03.05.2023, 22:32 ✶
Erik, obserwując siostrę w ostatnich dniach, mógł dostrzec, że Brenna jadła sporo i całkiem chętnie, choć dość często w biegu. Acz jeśli tylko mogła, przysiadała do obiadu z domownikami. Poza tym… cóż, była zajęta. Wieczór trzynastego spędziła nad księgami. Kolejnego dnia pracowała, i to dłużej niż zwykle, bo wpadła do biblioteki na Horyzontalnej z Heather – uczyły się o nekromancji, a potem jeszcze poszukała informacji o istotach. Następnego dnia wyszła do pracy dwie godziny wcześniej niż zwykle, by poćwiczyć z Heather patronusy, jeszcze kolejnego wróciła później, bo eskortowała do domu ranną Effie Trelawney, a kolejnego miała wolne, uszkodziła sobie nogę skacząc z przeklętej miotły i gdy musiała parę godzin przeleżeć wieczorem w łóżku, na zmianę wertowała książki o przekleństwach i te o magicznych stworzeniach…
Była więc odrobinę zajęta, ale ani myślała odmawiać gofrów.
- E tam, tata by nie narzekał. To Brygadzista z krwi i kości. Mógłby jeść gruz i pić kwas, póki ten pierwszy uformuje się w kształt pączka, a ten drugi zmiesza z kawą. Mama… mama to co innego, ona faktycznie nie kręci na taką Norę Nory nosem tylko dlatego, że to no… Nory – odparła na pytanie Erika. Wyjątkowo nie z prędkością światła, bo z entuzjazmem zjadała ogromnego gofra. – Nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam takiego z bitą śmietaną, z polewą czekoladową, z owocami i z posypką. Powinnam była w ogóle być mądrzejsza i wziąć dwa, przecież mam dwie ręce – oświadczyła, podsuwając mu niemal pod nos smakołyk, a potem ugryzła jeszcze kawałek. Przy okazji brudząc sobie nos bitą śmietaną. Przeżuwając spojrzała w stronę psa, na którego spojrzał Erik.
- Pewnie miejscowi pozwalają mu biegać wolno – powiedziała, trochę potępiająco. To było niestety częste i zdaniem Brenny absolutnie nieodpowiedzialne. Patrząc na psa we mgle, miała wrażenie, że prawdopodobnie jedno z rodziców było terierem, ale drugie kundlem i może dlatego właściciele niedostatecznie o niego dbali? – O ile w ogóle jakichś ma, może ktoś go tutaj porzucił? Mugole podobno czasem tak robią, znudzą się i porzucają takiego…
Wzięła kolejny kęs. I omal się nie zakrztusiła, akurat w momencie, gdy Erik mówił, że chyba nikt ich nie mijał, a pies, znajdujący się parę metrów przed nimi, postanowił… skoczyć. Wydała z siebie nieartykułowany okrzyk, po czym jej gofer, jej wspaniały gofer z bitą śmietaną, z owocami, z polewą czekoladową i podwójną posypką orzechową, wylądował na ziemi. A Brenna już gnała przed siebie, z wyciągniętą różdżką, nie przejmując się tym, czy zobaczy ich jakiś mugol. (Najwyżej rzuci się na niego oblivate. Sama siebie przecież za naruszenie kodeksu tajności nie aresztuje, prawda?)
- Leviosa! Accio! Impedimenta! – wykrzyczała jedno za drugim zaklęcie, machając przy tym różdżką, jakby się bała, że jedno nie wystarczy. I właściwie mogło nie wystarczyć, bo rzucała je przecież w biegu, mistrzem translokacji nigdy nie była, a w dodatku w ustach wciąż miała kawałek utraconego gofra…
Była więc odrobinę zajęta, ale ani myślała odmawiać gofrów.
- E tam, tata by nie narzekał. To Brygadzista z krwi i kości. Mógłby jeść gruz i pić kwas, póki ten pierwszy uformuje się w kształt pączka, a ten drugi zmiesza z kawą. Mama… mama to co innego, ona faktycznie nie kręci na taką Norę Nory nosem tylko dlatego, że to no… Nory – odparła na pytanie Erika. Wyjątkowo nie z prędkością światła, bo z entuzjazmem zjadała ogromnego gofra. – Nie mogłam się zdecydować, więc wzięłam takiego z bitą śmietaną, z polewą czekoladową, z owocami i z posypką. Powinnam była w ogóle być mądrzejsza i wziąć dwa, przecież mam dwie ręce – oświadczyła, podsuwając mu niemal pod nos smakołyk, a potem ugryzła jeszcze kawałek. Przy okazji brudząc sobie nos bitą śmietaną. Przeżuwając spojrzała w stronę psa, na którego spojrzał Erik.
- Pewnie miejscowi pozwalają mu biegać wolno – powiedziała, trochę potępiająco. To było niestety częste i zdaniem Brenny absolutnie nieodpowiedzialne. Patrząc na psa we mgle, miała wrażenie, że prawdopodobnie jedno z rodziców było terierem, ale drugie kundlem i może dlatego właściciele niedostatecznie o niego dbali? – O ile w ogóle jakichś ma, może ktoś go tutaj porzucił? Mugole podobno czasem tak robią, znudzą się i porzucają takiego…
Wzięła kolejny kęs. I omal się nie zakrztusiła, akurat w momencie, gdy Erik mówił, że chyba nikt ich nie mijał, a pies, znajdujący się parę metrów przed nimi, postanowił… skoczyć. Wydała z siebie nieartykułowany okrzyk, po czym jej gofer, jej wspaniały gofer z bitą śmietaną, z owocami, z polewą czekoladową i podwójną posypką orzechową, wylądował na ziemi. A Brenna już gnała przed siebie, z wyciągniętą różdżką, nie przejmując się tym, czy zobaczy ich jakiś mugol. (Najwyżej rzuci się na niego oblivate. Sama siebie przecież za naruszenie kodeksu tajności nie aresztuje, prawda?)
- Leviosa! Accio! Impedimenta! – wykrzyczała jedno za drugim zaklęcie, machając przy tym różdżką, jakby się bała, że jedno nie wystarczy. I właściwie mogło nie wystarczyć, bo rzucała je przecież w biegu, mistrzem translokacji nigdy nie była, a w dodatku w ustach wciąż miała kawałek utraconego gofra…
Rzut N 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.