Czuła, że dzisiaj to ona musi być oparciem dla przyjaciela. Przyszedł z tą informacją właśnie do niej - nie bez powodu. Od zawsze dzielili się swoimi największymi troskami. Mogli na siebie liczyć, co by się nie działo. Musiała być teraz silna, nie panikować - wszystko dla niego.
Wcale nie było to takie proste patrząc na to, że jej myśli od razu skierowały się w stronę jej najbliższych. gdzie był Theon? Na pewno miał coś z tym wspólnego, na pewno wiedział więcej, od tej gorszej strony. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, bo jak bardzo by nie byli poróżnieni, to nie chciała go stracić. Był jej bratem.
- Rozleje się. To pewne. Trzeba będzie z nim walczyć. Wielu niewinnych na pewno straci życia. Wszystko przez to, że jakiś pajac sobie ubzdurał, że jest lepszy od innych. - Westchnęła ciężko. Co oni mogli zrobić, we dwójkę? Nie mieli większego wpływu na to, co zaczęło się właśnie dziać. Zresztą ona zapewne oficjalnie nie będzie się angażować, przynajmniej jak na razie, powinna to przeczekać, zobaczyć, jak będzie się rozwijać sytuacja. Nie mogła się wychylać, bo i po nią przyjdą.
- Gio, wiem, że to wiele, ale posłuchaj mnie. Na pewno ktoś będzie działał przeciwko im. Ludzie nie pozwolą na to, aby zaczęli się panoszyć. Będą walczyć, zbierać się w grupy. Na pewno będzie można zaangażować się w pomoc. - Nie miała pojęcia kiedy i gdzie ktoś zacznie stawiać opór, ale wiedziała, że ludzie na to nie pozwolą. - Oni chcą nas wystraszyć, wprowadzić poruszenie, panikując sprawiamy, że to się im udaje. - Próbowała nieco uspokoić przyjaciela, chociaż nie miała pojęcia, czy to pomoże.