29.10.2022, 21:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.10.2022, 21:34 przez Brenna Longbottom.)
Chyba nikt, kto ją znał, nie liczył, że nawet spotkanie z Eden odmieni Brennę. Ją ucieszyć mogło wyłącznie silenco. Ale kto wie - może mieli nadzieję, że zagada młodą Malfoy na śmierć? Albo ta mając dość koleżanki z pracy, zabije albo siebie, albo Brennę i będzie powód, aby... może nie aresztować, wszak głowa rodu postarałaby się o to zadbać, ale na pewno usunąć z Biura Aurorów.
Eden i Brenna różniły się pod bardzo wieloma względami. To był z pewnością jeden z nich: Brenna zwracała uwagę na innych ludzi. Trochę wynikało to z tego, że po prostu lubiła obserwować, trochę, bo faktycznie inni wzbudzali w niej ciekawość.
- Zdaje się, że byłaś na piątym roku, kiedy przyszłam do Hogwartu. W Slytherinie z bratem, trojaczkami Black i... zaraz, Semiramis z Lestrangów. Był jeszcze jeden brunet, nie jestem pewna nazwiska. I nie pamiętam, czy starsza Selwyn była na roku z wami, czy rok wyżej - wyrecytowała Brenna. Głównie po to, by faktycznie skupili poszukiwania tam, gdzie trzeba: na tajemniczych zaginięciach mugolskich, młodych dziewczyn albo osób, które przyjechały do Anglii w celach turystycznych albo były napływowe.
Brenna nie znała nazwiska absolutnie każdego, kto ukończył Hogwart, ale już twarze dziewięćdziesięciu procent z nich tak. I na pewno wszystkich, którzy byli bliscy jej rocznika - za parę lat oczywiście zaczną się zmieniać na tyle, że nie zdoła każdego z nich rozpoznać na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza tych, których widywała wyłącznie w jadalni. Póki co jednak była raczej pewna swego. A o ile wygląd czarodziejów stawał się mylący koło trzydziestki - czterdziestki, gdy zaczynały ich konserwować zaklęcia, transmutacja i eliksiry, o tyle koło dwudziestki jeszcze dało się ten wiek określić w miarę dokładnie.
Dziewczyna, którą widziała, nie mogła być starsza ani młodsza od niej o więcej niż trzy lata, a w takim wypadku Brenna rozpoznałaby tę twarz. Zwłaszcza, że była bardzo charakterystyczna.
- Czasem są. Jeśli w dzieciństwie nie panowali nad talentem, a dotyczy większości - mruknęła Brenna, chociaż tym razem w jej głosie nie było specjalnej nadziei. Nawet jeżeli był zarejestrowany, to mógł być w rejestrach innego kraju. Albo upozorował własną śmierć. Lub należał akurat do tych, którzy nauczyli się w pełni kontrolować zdolność, zanim zaczął szkołę.
W teorii mieli jakieś siedemdziesiąt procent szans na to, że jednak jest w rejestrach. Longbottom pod tym względem miała jednak skłonności do czarnowidztwa.
- Nie jest zatrute? - upewniła się, z bladym uśmiechem. Nie wstała jednak, wciąż trzymając w rękach ten przeklęty sztylet. - Dziękuję. Ale jeśli nie masz nic przeciwko, że zajmie to jednak chwilę dłużej niż piętnaście minut, mogę jeszcze spróbować zanurkować... hm, hm powinnam zdołać uczepić się albo zabójstwa i sprawdzić, co wydarzyło się po nim, albo poszukać dnia, w którym uciekł z kryjówki. Raczej jedno z tych dwóch. Lub coś losowego. Więcej nie będzie, po tej wizji zacznę pewnie ślepnąć.
Brenna panowała nad swoim talentem całkiem nieźle. Przestał jej już płatać regularne figle, jakie robił w dzieciństwie i dość rzadko zamiast wizji dostrzegała wyłącznie ciemność. Czasem widywała pełne wizje, nie tylko strzępki rozmów czy wydarzeń. Nie była jednak i na tyle wprawna, by móc przez cały dzień przewijać wspomnienia, próbując świadomie sięgnąć ku konkretnym momentom. Teraz już czuła nieprzyjemne pulsowanie w tyle głowy, a twarz Eden była zamazana nie tylko z powodu dymu.
