To było bardzo zuchwałe stwierdzenie z jej strony, że w ogóle by tęsknił. Czemu w ogóle mogła tak o tym pomyśleć? Hjalmar był w końcu jak ten wilk - nieprzewidywalny, dziki, terytorialny... ale przede wszystkim do udomowienia.
Na całe szczęście tego nie potrafiła. To byłby dopiero koszmar jakby zaczęła go nawiedzać we snach i to codziennie. Wtedy miałby prawdziwą podstawę aby dokonać na niej morderstwa. Chociaż czy duchy też nie były w stanie nawiedzać swojej ofiary po śmierci? Tę kwestię potrzebował skonsultować z jakimś specjalistom zanim przeszedłby do działania w tej kwestii.
Łagodny serce? Przyzwoity i dobry facet? Posłał jej tylko pytające spojrzenie. Nie miał zamiaru na to odpowiadać ani się nad tym rozwodzić. Według samego siebie był twardym, zimnym i nieczułym Islandczykiem, którego nic nie obchodziło. I taką narrację o sobie starał się budować za wszelką cenę. Prawda jednak okazywała się diametrialnie inna - a przynajmniej na to wskazywały słowa Pandory. No bo skoro ona go widziała w ten sposób, czy inni nie widzieli tego tak samo
Miała rację, oszalałby. Ba! Nordgersim mógłby powiedzieć nawet więcej w tej kwestii - dostałby przysłowiowego pierdolca gdyby został skazany na jej codzienną obecność. Zapewne wyprowadziłby się na drugi koniec Islandii albo do tej przeklętej Szwecji. I to wszystko tylko po to aby móc od niej odpocząć - Oczywiście, że potrafię. Jak będziesz grzeczna i nie będziesz a dużo biadolić to może Ci pokażę to i owo - zapewnił ale zarazem ostrzegł, przypominając po raz kolejny o ich nieformalnej umowie, która była bardzo prosta w realizacji. A przynajmniej w oczach Hjalmara taka się wydawała.
- Przecież i tak Cię nie powstrzymam jak będziesz chciała. Nic Cię nie powstrzyma... - stwierdził unosząc ramiona do góry. Ona była po prostu uparta jak ten osioł o którym już wspominał. Jak trzeba było pójść pod górkę aby coś komuś udowodnić, no to co? Pandora była pierwszą aby tego dokonać. Jeżeli trzeba było wkurzyć Nordgersima? Bam! Prewettówna również była pierwsza na tej liście, a co gorsza, zapisała się od razu na 100 kolejnych miejsc w tej kolejce. Jak on miał w jej towarzystwie dożyć do 30?
Czas leciał bardzo szybko, aż do momentu kiedy musiał zwolnić - w sytuacji zagrożenia życia, czyli tej przeklętej wody. O ile dla Hjalmara nie stanowiła większego zagrożenia ani przeszkody, tak dla jego towarzyszki wyglądało to jak orzech nie do zgryzienia. Potok mógł wydawać się straszny ale na pewno taki nie był, wszak woda sięgała zaledwie do pasa tudzież po prawie szyję - wszystko zależne od osoby. Jednak czy osoba, która potrafiła pływać albo miała jakąkolwiek styczność ze zbiornikami wodnymi miała z tym jakiś problem? A no tak... Wszystko wskazywało na to, że Pandora mimo swoich opowieści o Morzu Śródziemnym nie miała za wiele wspólnego z tym tematem. Czy ona naprawdę nie potrafi pływać? Czy po raz kolejny się zgrywa przede mną? Zastanawiał się przez dosłowny ułamek sekundy, jeżeli nawet nie krócej. Nie miał na to teraz po prostu czasu skoro musiał ją ratować przed najgorszym możliwie scenariuszem - jej śmiercią.
