Skupiona na drzwiach wejściowych nie zauważyła go, kiedy nadszedł z innej strony. Zaskoczył ją, tego to się nie spodziewała. Zmierzyła wzrokiem mężczyznę od stóp do głów. Coś jej w nim nie pasowało. Miała wrażenie, że Longbottom jest dużo bardziej posępny niż normalnie. Tylko dlaczego? Czyżby nie cieszył się z tego spotkania tak bardzo jako ona? Posłała mu uśmiech na przywitanie, chcąc niego złagodzić atmosferę.
- Ciebie też Erik, chociaż wyglądasz marnie, wszystko gra? - Yaxley nie byłaby sobą, gdyby nie wspomniała o tym w głos. Coś jej nie pasowało, nie zgadzało się w tym wszystkim. Nie miała jednak pojęcia co. - Jakiś taki blady jesteś? Może mi się wydaje. - Pewnie się jej nie wydawało. Była łowczynią, zauważała szczegóły, które umykały większości.
Nie do końca rozumiała, co ma na myśli Longbottom mówiąc o "takim miejscu". Nie było może jakoś szczególnie urokliwe, jednak nie było też jakoś specjalnie nisko na liście miejsc, o których atrakcyjności można by dyskutować. Podczas polowań zdecydowanie widziała już dużo gorsze knajpy, gdzie szczury biegały po podłogach, a karaluchy siedziały na parapetach podsłuchując rozmowy gości. Naprawdę tutaj nie było tak źle. - Na pewno jest lepiej niż w Ministerstwie. - Jeśli o to chodzi to nie mogła się nie zgodzić z Longbottomem.
Gdy zapytał ją o to, czy coś zamawiała uniosła w powietrze szklankę z ginem, żeby mu zademonstrować, co. - Jak na razie tylko to. - Zdążyła już wypić połowę zawartości szklanki, nim pojawił się obok niej. Panna Yaxley za kołnierz nie wylewała, zdecydowanie. Czuła dziwnie napięcie w powietrzu. Nie potrafiła zrozumieć z czego ono winika. Erik wydawał się być dużo bardziej spięty niż normalnie. Przyglądała mu się uważnie, kiedy siadał przy stoliku. O co do cholery w tym wszystkim chodziło?
- Dziękuję. - Wypadało podziękować za komplement. Zastanawiała się, czy powinna przejść do konkretów. Póki co, nie do końca czuła się pewnie podczas tej rozmowy, było to dla niej dość nowe. Zazywyczaj wyglądało to inaczej, sama nie do końca wiedziała o co chodzi. Wyczuwała napięcie w ppkwiettzu, gęstą atmosferę, choć Erik robił wszystko, aby było miło. - Dzisiaj? Przecież za każdym razem tak jest. - Próbowała go zaczepić, żeby zobaczyć czy zareaguje. Przekomarzanie słowne było tym, co uwielbiała w spotkaniach z Longbottomem, w końcu dzięki temu czuła się, jakby nadal byli tymi dzieciakami, którzy spotkali się w łazience z Jęcząca Martą.
- Ognista zawsze jest idealnym pomysłem, co do przekąsek, to toleruję takie tylko z mięsa, i właściwie to nie jestem aktualnie głodna, jeśli masz chęć to się nie krępuj. - Gerry akceptowała tylko mięsne posiłki, nawet jeśli chodziło o przekąski. Jedzenie samych warzyw wydawało się jej być bezsensowne.
- Co się dzieje? - Nigdy nie była specjalnie delikatna, postanowiła więc bezpośrednio zapytać Erika, dlaczego się tutaj spotkali. Nie odrywała przy tym niebieskich tęczówek od jego twarzy.