A więc jednak koń, nie żaden kuzyn czy ktokolwiek inny. To akurat było do przewidzenia. Jednak czy aby na pewno? Prawdę mówiąc przy większości osób mógłby przyjąć taką taktykę ale nie przy Pandorze - ona akurat potrafiła zrobić najbardziej zawiłą sprawę z pozornie prostej. Miała taki swój 'ukryty dar' do tego. Czyli jest więcej tych całych Mar? Tragedia... Pokiwał przecząco głową na jej słowa, a następnie przetarł sobie twarz ręką. O ile samo kręcenie głową nie znaczyło, że jej nie wierzy, tak bardziej oznaczało brak sił na użeranie z większą ilością Chmar.
- Dobrze - zgodził się z Pandorą. Nie chciał z nią wchodzić w dalszą dyskusję o oswajaniu zwierząt, ponieważ mogłoby to się skończyć debatą do samego ranka, a na to nie mieli aż tyle czasu. Grafik był dosyć napięty, a czasu coraz mniej. Parsknął tylko śmiechem na jej słowa odnośnie tego, że by go nie oddała - jakoś nie do końca chciało mu się w to wierzyć. Może powinien odnaleźć jakieś stado aby mógł się o tym przekonać? To nie była taka zła myśl, a tak przynajmniej mu się wydawało.
- Oczywiście, że tak - odparł jakby to była najpewniejsza rzecz w jego życiu. Każdy się słucha swojej mamy! Chciał wykrzyczeć te słowa ale na całe szczęście powstrzymał się i tylko o tym pomyślał. Jeszcze by tego brakowało, że wyszedłby na jakiegoś mami synka w jej oczach. Miała mieć o nim jasną i pewną opinię - jest twardym, chłodnym, bezuczuciowym barbarzyńcom z północy. A tak naprawdę to całkiem niegroźnym miśkiem bo w końcu by jej krzywdy nie zrobił, więc co z niego za wiking?
- No oczywiście, że nie. Dagur przy Tobie to skrzat - przyznał jej rację machając ręką w geście 'jak mogłem zapomnieć'. Pandora była prawdziwym wielkoludem! Tylko chyba zapomniała o tym wspomnieć Hjalmarowi. Wtedy mógłby jakoś na to zareagować albo chociażby udawać, że tak naprawdę było. A jako, że tak nie było to Prewettówna musiała się zadowolić jakimś swoim metrem pięćdziesiąt w kapeluszu. Zapewne miała więcej wzrostu ale w oczach Nordgersima i tak była małym skrótem, który służył za darmowy podłokietnik.
Uśmiechnął się i kiwnął głową na zgodę. Dobrze. Pójdziemy i co? Pokażesz mi znowu ten latający obiad? Hjalmar był zwolennikiem faktów - jeżeli ujrzy na własne oczy to, że Mara gada to przemyśli możliwość przeproszenia właścicielki tego konia i tym samym przyznanie jej racji. Ale dopóki się to stanie to Pandora może próbować go przekonywać nawet garnkami złota, a on i tak się nie zgodzi.
- Nie mam wyboru - odparł. Musiał się godzić na jakieś wyrzeczenia jeżeli chciał z nią spędzać czas - Najwyżej Cię przehandluje czy coś - uśmiechnął się tajemniczo jakby znał już nawet kupca na nią. Stary Rökkvi powinien być zainteresowany - Przemyślę ale nic nie obiecuję - zapewnił. Odpowiedział w ten sposób raczej tylko dlatego aby uzyskać święty spokój od Pandory. A przynajmniej na jakiś czas.
No dla Ciebie to bardzo duży ale do tego aby mnie zdenerwować Pokiwał przecząco głową. To był jeden z tych momentów w których miał jej po prostu dość. Zawsze posyłała mu ten uśmieszek aby spróbować go przekupić. Zwłaszcza kiedy zrobiła coś nie tak - jakby chciała nim odkupić wszystkie swoje winy. A najgorszy w tym wszystkim był fakt, że to po prostu... działało. Nie potrafił się na nią złościć kiedy ta śmiała mu się uśmiechem prosto w twarz - Hrrrmhm... - wydał tylko z siebie mruknięcie po raz kolejny kiedy stwierdziła, że woli gdy się uśmiecha. Był zły na siebie w tym momencie. Gdyby rozchodziło się o którąś z jego sióstr to nie odzywałby się do nich przez kilka dni, jak nie dobry tydzień aby zrozumiały, że postąpiły źle. A tutaj przychodziła Pandora cała na biało, posyłała mu jeden wyszczerz ze swojego arsenału i jego tarcza obronna się rozpadała. Hjalmar weź się w garść...
