16.05.2023, 00:30 ✶
Niechętnie odsunęła się od dziecięcego łóżeczka i popłynęła w powietrzu w kierunku męża. Kiedy ponownie się przy nim znalazła, ujęła jego twarz w dłonie i spojrzała mu prosto w oczy. Najwidoczniej jego słowa ją ukontentowały.
— Przecież i mnie na tym zależy — rzekła, wodząc opuszkami kciuków wzdłuż jego kości policzkowych — Ale nie może się to odbywać w ten sposób, Elliocie. Nie możesz go skazić tym, co zasiał w tobie twój ojciec. Musisz skończyć z jego wyrachowanymi metodami, zanim... zanim będzie za późno i naprawdę staniesz się młodszą wersją Fortinbrasa.
Opuściła dłonie i uśmiechnęła się przepraszająco, spuszczając przy tym na moment wzrok.
— Wiem, że w przeszłości przysporzyłam ci mnóstwo cierpień, ale bez względu na to, jak bardzo mną pogardzasz, błagam cię, nigdy nie daj Nicolasowi zwątpić w moją miłość do niego — głos jej się łamał, lecz dzielnie się trzymała, powstrzymując się od łez — Dbaj o naszego chłopczyka. Kochaj go za nas obojga.
Dniało. Miękki promyk wschodzącego słońca wdarły się przez niedokładnie zasunięte zasłony do sypialni. Gdy doszedł to stóp Simone, te zdawały się rozpłynąć w powietrzu. Nie miała wiele czasu i wyglądało na to, że go nie potrzebowała. Im wyżej znajdowała się słoneczna tarcza, tym mniej pozostawało ze zjawy.
— Bądźcie szczęśliwi. Obaj — wyszeptała na pożegnanie.
Zniknęła, zostawiając po sobie jedynie gęsią skórę na ciele Elliotta oraz dojmującą ciszę. Pewien rozdział w życiu Malfoya został zamknięty, zdmuchnięty niczym płomień świecy. W tej samej chwili Nicholas poruszył się niespokojnie, a zaraz potem otworzył swe jasne, po dziecięcemu niczego nierozumiejące oczy i zwrócił swą krągłą buzię w stronę ojca. Nie płakał jeszcze, ale wygięte w podkowę usteczka świadczyły o tym, że wkrótce uderzy w krzyk, jeśli nie zostanie zaraz utulony. Za oknem rozległy się ptaszęce trele, a codzienność bezlitośnie wkradła się do domu Elliotta, zupełnie tak, jakby miniona noc w ogóle się nie wydarzyła.
Życie toczyło się dalej.
Odkryj wiadomość pozafabularną
— Przecież i mnie na tym zależy — rzekła, wodząc opuszkami kciuków wzdłuż jego kości policzkowych — Ale nie może się to odbywać w ten sposób, Elliocie. Nie możesz go skazić tym, co zasiał w tobie twój ojciec. Musisz skończyć z jego wyrachowanymi metodami, zanim... zanim będzie za późno i naprawdę staniesz się młodszą wersją Fortinbrasa.
Opuściła dłonie i uśmiechnęła się przepraszająco, spuszczając przy tym na moment wzrok.
— Wiem, że w przeszłości przysporzyłam ci mnóstwo cierpień, ale bez względu na to, jak bardzo mną pogardzasz, błagam cię, nigdy nie daj Nicolasowi zwątpić w moją miłość do niego — głos jej się łamał, lecz dzielnie się trzymała, powstrzymując się od łez — Dbaj o naszego chłopczyka. Kochaj go za nas obojga.
Dniało. Miękki promyk wschodzącego słońca wdarły się przez niedokładnie zasunięte zasłony do sypialni. Gdy doszedł to stóp Simone, te zdawały się rozpłynąć w powietrzu. Nie miała wiele czasu i wyglądało na to, że go nie potrzebowała. Im wyżej znajdowała się słoneczna tarcza, tym mniej pozostawało ze zjawy.
— Bądźcie szczęśliwi. Obaj — wyszeptała na pożegnanie.
Zniknęła, zostawiając po sobie jedynie gęsią skórę na ciele Elliotta oraz dojmującą ciszę. Pewien rozdział w życiu Malfoya został zamknięty, zdmuchnięty niczym płomień świecy. W tej samej chwili Nicholas poruszył się niespokojnie, a zaraz potem otworzył swe jasne, po dziecięcemu niczego nierozumiejące oczy i zwrócił swą krągłą buzię w stronę ojca. Nie płakał jeszcze, ale wygięte w podkowę usteczka świadczyły o tym, że wkrótce uderzy w krzyk, jeśli nie zostanie zaraz utulony. Za oknem rozległy się ptaszęce trele, a codzienność bezlitośnie wkradła się do domu Elliotta, zupełnie tak, jakby miniona noc w ogóle się nie wydarzyła.
Życie toczyło się dalej.
Duch Simone odszedł w zaświaty; nie będzie już w żaden sposób niepokoić Elliotta, nie opęta nikogo podczas sabatu, ani nie będzie ukazywać się żywym. W dalszym ciągu może zostać wywołana przez medium, ale nie będzie skora do rozmów.