Eden i Brenna różniły się pod bardzo wieloma względami. To był z pewnością jeden z nich: Brenna zwracała uwagę na innych ludzi. Trochę wynikało to z tego, że po prostu lubiła obserwować, trochę, bo faktycznie inni wzbudzali w niej ciekawość.
- Zdaje się, że byłaś na piątym roku, kiedy przyszłam do Hogwartu. W Slytherinie z bratem, trojaczkami Black i... zaraz, Semiramis z Lestrangów. Był jeszcze jeden brunet, nie jestem pewna nazwiska. I nie pamiętam, czy starsza Selwyn była na roku z wami, czy rok wyżej - wyrecytowała Brenna. Głównie po to, by faktycznie skupili poszukiwania tam, gdzie trzeba: na tajemniczych zaginięciach mugolskich, młodych dziewczyn albo osób, które przyjechały do Anglii w celach turystycznych albo były napływowe.
Brenna nie znała nazwiska absolutnie każdego, kto ukończył Hogwart, ale już twarze dziewięćdziesięciu procent z nich tak. I na pewno wszystkich, którzy byli bliscy jej rocznika - za parę lat oczywiście zaczną się zmieniać na tyle, że nie zdoła każdego z nich rozpoznać na pierwszy rzut oka. Zwłaszcza tych, których widywała wyłącznie w jadalni. Póki co jednak była raczej pewna swego. A o ile wygląd czarodziejów stawał się mylący koło trzydziestki - czterdziestki, gdy zaczynały ich konserwować zaklęcia, transmutacja i eliksiry, o tyle koło dwudziestki jeszcze dało się ten wiek określić w miarę dokładnie.
Dziewczyna, którą widziała, nie mogła być starsza ani młodsza od niej o więcej niż trzy lata, a w takim wypadku Brenna rozpoznałaby tę twarz. Zwłaszcza, że była bardzo charakterystyczna.
- Czasem są. Jeśli w dzieciństwie nie panowali nad talentem, a dotyczy większości - mruknęła Brenna, chociaż tym razem w jej głosie nie było specjalnej nadziei. Nawet jeżeli był zarejestrowany, to mógł być w rejestrach innego kraju. Albo upozorował własną śmierć. Lub należał akurat do tych, którzy nauczyli się w pełni kontrolować zdolność, zanim zaczął szkołę.
W teorii mieli jakieś siedemdziesiąt procent szans na to, że jednak jest w rejestrach. Longbottom pod tym względem miała jednak skłonności do czarnowidztwa.
- Nie jest zatrute? - upewniła się, z bladym uśmiechem. Nie wstała jednak, wciąż trzymając w rękach ten przeklęty sztylet. - Dziękuję. Ale jeśli nie masz nic przeciwko, że zajmie to jednak chwilę dłużej niż piętnaście minut, mogę jeszcze spróbować zanurkować... hm, hm powinnam zdołać uczepić się albo zabójstwa i sprawdzić, co wydarzyło się po nim, albo poszukać dnia, w którym uciekł z kryjówki. Raczej jedno z tych dwóch. Lub coś losowego. Więcej nie będzie, po tej wizji zacznę pewnie ślepnąć.
Brenna panowała nad swoim talentem całkiem nieźle. Przestał jej już płatać regularne figle, jakie robił w dzieciństwie i dość rzadko zamiast wizji dostrzegała wyłącznie ciemność. Czasem widywała pełne wizje, nie tylko strzępki rozmów czy wydarzeń. Nie była jednak i na tyle wprawna, by móc przez cały dzień przewijać wspomnienia, próbując świadomie sięgnąć ku konkretnym momentom. Teraz już czuła nieprzyjemne pulsowanie w tyle głowy, a twarz Eden była zamazana nie tylko z powodu dymu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.