04.05.2023, 22:39 ✶
Brenna potrafiła radzić sobie z okropnymi ludźmi. Pan Winchester nie był jej straszny i żadne słowo, które padłoby z jego ust, nie mogłoby kobiety zranić – ale i wolała uniknąć potyczek z nim głównie dlatego, że nie wątpiła, że byłoby to kłopotliwe dla Philomeny. Rodzice, traktujący swoje dzieci tak, jak on, były jedną z rzeczy, które doprowadzały Brennę od szewskiej pasji od dnia, gdy odkryła, że nie każdy ma szczęście mieć tak udaną rodzinę, jak Longbottomowie.
Strój Phil nie miał dla Brenny znaczenia. Jako córka Potterówny wprawdzie doskonale zdawała sobie sprawę ze znaczenia wyglądu – i na służbowe spotkania oraz bale szykowała się niby do bitwy, traktując właściwy strój i makijaż jako rodzaj broni – ale podczas takich towarzyskich wizyt nie miała oporów wobec deptania wszelkich konwenansów.
- W Norze Nory, najnowszej klubokawiarni na Pokątnej, której właścicielka jest absolutną mistrzynią w dziedzinie wypieków – oświadczyła Brenna. Nora Figg była wszak jej drogą przyjaciółką, i Longbottom obiecała sobie, że przez cały marzec i kwiecień, gdy klubokawiarnia rozpoczęła dopiero działania, będzie ją reklamować na prawo i lewo. – Musiałam tam stoczyć prawdziwą bitwę, aby nie ulec też atakującym ze wszystkich stron eklerkom i tarcie cytrynowej, nie wspominając już o ofensywnie w wykonaniu torcika czekoladowego – dodała, rzecz jasna po swojemu ubarwiając całą prostą i nudną historię, którą mogłaby streścić w dwóch zdaniach czyli: W Norze jest dużo pyszności. Miałam dylemat, co wybrać, ale w końcu wzięłam dużo pączków.
- Doskonale, w takim wypadku malinowy jest dla ciebie. Ja jestem szczególnie oddana tym z budyniem, chociaż wyprzedzają czekoladowe zaledwie o milimetry – przyznała, posyłając Winchesterównie uśmiech. Dźwigając pudełko ze słodkimi wypiekami, zawędrowała za dziewczyną do salonu i rozejrzała się za miejscem, gdzie mogłaby postawić pudełko.
- Stawiasz mnie przed straszliwym dylematem. Zawsze uważałam, że kiedy ktoś proponuje ci czekoladę, wybranie czegokolwiek innego to niemal bluźnierstwo… ale… mamy tyle słodkości, że chyba tym razem lepsza będzie gorzka herbata – zdecydowała Brenna po chwili walki sama ze sobą. W końcu pączek z czekoladą popijany jeszcze gorącą czekoladą, to mogło być trochę za wiele nawet dla Brenny, która – mogłoby się niekiedy wydawać – miała drugi żołądek. Dobrze, że była przy tym niewiarygodnie wręcz aktywna, to jakoś spalała te kalorie. – A co u ciebie, Phil? Zanim zarzucę cię tysiącem plotek i opowieści, może ty masz coś do podzielenia się?
Szczególnie interesowało ją, czy Winchesterówna miała już jakieś plany na przyszłość (i ewentualnie czy nie potrzebowała przypadkiem wsparcia przy ich realizacji), ale Brenna nie chciała dopytywać o to tak wprost. Wszak nie każdy tak jak ona, od wieków wiedział, czym chciał się zajmować i że z domu rodzinnego go końmi nie wyciągną – wolała więc nie przytłoczyć dziewczyny pytaniami.
Strój Phil nie miał dla Brenny znaczenia. Jako córka Potterówny wprawdzie doskonale zdawała sobie sprawę ze znaczenia wyglądu – i na służbowe spotkania oraz bale szykowała się niby do bitwy, traktując właściwy strój i makijaż jako rodzaj broni – ale podczas takich towarzyskich wizyt nie miała oporów wobec deptania wszelkich konwenansów.
- W Norze Nory, najnowszej klubokawiarni na Pokątnej, której właścicielka jest absolutną mistrzynią w dziedzinie wypieków – oświadczyła Brenna. Nora Figg była wszak jej drogą przyjaciółką, i Longbottom obiecała sobie, że przez cały marzec i kwiecień, gdy klubokawiarnia rozpoczęła dopiero działania, będzie ją reklamować na prawo i lewo. – Musiałam tam stoczyć prawdziwą bitwę, aby nie ulec też atakującym ze wszystkich stron eklerkom i tarcie cytrynowej, nie wspominając już o ofensywnie w wykonaniu torcika czekoladowego – dodała, rzecz jasna po swojemu ubarwiając całą prostą i nudną historię, którą mogłaby streścić w dwóch zdaniach czyli: W Norze jest dużo pyszności. Miałam dylemat, co wybrać, ale w końcu wzięłam dużo pączków.
- Doskonale, w takim wypadku malinowy jest dla ciebie. Ja jestem szczególnie oddana tym z budyniem, chociaż wyprzedzają czekoladowe zaledwie o milimetry – przyznała, posyłając Winchesterównie uśmiech. Dźwigając pudełko ze słodkimi wypiekami, zawędrowała za dziewczyną do salonu i rozejrzała się za miejscem, gdzie mogłaby postawić pudełko.
- Stawiasz mnie przed straszliwym dylematem. Zawsze uważałam, że kiedy ktoś proponuje ci czekoladę, wybranie czegokolwiek innego to niemal bluźnierstwo… ale… mamy tyle słodkości, że chyba tym razem lepsza będzie gorzka herbata – zdecydowała Brenna po chwili walki sama ze sobą. W końcu pączek z czekoladą popijany jeszcze gorącą czekoladą, to mogło być trochę za wiele nawet dla Brenny, która – mogłoby się niekiedy wydawać – miała drugi żołądek. Dobrze, że była przy tym niewiarygodnie wręcz aktywna, to jakoś spalała te kalorie. – A co u ciebie, Phil? Zanim zarzucę cię tysiącem plotek i opowieści, może ty masz coś do podzielenia się?
Szczególnie interesowało ją, czy Winchesterówna miała już jakieś plany na przyszłość (i ewentualnie czy nie potrzebowała przypadkiem wsparcia przy ich realizacji), ale Brenna nie chciała dopytywać o to tak wprost. Wszak nie każdy tak jak ona, od wieków wiedział, czym chciał się zajmować i że z domu rodzinnego go końmi nie wyciągną – wolała więc nie przytłoczyć dziewczyny pytaniami.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.