29.10.2022, 23:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2022, 00:03 przez Florence Bulstrode.)
Nie podejrzewała nawet otrucia. Raczej… niezbyt duże starania, by na chorobę zaradzić. Zresztą ta choroba, z którą uzdrowiciele nie dawali sobie rady i nie umieli jej nawet zdiagnozować, wydawała się Florence bardzo podejrzana, ale z nikim się tymi przemyśleniami nie dzieliła.
- Och, te plotki też słyszałam. Minister Magii za pomocą czarów pomógł Anglii zdobyć puchar w… co to było? Piłka dwunożna? – zastanowiła się. Urodzona w rodzinie czarodziejów nie znała mugolskich sporów. Nie była nigdy nawet przy tym szczególnie zainteresowana quidditchem, dlaczego więc miałaby znać zasady piłki nożnej? – Nobby Leach ma kochankę i kochanka na dodatek. Chce wprowadzić dodatkowe podatki na czarodziejów czystej krwi. Zamierza ujawnić nasze istnienie, bo moglibyśmy pomóc mugolom…
Opadła na krzesło i sięgnęła po swoją filiżankę. Jej herbata, na szczęście, choć już lekko wystygła, nie zdążyła jeszcze zamienić się w paskudny, zimny napój, pozbawiony smaku. Florence rozsiadła się nieco wygodniej, pozwalając sobie na odrobinę swobody, nim uda się na kolejny obchód, który – była niemal pewna – wkrótce przerwie ktoś, kto jakimś cudem zrobił sobie krzywdę w środku nocy, rzucając proste Lumos.
Czasem miała wrażenie, że część czarodziejów nigdy nie powinna była ukończyć Hogwartu.
- Zwykle, gdy ktoś mówi „bez obrazy” to znaczy, że właśnie powiedział coś obraźliwego – powiedziała, obdarzając Patricka bladym uśmiechem. Nie wyglądała jednak na urażoną. Florence daleko było do fanatyzmu, głównie dlatego, że zawsze była zbyt zajęta nauką i pracą, aby zawracać sobie głowę jakąś ideologią. Poza tym była praktyczna. Z rachunków wychodziło jej, że bez „szlam” czarodzieje szybko by wyginęli. - Zdaję sobie sprawę z tego, że Ministrowie Magii czystej krwi dbają głównie o interesy czarodziejów z czystokrwistych rodzin. A to zaledwie… jedna piąta naszego społeczeństwa? Epoka arystokracji odeszła w zapomnienie w świecie mugoli i prędzej czy później odejdzie i u nas. Ale osobiście uważam, że ktoś półkrwi byłby teraz optymalnym wyborem. Nie stoi jedną nogą w mugolskim świecie, nie wywołuje protestów, a jednocześnie nie ma powodu służyć tylko interesom Blacków czy Malfoyów… albo Bulstrodów.
Urwała na chwilę, potrzebną, by wypić jeszcze łyk herbaty. Dopiero teraz przypomniała sobie, jak bardzo była spragniona: jakoś parę godzin nie miała na to czasu… Pacjent, oczywiście, otrzymałby za coś takiego albo długi wykład, albo przynajmniej parę słów. Złośliwych.
- Bo że będzie zaraz kolejny nie wątpię. Podobno stan Leacha nie jest dobry – uzupełniła. Oczywiście, słyszała głównie plotki, ale tym razem zdawały się jej bardziej wiarygodne niż opowieści o romansach Ministra.
- Pan Wood nie użył szczególnie szkodliwych klątw. Właściwie ta z kolanami była błędem w sztuce, jestem pewna, że chciał go jedynie podciąć. W razie potrzeby mogę napisać stosowny raport.
- Och, te plotki też słyszałam. Minister Magii za pomocą czarów pomógł Anglii zdobyć puchar w… co to było? Piłka dwunożna? – zastanowiła się. Urodzona w rodzinie czarodziejów nie znała mugolskich sporów. Nie była nigdy nawet przy tym szczególnie zainteresowana quidditchem, dlaczego więc miałaby znać zasady piłki nożnej? – Nobby Leach ma kochankę i kochanka na dodatek. Chce wprowadzić dodatkowe podatki na czarodziejów czystej krwi. Zamierza ujawnić nasze istnienie, bo moglibyśmy pomóc mugolom…
Opadła na krzesło i sięgnęła po swoją filiżankę. Jej herbata, na szczęście, choć już lekko wystygła, nie zdążyła jeszcze zamienić się w paskudny, zimny napój, pozbawiony smaku. Florence rozsiadła się nieco wygodniej, pozwalając sobie na odrobinę swobody, nim uda się na kolejny obchód, który – była niemal pewna – wkrótce przerwie ktoś, kto jakimś cudem zrobił sobie krzywdę w środku nocy, rzucając proste Lumos.
Czasem miała wrażenie, że część czarodziejów nigdy nie powinna była ukończyć Hogwartu.
- Zwykle, gdy ktoś mówi „bez obrazy” to znaczy, że właśnie powiedział coś obraźliwego – powiedziała, obdarzając Patricka bladym uśmiechem. Nie wyglądała jednak na urażoną. Florence daleko było do fanatyzmu, głównie dlatego, że zawsze była zbyt zajęta nauką i pracą, aby zawracać sobie głowę jakąś ideologią. Poza tym była praktyczna. Z rachunków wychodziło jej, że bez „szlam” czarodzieje szybko by wyginęli. - Zdaję sobie sprawę z tego, że Ministrowie Magii czystej krwi dbają głównie o interesy czarodziejów z czystokrwistych rodzin. A to zaledwie… jedna piąta naszego społeczeństwa? Epoka arystokracji odeszła w zapomnienie w świecie mugoli i prędzej czy później odejdzie i u nas. Ale osobiście uważam, że ktoś półkrwi byłby teraz optymalnym wyborem. Nie stoi jedną nogą w mugolskim świecie, nie wywołuje protestów, a jednocześnie nie ma powodu służyć tylko interesom Blacków czy Malfoyów… albo Bulstrodów.
Urwała na chwilę, potrzebną, by wypić jeszcze łyk herbaty. Dopiero teraz przypomniała sobie, jak bardzo była spragniona: jakoś parę godzin nie miała na to czasu… Pacjent, oczywiście, otrzymałby za coś takiego albo długi wykład, albo przynajmniej parę słów. Złośliwych.
- Bo że będzie zaraz kolejny nie wątpię. Podobno stan Leacha nie jest dobry – uzupełniła. Oczywiście, słyszała głównie plotki, ale tym razem zdawały się jej bardziej wiarygodne niż opowieści o romansach Ministra.
- Pan Wood nie użył szczególnie szkodliwych klątw. Właściwie ta z kolanami była błędem w sztuce, jestem pewna, że chciał go jedynie podciąć. W razie potrzeby mogę napisać stosowny raport.