Nie musiał się nawet jakoś specjalnie rozsiadać jako, że ktoś go w tym wyręczył. Wysłuchał więc jej słów o tym co tamten błazen jej powiedział. Szuka się z kimś, gdybyś Ty nie chciał... Na jego twarzy pojawił się ten sam grymas kiedy jego kolego "podebrał" mu Pandorę na kilka chwil podczas tańca. Prawa pięść z chustką zacisnęła się mimowolnie, naprężając mięśnie przedramienia jak i również biceps - to wszystko było widoczne tylko dzięki temu, że oddał swoją koszulę sprawczyni tego ścisku - Powinien się nie wpierdalać - wydusił w nerwach z siebie. Już mu Hjalmar da popalić jak wróci z tych nocnych swawol. Jak wcześniej musiał sobie rezerwować wizytę u dentysty, tak teraz powinien sobie szykować miejsce w grobie.
Kiedy Pandora oparła się o jego rękę, rozluźnił mięśnie, a następnie uciekł wzrokiem na swoją dłoń. No i po co zadajesz mi takie pytania? Poczuł się jak owca zagoniona w róg przez wilka - tylko tym razem był tą całą 'chmurką' - Może... - odparł nie zdradzając za dużo szczegółów. Na moment uniósł mu się kącik ust ale szybko powrócił do standardowego dla niego wyrazu twarzy, który nie przedstawiał zbyt wielu emocji. Nordgersim obawiał się, że dając jej za dużo informacji, Prewettówna zacznie go po prostu rozgryzać jak jakiegoś orzecha, a tego wolał uniknąć.
Skąd wiedział? Nie miał dokładnego pojęcia. Lekko blefował, ponieważ potrzebował zmienić temat rozmowy. Dowiedział się komu musi obić mordę, a wolał unikać szczegółowych odpowiedzi akurat na to pytanie Pandory - Umm... Lata doświadczeń? - uniósł brew w zaskoczeniu. Sam chyba nie do końca dowierzał w to co mówił, a z drugiej strony nie spodziewał się takiego pytania. Potrzebował coś po prostu wymyślić w zaistniałej sytuacji.
- Proszę bardzo. Ja "siama". Rozumiem - przedrzeźniał ją lekko jak swoje siostry, zosie-samosie. Dogadałybyście się. Chociaż lepiej żebyście się nie poznawały bo nie będę miał życia To była obawa dla niego. Jakby połączyły swoje siły we czwórkę to byłby stracony - wtedy musiałby już na pewno uciekać do Szwecji albo nawet dalej na wschód. Najpewniej gdzieś wysoko, aby przypadkiem Pandora nie odnalazła go na swojej Marze.
Jak pomyślał tak też zrobił. Sprawnym susem wskoczył na przedostatnią gałąź jako, że ostatnia wydawała się być bardzo nie stabilna. Dzisiaj już raz go zawiodły jego umiejętności ale ustalili, że to wszystko było przez alkohol, a nie przez próbę popisania się. Tym razem jednak sztuczka udała się. Zarówno jego ubiór jak i buty, pozwalały na takie harce po drzewach - Jak tam na dole? - rzucił opierając się wygodnie o konar, przeciągając się momentalnie. Chwilę później skierował swój wzrok z ciekawością na dół. Był bardzo ciekaw jak Zosia-Pandora da sobie radę z takim wysiłkiem.
Początek miała całkiem udany. Może nie szło jej tak sprawnie jak jemu ale z drugiej strony ona zapewne nie latała po drzewach od urodzenia - Uwa... - chciał ją ostrzec albo przez moment nawet zeskoczyć aby jej pomóc czy nawet złapać kiedy ujrzał jak poślizgnęła jej się stopa i zjechała z pierwszej gałęzi na sam dół. Machnął ręką jako, że Prewettówna się nie poddawała. Prawdziwy osiołek... Uśmiechnął się, obserwując jak robiła kolejne podejście do wspinaczki, który ku jego zaskoczeniu zakończyło się sukcesem.
- No proszę, proszę. Udało Ci się - powiedział z uśmiechem na ustach. Może była szansa na to aby wyszła jeszcze na ludzi? - Podał mi proszę woreczek z prawej kieszeni - poprosił kierując rękę w jej kierunku - Zaraz wyjmę nagrodę - pochylił się lekko aby zawiniątko nie spadło przypadkiem na dół.
Rozwinął mały pakuneczek, a następnie wyjął coś na wzór papierosa. Przyłożył sobie do ust, a następnie odpalił. Zaciągnął się i po chwili wypuścił dym, lekko się krztusząc - Khuhh... Khhuhh... Zapalisz? - spojrzał się prosto w jej oczy wystawiając rozpalony towar w jej kierunku. To była nagroda, więc należało ją skosztować. A dodatkowo mogła to być swego rodzaju fajka pokoju.