03.05.2023, 10:03 ✶
Brenna była skłonna podejrzewać o powiązania z Voldemortem niemal wszystkich. Zwłaszcza tych czystej krwi. Zbierała sobie w głowie wszystkie drobne reakcje, miny, czyny – na słowa mniejszą zwracając uwagę, bo nie każdy w końcu był na tyle głupi, by jawnie prezentować nienawiść do mugolaków wobec rodu, o którym było wiadomo, że jego członkowie z różdżkami w ręku są skłonni bronić każdego, kto tego potrzebuje.
Nie pokazywała jednak tego po sobie. I nie miała żadnych podstaw, aby podejrzewać Flintów o coś więcej. Nie była świadoma bliskich kontaktów Cynthii z przynajmniej trzema śmierciożercami. Ot nieufność czaiła się po prostu gdzieś głęboko, zmieszana z nadzieją, że bliźnięta zachowają neutralność.
- W takim razie muszę poinformować rodzinę Finna – mruknęła Brenna ponuro, wpatrując się w zdjęcie mężczyzny. W pewnym sensie obie nawykły już do śmierci, ale patrzyły na to zupełnie inaczej. Brenna była wściekła, że ci ludzie umarli na darmo. I myśl o tym, że za parę godzin stanie na progu Chadwicków, aby poinformować ich, że znaleźli ciało poszukiwanego, wprawiała ją w ponury nastrój. Mogła tylko powtarzać sobie, że przynajmniej uwolni ich od męki niepewności.
Odwróciła się, kiedy Cynthia ruszyła do jednej z lodówek. Zachowała niewzruszony wyraz twarzy, kiedy Flint ją otworzyła. Widziała już te ciała i przyjdzie jej spędzić tutaj jeszcze trochę czasu.
- Czyli jednak nie śmierciożercy, a również czarnoksiężnik. Pojebaniec – powiedziała. Brak serca. Prawdopodobnie więc Arthur był jedną z dusz, związanych w kryształowej czaszce – i oby udało się im znaleźć sposób na jego uwolnienie. – Mam akta uszeregowane ze względu na wiek i płeć, może coś jeszcze uda się dopasować, kiedy dostanę pełny raport – westchnęła. Przynajmniej na podstawie pełnych ciał. Na razie mieli dwa „trafienia”, dwie osoby, których rodziny dostaną kilka odpowiedzi, i które doczekają się godnego pochówku.
Brenna stłumiła westchnienie. Trupów było za wiele, aby mogła próbować widmowidzenia na każdym. Postanowiła więc w przypadku tych we względnej całości poczekać na informacje od Lycoris i Cynthii… A sama zajmie się tymi, których identyfikacja w ten sposób będzie trudniejsza.
- Chyba właśnie kończysz pracę? – spytała, zerkając na zegarek. Nie, wcale nie przyszła tutaj o tej porze specjalnie. Do końca zmiany Flintówny pozostała równo minuta. – Jeżeli skończyłyście już wszystkie działania przy zwłokach, pokaż mi proszę, gdzie trzymacie… kawałki. Zostanę tu chwilę. Chcę rzucić kilka zaklęć Brygadzistów, mogą mi pomóc przy śledztwie. Obiecuję niczego nie ruszać. A… tu jest zgoda.
Technicznie rzecz biorąc, nie kłamała, chociaż może nie były to zaklęcia „Brygadzistów”, a raczej jej własne. Wygrzebała też podpisany świstek, na wypadek, gdyby Cynthia miała obawy, że zostawi tu samą Brennę wbrew woli przełożonych czy za ich niewiedzą, i jeśli Brenna by coś „wywinęła”, poszłoby to na jej konto.
Nie pokazywała jednak tego po sobie. I nie miała żadnych podstaw, aby podejrzewać Flintów o coś więcej. Nie była świadoma bliskich kontaktów Cynthii z przynajmniej trzema śmierciożercami. Ot nieufność czaiła się po prostu gdzieś głęboko, zmieszana z nadzieją, że bliźnięta zachowają neutralność.
- W takim razie muszę poinformować rodzinę Finna – mruknęła Brenna ponuro, wpatrując się w zdjęcie mężczyzny. W pewnym sensie obie nawykły już do śmierci, ale patrzyły na to zupełnie inaczej. Brenna była wściekła, że ci ludzie umarli na darmo. I myśl o tym, że za parę godzin stanie na progu Chadwicków, aby poinformować ich, że znaleźli ciało poszukiwanego, wprawiała ją w ponury nastrój. Mogła tylko powtarzać sobie, że przynajmniej uwolni ich od męki niepewności.
Odwróciła się, kiedy Cynthia ruszyła do jednej z lodówek. Zachowała niewzruszony wyraz twarzy, kiedy Flint ją otworzyła. Widziała już te ciała i przyjdzie jej spędzić tutaj jeszcze trochę czasu.
- Czyli jednak nie śmierciożercy, a również czarnoksiężnik. Pojebaniec – powiedziała. Brak serca. Prawdopodobnie więc Arthur był jedną z dusz, związanych w kryształowej czaszce – i oby udało się im znaleźć sposób na jego uwolnienie. – Mam akta uszeregowane ze względu na wiek i płeć, może coś jeszcze uda się dopasować, kiedy dostanę pełny raport – westchnęła. Przynajmniej na podstawie pełnych ciał. Na razie mieli dwa „trafienia”, dwie osoby, których rodziny dostaną kilka odpowiedzi, i które doczekają się godnego pochówku.
Brenna stłumiła westchnienie. Trupów było za wiele, aby mogła próbować widmowidzenia na każdym. Postanowiła więc w przypadku tych we względnej całości poczekać na informacje od Lycoris i Cynthii… A sama zajmie się tymi, których identyfikacja w ten sposób będzie trudniejsza.
- Chyba właśnie kończysz pracę? – spytała, zerkając na zegarek. Nie, wcale nie przyszła tutaj o tej porze specjalnie. Do końca zmiany Flintówny pozostała równo minuta. – Jeżeli skończyłyście już wszystkie działania przy zwłokach, pokaż mi proszę, gdzie trzymacie… kawałki. Zostanę tu chwilę. Chcę rzucić kilka zaklęć Brygadzistów, mogą mi pomóc przy śledztwie. Obiecuję niczego nie ruszać. A… tu jest zgoda.
Technicznie rzecz biorąc, nie kłamała, chociaż może nie były to zaklęcia „Brygadzistów”, a raczej jej własne. Wygrzebała też podpisany świstek, na wypadek, gdyby Cynthia miała obawy, że zostawi tu samą Brennę wbrew woli przełożonych czy za ich niewiedzą, i jeśli Brenna by coś „wywinęła”, poszłoby to na jej konto.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.