Dostrzegła, że nie jest z nim najlepiej. Wyglądał na wyczerpanego, zapewne miało z tym coś wspólnego to, że ta krew nie przestawała z niego wypływać. Musieli coś z tym zrobić, bo mogłoby się to skończyć niezbyt ciekawie. Musiała mu pomóc, jak najszybciej.
- Pewnie widzieli, ale nie chciałabym być wiązana z takimi czynnościami. Nie z ruchaniem, możesz mówić, że się ruchaliśmy, tylko ta rana, o to mi chodzi. - Wolałaby, żeby nie wiązano jej osoby z takimi praktykami, zdecydowanie wystarczało jej to, że wiele osób uznawało ją za mordercę, tylko dlatego, że zabijała magiczne stworzenia. Czuła na sobie nieprzyjemne spojrzenia, gdy pojawiała się w towarzystwie i wiedziała, czym są spowodowane.
- Wyślę, poproszę ją żeby tutaj przyszła, chyba nie ma sensu, żebyś się stąd ruszał, to może Ci tylko zaszkodzić. - Odezwał się w niej jakiś głos rozsądku, który siedział bardzo głęboko. Rzadko kiedy z niego korzystała. Zależało jej na tym, żeby to ich dzisiejsze zbliżenie nie przyniosło żadnych konsekwencji. Musiała mu pomóc.
Podniosła się z łóżka i ruszyła energicznie do szafki, aby napisać ten cholerny list. Miała nadzieję, że Florence znajdzie dla niej chwilę i się tutaj pojawi, inaczej będą musieli sobie poradzić sami, a ona będzie zmuszona zobaczyć, czy jest w stanie go zaszyć. Wolałaby jednak tego uniknąć.
Wyszła z pokoju, zgarnęła po drodze swój szlafrok, który na siebie narzuciła. Przekazała list Floretowi, który miał go dostarczyć Flo. Kiedy wracała do sypialni weszła jeszcze do kuchni, żeby zgarnąć ze sobą whisky i szklankę z wodą. Zapewne miał ochotę się napić. Wróciła do pokoju wręczyła Mellvynowi szklankę. - Pij. - Sięgnęła jeszcze po papierosy i zapaliła jednego, upiła spory łyk alkoholu z butelki, potrzebowała tego, aby się trochę znieczulić, szczególnie, że będzie musiała się za chwilę skonfrontować ze znajomą. - Napisałam do niej, zapewne niedługo się tutaj pojawi. - Chciała go trochę uspokoić.