04.05.2023, 15:10 ✶
Philomena większość swojego czasu spędzała poza domem. Nie potrafiła wytrzymać pod jednym dachem z kimś, kto ją szczerze nienawidził. Czuła się tutaj jak ktoś niechciany, całkowicie obco i bez większych perspektyw na to, że to się w ogóle zmieni. Oczywiście, że starała się robić wszystko by naprawić jej relacje z ojcem ale przecież jeśli ta druga strona tego nie chciała, to co jest za sens w ogóle się starać. Przestała kilka albo kilkanaście tygodni temu, nie poddała się ale przekierowała swoją energię na coś co dawało jakiekolwiek efekty i miało sens, przynajmniej dla niej. Wszystko teraz miało obracać się wokół dorosłości i tego, że wreszcie wyprowadzi się z 'rodzinnego' domu i zacznie swoje własne życie, na własnych regułach. Nie chciała czuć się jak popychadło przez całe swoje życie, to na pewno nie wpływało dobrze na nią i na osoby, które były w jej życiu i chciały dla niej jak najlepiej. Przynajmniej tak jej się wydawało i taką osobą na pewno była Brenna. Wierzyła szczerze, że tak jest a intencje Longbottom na to wskazywały.
Jej wizyta z pewnością była dla niej zaskoczeniem, na pewno miłym zaskoczeniem. Obawiała się jednak tego, że w jakimś momencie w domu pojawi się jej ojciec, na pewno pokaże się z okropnej strony. On po prostu nie zaważał na to, jak powinien się zachowywać w obecności gości. Nie miał w sobie krzty dobrych manier, ona swoje musiała odziedziczyć po matce, bo nie było innej opcji. Nie miała tak naprawdę okazji, by wydobyć z siebie chociażby cichego pomruku, kiedy Brenna wpakowała się do jej domu. Rzecz jasna, nie odebrała tego jako nic negatywnego, po prostu chwilę jej zajęło by zarejestrować wszystkie wydarzenia i słowa wypowiedziane przez brunetkę.
- Cześć Brenna - uśmiechnęła się delikatnie, pewnie tylko dlatego, że cieszyła się widząc kogoś przyjaznego. Sama pewnie nie prezentowała się teraz zbyt wyjściowo, narzuciła na siebie zwykłe jeansy, koszulkę z jakimś głupawym nadrukiem. Nie zamierzała przecież wychodzić to i nie wydawało się mieć sensu, żeby się w jakikolwiek stroić. - Opowiadaj więc co się stało - tak naprawdę, nie zdążyła skończyć tego zdania, kiedy cała historia tego co się przydarzyło, została jej przytoczona w najmniejszych szczegółach. Philomena wsłuchiwała się w to wszystko z wielką uwagę, naprawdę była zaintrygowana tym co się przytrafiło biednej Longbottom.
- Zaatakowana przez pączki?! - wydawało się, że była zaskoczona tym faktem, chociaż nie tym że pączki atakowały i wydawały się magiczne, ale tym, że jej się to nigdy nie przytrafiło - Gdzie dokładnie i w jakich okolicznościach? Dlaczego ja nie mam takich doświadczeń? - wydawało się, że jest niejako zasmucona tym faktem ale jej twarz szybko rozpromieniała, kiedy pączki zostały jej zaprezentowane, ba nawet miała okazję skosztować.
- Jak mogłabym odmówić, nie możemy dopuścić do zbrodni! - każda wymówka wydawała się dobra, a na pewno taka która dawała jej możliwość zatopienia swoich zębów w jednym a może dwóch pączkach - Malinowy brzmi smakowicie - przygryzła dolną wargę przyglądając się każdemu z pączków.
- Za nim jednak zaczniemy je konsumować. Musimy przygotować coś do picia, jednak dobry napój będzie tutaj idealnie się komponował. Chcesz coś ciepłego, czy zimnego? Herbata, czekolada? - nie oszukujmy się, chciała jak najszybciej wgryźć się w jeden z tych pączków ale wypadało zachować się odpowiednia, kiedy miało się gościa i zaproponować chociaż coś do picia. Czułaby się okropnie, gdyby w ogóle o tym nie wspomniała. Za nim jednak miały okazję wybrać napój, który będzie idealnie pasował do deseru, powoli przeniosły się do salonu, tam na pewno słodkości będą smakować lepiej niż na korytarzu.
Jej wizyta z pewnością była dla niej zaskoczeniem, na pewno miłym zaskoczeniem. Obawiała się jednak tego, że w jakimś momencie w domu pojawi się jej ojciec, na pewno pokaże się z okropnej strony. On po prostu nie zaważał na to, jak powinien się zachowywać w obecności gości. Nie miał w sobie krzty dobrych manier, ona swoje musiała odziedziczyć po matce, bo nie było innej opcji. Nie miała tak naprawdę okazji, by wydobyć z siebie chociażby cichego pomruku, kiedy Brenna wpakowała się do jej domu. Rzecz jasna, nie odebrała tego jako nic negatywnego, po prostu chwilę jej zajęło by zarejestrować wszystkie wydarzenia i słowa wypowiedziane przez brunetkę.
- Cześć Brenna - uśmiechnęła się delikatnie, pewnie tylko dlatego, że cieszyła się widząc kogoś przyjaznego. Sama pewnie nie prezentowała się teraz zbyt wyjściowo, narzuciła na siebie zwykłe jeansy, koszulkę z jakimś głupawym nadrukiem. Nie zamierzała przecież wychodzić to i nie wydawało się mieć sensu, żeby się w jakikolwiek stroić. - Opowiadaj więc co się stało - tak naprawdę, nie zdążyła skończyć tego zdania, kiedy cała historia tego co się przydarzyło, została jej przytoczona w najmniejszych szczegółach. Philomena wsłuchiwała się w to wszystko z wielką uwagę, naprawdę była zaintrygowana tym co się przytrafiło biednej Longbottom.
- Zaatakowana przez pączki?! - wydawało się, że była zaskoczona tym faktem, chociaż nie tym że pączki atakowały i wydawały się magiczne, ale tym, że jej się to nigdy nie przytrafiło - Gdzie dokładnie i w jakich okolicznościach? Dlaczego ja nie mam takich doświadczeń? - wydawało się, że jest niejako zasmucona tym faktem ale jej twarz szybko rozpromieniała, kiedy pączki zostały jej zaprezentowane, ba nawet miała okazję skosztować.
- Jak mogłabym odmówić, nie możemy dopuścić do zbrodni! - każda wymówka wydawała się dobra, a na pewno taka która dawała jej możliwość zatopienia swoich zębów w jednym a może dwóch pączkach - Malinowy brzmi smakowicie - przygryzła dolną wargę przyglądając się każdemu z pączków.
- Za nim jednak zaczniemy je konsumować. Musimy przygotować coś do picia, jednak dobry napój będzie tutaj idealnie się komponował. Chcesz coś ciepłego, czy zimnego? Herbata, czekolada? - nie oszukujmy się, chciała jak najszybciej wgryźć się w jeden z tych pączków ale wypadało zachować się odpowiednia, kiedy miało się gościa i zaproponować chociaż coś do picia. Czułaby się okropnie, gdyby w ogóle o tym nie wspomniała. Za nim jednak miały okazję wybrać napój, który będzie idealnie pasował do deseru, powoli przeniosły się do salonu, tam na pewno słodkości będą smakować lepiej niż na korytarzu.