- Dobra, dobra. Siłowo może nie ale leviosa pewnie znasz i to mogłoby Ci pomóc - zauważył. W końcu we dwójkę byli czarodziejami i to pewnie nie byle jakiej klasy. Nordgersim nie znał planu nauczania w Hogwarcie ale miał pewność, że tego czaru to akurat ją nauczyli - A jak nie czary to Mara by mnie złapała w pysk i wyrzuciła na środku oceanu - dodał z całkowitą obojętnością w głosie. Przez moment chciał dopowiedzieć, że zawsze mogłaby go wskrzesić przy pomocy nekromancji i rozkazać mu aby sam wskoczył do tego oceanu. Nie powiedział tego jednak na głos, ponieważ się po prostu nie odważył - nie znał podejścia Pandory do tej sztuki, którą on sam się brzydził i nie uczył w Durmstrangu mimo ogólnej zgody.
- No, a jak się oswaja zwierzynę? - zapytał z lekko uniesioną brwią - Śmiało - odparł szybko aby Pandora przypadkiem nie zaczęła się zbytnio rozwodzić nad tematem - Po prostu jakoś tak wyszło. Trochę go dokarmiałem, trochę nie dawałem mu żyć i jakoś się tak polubiliśmy czy nawet zżyliśmy... - stwierdził wzruszając ramionami jako, że dla niego nie było to nic nadzwyczajnego. Zwykła sprawa. Jakby potrzebował to za pewne zrobiły to ponownie. I to nie jeden raz, a dwa czy nawet trzy.
- Nie bój żaby. Poradzę sobie także pij do woli - uspokoił ją. Jej ciężar ciała nie stanowił dla niego żadnego problemu. Mogła być dla niego jak rozgrzewka przed solidnym treningiem, a nie jako jakieś wyzwanie. Dużo większym sprawdzianem za to było jej wszechobecne gadulstwo - To raczej ja nie powinienem pić za dużo z naszej dwójki bo to Ty możesz mieć problemy - zauważył zgodnie z prawdą mimo tego, że podpowiedział jej wcześniej możliwe rozwiązanie tej sytuacji. Gdyby Pandora pojawiła się z jego 'trupem' w osadzie to najpewniej nie wyglądałoby to za dobrze - za równo dla niego jak i dla niej.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz - stwierdził z obojętnością w głosie. Nie mógł postąpić inaczej, niż tak jak w tej chwili. Tego nauczył go Dagur i to nie tylko w kwestii płci przeciwnej, a własnego rodzeństwa. Skoro był skłonny poświęcić siebie dla swoich sióstr, to mógł również zrobić to dla Pandory. A jemu prawdę mówiąc nie było, aż tak zimno. Z czystym sumieniem mógłby stwierdzić, że ta nie zapowiedziana kąpiel była mu nawet na rękę - mógł trochę ochłonąć z dzisiejszych wydarzeń, który było po prostu za dużo jak na jeden raz - Dam sobie radę. Mną się nie przejmuj. W najgorszym wypadku będę miał wolne od kuźni, chociaż Dagur i tak mi powie abym wziął się w garść i zaczął kuć żelazo póki gorące - zaśmiał się przywołując starą taktykę swojego ojca. Nie miał z nim lekko ale też nie marudził na to. Przyzwyczaił się już do takiego obrotu spraw.
- Tsaa... Gadający koń, jeszcze czego? - spojrzał na nią jakby rzeczywiście spadła z tej całej Mary - Brynjólfur też potrafi przecież mówić... - zarzekał się. Skoro ona mogła mu wmawiać, że jej koń potrafi mówić, on mógł jej wmawiać, że jego maskonur też to potrafi - Tylko wtedy jak mu podłożę głos - zaśmiał się, nie traktując jej słów ewidentnie na poważnie - Chyba za dużo popiłaś Pandoro dzisiaj - pokręcił głową. Ta to jednak miała bujną wyobraźnię do wszystkiego. Może powinna zacząć pisać książki? - Zobaczę na własne oczy to może uwierzę, a tak to pozostaje to gdzieś tam w kwestii nierealności - przyznał na jej słowa, że go nie okłamywała. Opiekowała się nią od małego? Prewettówna coś chyba mocnego brała przed ich spotkaniem. Ciągle tylko o tym gadaniu i rozmawianiu z koniem. Brakowało jej prawdziwych znajomych? Może miała jakieś zaburzenia? Hjalmarowi wydawało się, że już to jej kiedyś sugerował...
