04.05.2023, 10:04 ✶
Zdaniem Brenny nieodłączną częścią szkolenia na Brygadzistę było zrozumienie, że kawę da się pić pod każdą postacią i że stężenie kofeiny w żyłach powinno być wyższe niż krwi. Równie istotne było odkrycie, gdzie są najlepsze pączki w okolicy, przy jednoczesnej nauce, że te twarde jak kamień przy odrobinie uporu też da się pogryźć.
Nie zdążyła jednak podzielić się z bratem tymi przemyśleniami, a wszystko przez nieprzewidzianą akcję ratowniczą, którą musieli przeprowadzić. Miała wrażenie, że serce wyrwie się jej z piersi, kiedy leviosa zadziałała i poderwała psiaka z powrotem w górę, nawet jeżeli kolejne dwa czary nie przyniosły założonych rezultatów. Nie poruszyła różdżką, utrzymując zwierzaka – chyba faktycznie, mamusia terier, a tatuś jakiś kundel, ale i tak prześliczny – w powietrzu, póki brat go nie pochwycił.
Dopiero potem się rozejrzała. Na całe szczęście, wszystko tonęło we mgle, więc z daleka żaden mugol nie mógł ich dostrzec, a w pobliżu nikogo nie zauważyła, ani nie usłyszała. Kiedy upewniła się, że nie złamali właśnie kodeksu tajności, ruszyła pośpiesznie za bratem.
- Nie mam pojęcia, może coś albo ktoś jest pod mostem? Tylko kurde, czy wtedy nie zbiegłby schodami? Ktoś zauroczył psa, czy jak? – powiedziała, spoglądając na psiaka. Wyrywał się trochę, ale był dość spokojny i przede wszystkim nie gryzł, najwyraźniej więc nie był szczególnie agresywny ani niebezpieczny. Wyciągnęła ostrożnie rękę, dając mu ją powąchać, a potem sięgnęła ku szyi. – Brak obroży. Sierść trochę zmierzwiona i wilgotna. Nie tragicznie wychudzony, ale trochę za chudy, jakby jadał za mało… i ma kleszcza – zrelacjonowała, przesuwając dłonią po jego boku. Zmarszczyła brwi. Wyglądało na to, że faktycznie albo ktoś go porzucił, albo nieszczególnie o niego dbał, skoro nie był dostatecznie odkarmiony i miał sporego pasożyta.
Zmarszczyła brwi jeszcze bardziej.
- Mama nas zabije, a Dani ozłoci, odkąd sprowadziliśmy te trzy i siedzą ciągle u Mav, ciebie i u mnie, chciała mieć własnego – westchnęła w końcu, spoglądając na brata, bo przecież było jasne, że nie zostawią zwierzaka po prostu na poboczu drogi. Było coś o braku odpowiedzialności i adopcji trzech psów… Cóż. Brenna widać była bardzo, bardzo mało odpowiedzialna. Mama też na pewno coś takiego wspomni. I wprowadzi zakaz kolejnych zwierząt. Potem powie coś do taty o tym, że źle wychował dzieci. Tata ją skarci, a za dwa dni Brenna przyłapie go na dokarmianiu nowego lokatora szynką, dokładnie tak, jak było z Łatkiem. – Oby psy się z nim dogadały. I zanim do nich trafi, potrzebuje kąpieli, jak nic ma pchły.
Wyciągnęła ponownie różdżkę, wyczarowując obrożę oraz smycz. Miały zniknąć za jakiś czas, ale cóż, teraz potrzebowali tego tylko do tego, by przetransportować psa. Błędnym Rycerzem zapewne, nie chciała robić mu traumy podróżą teleportacyjną…
- Zeszłabym jeszcze pod most i się tam rozejrzała – zaproponowała, ostrożnie zapinając psu obrożę. Nie miała zamiaru ryzykować, że jeśli go puszczą, ten znowu postanowi popełnić samobójstwo. Ani że ten skoczył, bo na przykład jego właściciel chwilę temu zrobił to samo, a oni zostawią go leżącego na ziemi kilkanaście metrów niżej z połamanymi nogami. – I można popatrzyć w pobliskiej wiosce za ogłoszeniami, czy ktoś go nie zgubił…
Istniała mała szansa, że był zaniedbany i sam, bo uciekł z podwórka. Chociaż Brenna nie przypominała sobie, aby dostrzegła jakiekolwiek ogłoszenia tego typu, gdy kupowali gofry.
