych stworzeń. Co też właśnie pokazał, odpowiednio reagując na zagrożenie.
Na razie szło im całkiem nieźle. On sam na stosowną chwilę zdołał oszołomić wielkiego pająka poprzez zadanie mu bólu, natomiast Avelinie udało się wyrzucić pająka w powietrze i odrzucić go od nich, powodując, że stworzenie wylądowało bezwładnie na karapaksie i pękatym odwłoku, który podczas upadku uszkodził się i pająk zastygł bezwładnie na ziemi w miejscu upadku, bez życia. To oni byli intruzami, którzy naruszyli mir jednego z bytujących tutaj magicznych stworzeń. To był wybór na zasadzie oni albo ten pająk, który wykorzystałby ich jako pożywienie. Nie oznaczało to, że nagle zaczęło być mu żal losu tej akromantuli. W naturze nigdy nie było tak, że każda śmierć idzie na marne.
— Ruszajmy — Zarządził gdy stanął na nogi i wyciągnął ku Avelinie dłoń, chcąc pomóc dziewczynie wstać.