Przywykła już. Do jego obecności, do tego, że nie była już tu sama. Musiała trochę zmienić swój tryb życia, aby nie uprzykrzać mu egzystencji. Nie, żeby jej to przeszkadzało. Nie miała problemu z tym, żeby popracować nad swoimi niewygodnymi nawykami. Tak właściwie to dobrze było mieć tu kogoś, nawet nie kogoś, a wlaśnie jego. Czuła, że podjęła dobrą decyzję, choć może była spontaniczna, nie żałowała jej wcale - przynajmniej jak na razie. Miała wrażenie, że obie strony mogą wyciągnąć coś dobrego z tej relacji.
Cztery dni. Dla jednych krótka chwila, dla innych mogły okazać się wiecznością. Widziała, jak z tym walczy. Były to zdecydowanie dużo gorsze demony od tych potworów, z którymi przyszło jej się mierzyć na co dzień. Miała świadomość, że to nie będzie łatwe. Spodziewała się tego, nie zdawała sobie jednak sprawy ile go to kosztowało. Próbowała zrozumieć, postawić się na miejscu Mellvyna. Było to jednak trudne.
Siedzieli więc teraz razem, przy tym stole wpatrując się w kreskę smoczego pazura, która leżała tak zgrabnie usypana na talerzyku. Czekała. Tak jak czekała Geraldine na to, aż Ollivander zadecyduje. Nie zostawiła go samego. Bez względu na to, jaką decyzję podejmie była tutaj z nim. Nie zamierzała też go ograniczać, była wyrozumiała. Bardzo łatwo tłumaczyła sobie, że i tak już długo wytrzymał, że przecież może jeszcze od czasu sięgnąć po narkotyk. Nie było w tym nic złego. Przecież próbował z tego zrezygnować. Nie wszystko udawało się od razu, z czasem pewnie będzie lepiej.
Yaxley sięgnęła po paczkę fajek i wyciągnęła z niej papierosa. Chyba trzeciego w przeciągu tych trzydziestu minut. Odpaliła go i zaciągnęła się dymem. Nie miała co zrobić z rękoma, także zajmowała je paleniem. Spoglądała przy tym na Mellvyna, mógłby już podjąć decyzję, czy tego chce, czy nie. Inaczej będą siedzieć przy tym stole do usranej śmierci i się patrzeć na tę kreskę. - Wiesz, że to Twoja decyzja, co nie. - Tyle z tym zwlekał, że nie wiedziała, czego od niej oczekuje. Strzepnęła popiół do szklanej popielniczki, nie odrywała przy tym wzroku od jego twarzy.
Usta drgnęły jej w uśmiechu, kiedy poczuła jego dłoń na swoim udzie. Lubiła, kiedy ją dotykał. Sprawiało jej to przyjemność. - Na dniach powinnam wyruszyć. Dostałam zlecenie na widłogona, wypadałoby się nim wreszcie zająć. - To pytanie jednak nie zostało zadane bez powodu, bardzo dobrze o tym wiedziała. - A co? - Czy chciał się jej stąd pozbyć, czy było wręcz zupełnie przeciwnie? Za chwilę pewnie się dowie.