03.05.2023, 14:38 ✶
Królik wyglądał na najzupełniej prawdziwego. Bez wątpienia miał na sobie cylinder i frak, spod którego wystawał biały ogonek – Leta zdążyła jeszcze go zobaczyć, zanim zwierzak znikł w środku przedziwnego domu.
- Jestem Pan Gąsienica – przedstawił się Cadogan – gąsienica, i znowu zaciągnął się fajką. Wciąż mówił nieco leniwym głosem. Jego oczy były trochę rozbiegane, prawdopodobnie na skutek wpływu tego, co palił. – Nie rozumiem, dlaczego miałbym ci się tłumaczyć z tego, że palę fajkę. To ty powinnaś wytłumaczyć się pierwsza. Spadłaś tutaj z nieba.
Przy tych słowach Pan Gąsienica wskazał fajką w górę, ku niebu, które również wyglądało trochę dziwnie. Przypominało raczej niebo z rysunku dziecka niż to prawdziwe. Chmury miały zbyt równe brzegi i nie przesuwały się po nim, a tkwiły nieruchomo.
Być może oszalała. Może się naćpała.
Albo trafiła do zupełnie innego świata? Wszystko zdawało się jak najbardziej realne, a jeżeli takim nie było, to Alethea nie umiała znaleźć ku temu żadnych dowodów poza ogólną dziwnością.
- Na mój własny grzyb. Spójrz, uszkodziłaś go – dodał z dezaprobatą, wskazując na kawałek muchomora, który prawdopodobnie odpadł pod wpływem siły uderzenia, kiedy Leta na niego spadła. – I nie powinnaś tu zostawać – stwierdził po chwili namysłu, po czym znów wsunął sobie do ust fajkę i wypuścił kilka kolorowych kółek. Pofrunęły w stronę nieba, zmieniając jego kolory. – Królowa nie będzie zadowolona, kiedy cię tutaj znajdzie. Jak nic utnie ci głowę. Może kot dziwak rodem z Cheshire albo Kucharka coś ci podpowiedzą – powiedział, po czym machnął fajką tym razem w stronę domku, na którego drzwiach znajdowały się te wszystkie przedziwne napisy.
Gdzieś z wnętrza domku, dobiegł ją kobiecy śpiew:
Śpij, syneczku, już,
Pieprz do noska włóż.
Kichać ani mi się waż,
Bo od tego brzydnie twarz.
- Jestem Pan Gąsienica – przedstawił się Cadogan – gąsienica, i znowu zaciągnął się fajką. Wciąż mówił nieco leniwym głosem. Jego oczy były trochę rozbiegane, prawdopodobnie na skutek wpływu tego, co palił. – Nie rozumiem, dlaczego miałbym ci się tłumaczyć z tego, że palę fajkę. To ty powinnaś wytłumaczyć się pierwsza. Spadłaś tutaj z nieba.
Przy tych słowach Pan Gąsienica wskazał fajką w górę, ku niebu, które również wyglądało trochę dziwnie. Przypominało raczej niebo z rysunku dziecka niż to prawdziwe. Chmury miały zbyt równe brzegi i nie przesuwały się po nim, a tkwiły nieruchomo.
Być może oszalała. Może się naćpała.
Albo trafiła do zupełnie innego świata? Wszystko zdawało się jak najbardziej realne, a jeżeli takim nie było, to Alethea nie umiała znaleźć ku temu żadnych dowodów poza ogólną dziwnością.
- Na mój własny grzyb. Spójrz, uszkodziłaś go – dodał z dezaprobatą, wskazując na kawałek muchomora, który prawdopodobnie odpadł pod wpływem siły uderzenia, kiedy Leta na niego spadła. – I nie powinnaś tu zostawać – stwierdził po chwili namysłu, po czym znów wsunął sobie do ust fajkę i wypuścił kilka kolorowych kółek. Pofrunęły w stronę nieba, zmieniając jego kolory. – Królowa nie będzie zadowolona, kiedy cię tutaj znajdzie. Jak nic utnie ci głowę. Może kot dziwak rodem z Cheshire albo Kucharka coś ci podpowiedzą – powiedział, po czym machnął fajką tym razem w stronę domku, na którego drzwiach znajdowały się te wszystkie przedziwne napisy.
Gdzieś z wnętrza domku, dobiegł ją kobiecy śpiew:
Śpij, syneczku, już,
Pieprz do noska włóż.
Kichać ani mi się waż,
Bo od tego brzydnie twarz.