02.05.2023, 14:43 ✶
To była dziwna noc.
Wiatr, który ją porwał, kobieta, tańcząca przy ogniu, mężczyzna, którego nic w jej zachowaniu nie zaniepokoiło, gdy nawet Mackenzie widziała, że coś nie gra. Dom w głębi lasu, drzwi, które same wciągnęły ją do środka i wreszcie cała banda ludzi w chacie.
Oraz ghul.
Mackenzie nie wiedziała, że to ghul - nie znała się na nekromancji, klątwach i kreaturach. Była jednak w stanie powiedzieć, że coś jest z tym człowiekiem nie tak. A nawet gdyby nie, łańcuch, którym był przywiązany, świadczył o tym najlepiej.
Greengrass na dłużej zatrzymała wzrok na nim. Potem przebiegła spojrzeniem po reszcie obcych ludzi, w tym Norze, nakładającej wianek i Cameronie, którego być może skojarzyłaby ze szkoły, gdyby nie to, że miała naprawdę beznadziejną pamięć do twarzy i z Hogwartu rozpoznawała głównie graczy quidditcha i koleżanki z dormitorium. To zgromadzenie niepokoiło ją równie mocno, jak łańcuch.
- To ja już pójdę - mruknęła tylko krótko, sięgając ponownie po klamkę. Chciała wyjść, ale niemal natychmiast odkryła, że jest to niemożliwe.
Stała przez chwilę, spoglądając to na drzwi, to na wnętrze. A potem, wciąż tuląc swoją miotłę (i choć pewnie absolutnie na to nie wyglądała, była gotowa przywalić nią każdemu, kto spróbowałby się zbliżyć), przesunęła się w kąt, jakby nie chcąc przyciągać do siebie uwagi. W głowie kłębiła się jej masa pytań (z "czy ktoś wie, jak stąd wyjść" na czele - nie wpadła na razie na to, że ghul to mąż Madeleine i że ta osobiście przykuła go łańcuchem, chociaż ta idea zaczynała powoli kiełkować w blond głowie), żadnego jednak nie zadała. Nie miała w końcu pojęcia, kim są. I czy ktoś z nich nie jest niebezpieczny.
Wiatr, który ją porwał, kobieta, tańcząca przy ogniu, mężczyzna, którego nic w jej zachowaniu nie zaniepokoiło, gdy nawet Mackenzie widziała, że coś nie gra. Dom w głębi lasu, drzwi, które same wciągnęły ją do środka i wreszcie cała banda ludzi w chacie.
Oraz ghul.
Mackenzie nie wiedziała, że to ghul - nie znała się na nekromancji, klątwach i kreaturach. Była jednak w stanie powiedzieć, że coś jest z tym człowiekiem nie tak. A nawet gdyby nie, łańcuch, którym był przywiązany, świadczył o tym najlepiej.
Greengrass na dłużej zatrzymała wzrok na nim. Potem przebiegła spojrzeniem po reszcie obcych ludzi, w tym Norze, nakładającej wianek i Cameronie, którego być może skojarzyłaby ze szkoły, gdyby nie to, że miała naprawdę beznadziejną pamięć do twarzy i z Hogwartu rozpoznawała głównie graczy quidditcha i koleżanki z dormitorium. To zgromadzenie niepokoiło ją równie mocno, jak łańcuch.
- To ja już pójdę - mruknęła tylko krótko, sięgając ponownie po klamkę. Chciała wyjść, ale niemal natychmiast odkryła, że jest to niemożliwe.
Stała przez chwilę, spoglądając to na drzwi, to na wnętrze. A potem, wciąż tuląc swoją miotłę (i choć pewnie absolutnie na to nie wyglądała, była gotowa przywalić nią każdemu, kto spróbowałby się zbliżyć), przesunęła się w kąt, jakby nie chcąc przyciągać do siebie uwagi. W głowie kłębiła się jej masa pytań (z "czy ktoś wie, jak stąd wyjść" na czele - nie wpadła na razie na to, że ghul to mąż Madeleine i że ta osobiście przykuła go łańcuchem, chociaż ta idea zaczynała powoli kiełkować w blond głowie), żadnego jednak nie zadała. Nie miała w końcu pojęcia, kim są. I czy ktoś z nich nie jest niebezpieczny.