Nie zdążyła jednak podzielić się z bratem tymi przemyśleniami, a wszystko przez nieprzewidzianą akcję ratowniczą, którą musieli przeprowadzić. Miała wrażenie, że serce wyrwie się jej z piersi, kiedy leviosa zadziałała i poderwała psiaka z powrotem w górę, nawet jeżeli kolejne dwa czary nie przyniosły założonych rezultatów. Nie poruszyła różdżką, utrzymując zwierzaka – chyba faktycznie, mamusia terier, a tatuś jakiś kundel, ale i tak prześliczny – w powietrzu, póki brat go nie pochwycił.
Dopiero potem się rozejrzała. Na całe szczęście, wszystko tonęło we mgle, więc z daleka żaden mugol nie mógł ich dostrzec, a w pobliżu nikogo nie zauważyła, ani nie usłyszała. Kiedy upewniła się, że nie złamali właśnie kodeksu tajności, ruszyła pośpiesznie za bratem.
- Nie mam pojęcia, może coś albo ktoś jest pod mostem? Tylko kurde, czy wtedy nie zbiegłby schodami? Ktoś zauroczył psa, czy jak? – powiedziała, spoglądając na psiaka. Wyrywał się trochę, ale był dość spokojny i przede wszystkim nie gryzł, najwyraźniej więc nie był szczególnie agresywny ani niebezpieczny. Wyciągnęła ostrożnie rękę, dając mu ją powąchać, a potem sięgnęła ku szyi. – Brak obroży. Sierść trochę zmierzwiona i wilgotna. Nie tragicznie wychudzony, ale trochę za chudy, jakby jadał za mało… i ma kleszcza – zrelacjonowała, przesuwając dłonią po jego boku. Zmarszczyła brwi. Wyglądało na to, że faktycznie albo ktoś go porzucił, albo nieszczególnie o niego dbał, skoro nie był dostatecznie odkarmiony i miał sporego pasożyta.
Zmarszczyła brwi jeszcze bardziej.
- Mama nas zabije, a Dani ozłoci, odkąd sprowadziliśmy te trzy i siedzą ciągle u Mav, ciebie i u mnie, chciała mieć własnego – westchnęła w końcu, spoglądając na brata, bo przecież było jasne, że nie zostawią zwierzaka po prostu na poboczu drogi. Było coś o braku odpowiedzialności i adopcji trzech psów… Cóż. Brenna widać była bardzo, bardzo mało odpowiedzialna. Mama też na pewno coś takiego wspomni. I wprowadzi zakaz kolejnych zwierząt. Potem powie coś do taty o tym, że źle wychował dzieci. Tata ją skarci, a za dwa dni Brenna przyłapie go na dokarmianiu nowego lokatora szynką, dokładnie tak, jak było z Łatkiem. – Oby psy się z nim dogadały. I zanim do nich trafi, potrzebuje kąpieli, jak nic ma pchły.
Wyciągnęła ponownie różdżkę, wyczarowując obrożę oraz smycz. Miały zniknąć za jakiś czas, ale cóż, teraz potrzebowali tego tylko do tego, by przetransportować psa. Błędnym Rycerzem zapewne, nie chciała robić mu traumy podróżą teleportacyjną…
- Zeszłabym jeszcze pod most i się tam rozejrzała – zaproponowała, ostrożnie zapinając psu obrożę. Nie miała zamiaru ryzykować, że jeśli go puszczą, ten znowu postanowi popełnić samobójstwo. Ani że ten skoczył, bo na przykład jego właściciel chwilę temu zrobił to samo, a oni zostawią go leżącego na ziemi kilkanaście metrów niżej z połamanymi nogami. – I można popatrzyć w pobliskiej wiosce za ogłoszeniami, czy ktoś go nie zgubił…
Istniała mała szansa, że był zaniedbany i sam, bo uciekł z podwórka. Chociaż Brenna nie przypominała sobie, aby dostrzegła jakiekolwiek ogłoszenia tego typu, gdy kupowali gofry.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.