Taaa... Wielka strata Przekręcił oczami - Uważaj bo się zaraz przewrócisz i sama dokonasz żywotu. I nawet nie dasz mi satysfakcji z tego abym to ja to zrobił - stwierdził z lekkim uśmieszkiem. Przedrzeźnianie jej albo denerwowanie (o ile mu się w ogóle udawało to robić) sprawiało mu niemałą satysfakcję. Na całe szczęście po chwili zreflektowała się i zastosowała do ich umowy, tym samym zwiększając swoje szanse na przeżycie do poranka.
- Dlaczego miałbym być w ogóle zmęczony? Ja w porównaniu do niektórych wszędzie muszę chodzić o własnych nogach i harować w kuźni, a nie latać sobie koniem - stwierdził podnosząc lekko ręce. Hjalmarowi wydawało się to za oczywistą oczywistość - Zresztą to nawet nie był zbyt długi dystans - zauważył. Czy Pandora naprawdę nie była w stanie przejść tych 10 kilometrów? Chociaż dystans jaki pokonali był jedną, wielką niewiadomą - wszak sam Nordgersim nie miał pojęcia ile tak naprawdę przeszli, zwłaszcza, że zdecydowali, a raczej zdecydował się na tę trudniejszą trasę.
Tkwił tak przez krótki moment, rozkoszując się pięknym widokiem i świeżym powietrzem. To było naprawdę piękne miejsce, tym bardziej o tej porze dnia. Było cicho, ponieważ Pandora akurat nie rozmawiała, więc dało się usłyszeć odgłosy natury - zarówno maskonurów jak i fal odbijających się od brzegu. Na jego nieszczęście, nie mógł się oddawać tej pasji za długo, ponieważ ktoś postanowił się przewrócić i tym samym wpaść na niego. Oczywiście mowa o nikim innym jak jego dosyć niezdarnej towarzyszce Prewettównie - No jak z małym dzieckiem... - wycedził przez zęby, a na jego twarzy zagościło lekko zdenerwowanie. Czy ona była poważna? Ewidentnie mu się to nie spodobało. I o ile nie rozchodziło się o to, że na niego wpadła, tak kwestia takich 'zabaw' kiedy tuż obok było urwisko, nie uchodziło za najbezpieczniejsze ani tym bardziej rozważne - Żeby to mi był ostatni raz - wystawił ostrzegawczo palec jakby dawał lekcję życia własnej siostrze. Minę miał całkowicie poważną, nie było tutaj miejsca na ani moment uśmiechu - nie było mu do żartów w ogóle.
- Nie. Nie obchodzą mnie żadne kwiaty paproci - wypowiedział nadal będąc w gniewie. Przymknął oczy aby spróbować się uspokoić. Wziął kilka głębszych wdechów i wydechów - Raz... Dwa... Raz... Dwa... Nie denerwuj się Hjalmar... - dodawał sobie sam otuchy pod nosem, aby jej przypadkiem nie wrzucić do tego oceanu. W tej całej Lithie interesowało go tylko picie gorzałki i spędzanie czasu z przyjaciółmi w akompaniamencie biesiady, a nie jakieś bieganie po lesie w poszukiwaniu jakiegoś badyla, która najpewniej nawet nie istnieje.
- Pójdziemy tam - powiedział wskazując na kilka drzew, które znajdowały się na wyciągnięcie ręki w promieniu kilkuset metrów - Tam nie będzie ryzyka, że wpadniesz na coś głupiego... - przyznał lekko spokojniejszym tonem. Jego mina nadal wyglądała na zdenerwowaną. Może gdyby nie był taki nadopiekuńczy to zareagowałby inaczej ale, że był to nie miał innej możliwości.