06.05.2023, 17:03 ✶
Nie spodziewał się, że jego nostalgiczne i, co jak co, całkiem szczęśliwe wspomnienie wywoła u Jego Pani tak negatywną reakcję. Słuchał, jak mówiła o sobie z odrazą, i kulił się lekko, bo niemal fizycznie go to bolało. Nie chciał, żeby czuła się źle i żeby myślała o sobie źle. Ostrożnie przeczesał jej włosy palcami, jakby chciał jej powiedzieć, że wszystko przecież jest dobrze. Bo, kurwa, było. Czuł się jakby wygrał na loterii, powinien gnić teraz w Podziemiach i płakać w samotności.
Była też w nim część, która nie przejmowała się konwenansami i moralnością jako taką. I tej części spodobało się to, co mówiła o sobie. Ta część czuła dumę, że udało mu się znaleźć Panią, która potrafiła niszczyć i zabijać. Chciała to zobaczyć na własne oczy i odczuć to na własnej skórze.
Starał się skupić, zostawić w spokoju spermiarskie fantazje i uporządkować te wszystkie nagłe, intensywne emocje, za którymi przestawał nadążać. Na szczęście mimo wszystko głównie czuł radość, nie przeciążenie ani dezorientację.
Wydawało się, że nic a nic nie wyłapywała z tego, co chciał jej przekazać. Spodziewał się poczuć frustrację, ale zamiast tego poczuł rozrzewnienie. Wrócił spojrzeniem do jej twarzy; była taka urocza i nawet o tym nie wiedziała. Słuchała go z uwagą, starała się tak bardzo, ale pozostawała szorstka jak zawsze.
- Że dużo uczuć - wyjaśniał z uśmiechem. - Za dużo uczuć ci dam za szybko i cię przygniotę. Bo znamy się, kurwa, tydzień i ja już zaczynam... myśleć o rzeczach.
Zabrał ręce z krzesła i cofnął się o krok. Miał trochę za dużo energii, podświadomie szukał dla niej jakiegoś ujścia.
- Wiadomo, wolałbym nie czekać, bo czasu nie mam za dużo, ale jak muszę, to będę. To też jakieś miłe uczucie, żeby mieć na kogo czekać. Tylko pewnie będę jak taka kura domowa, która nic nie robi, tylko leży i pachnie, i myśli o tobie, i wali konia sześć raz dziennie - mówił wesoło, na koniec faktycznie się śmiejąc.
Gdy monologował, zdążył strzelić kółeczko po kuchni i wrócić do stołu. Przesunął talerzyk z działką gdzieś w kąt, sam usiadł na blacie możliwie najbliższej Geraldine i patrzył na nią. To był jasny komunikat, że decyzja nareszcie została podjęta: dzisiaj nie ćpał.
- Ale mam na to pomysł. Mam pomysł co robić, żeby mieć jakieś zajęcie. Pożyteczne - kontynuował z iskrą w oczach. - Byłyby z tego pieniądze, nie że dwóch klientów dziennie. To dobry pomysł po prostu...
Ale dalej go nie przedstawił. Widać było rosnące napięcie w jego gestach.
Była też w nim część, która nie przejmowała się konwenansami i moralnością jako taką. I tej części spodobało się to, co mówiła o sobie. Ta część czuła dumę, że udało mu się znaleźć Panią, która potrafiła niszczyć i zabijać. Chciała to zobaczyć na własne oczy i odczuć to na własnej skórze.
Starał się skupić, zostawić w spokoju spermiarskie fantazje i uporządkować te wszystkie nagłe, intensywne emocje, za którymi przestawał nadążać. Na szczęście mimo wszystko głównie czuł radość, nie przeciążenie ani dezorientację.
Wydawało się, że nic a nic nie wyłapywała z tego, co chciał jej przekazać. Spodziewał się poczuć frustrację, ale zamiast tego poczuł rozrzewnienie. Wrócił spojrzeniem do jej twarzy; była taka urocza i nawet o tym nie wiedziała. Słuchała go z uwagą, starała się tak bardzo, ale pozostawała szorstka jak zawsze.
- Że dużo uczuć - wyjaśniał z uśmiechem. - Za dużo uczuć ci dam za szybko i cię przygniotę. Bo znamy się, kurwa, tydzień i ja już zaczynam... myśleć o rzeczach.
Zabrał ręce z krzesła i cofnął się o krok. Miał trochę za dużo energii, podświadomie szukał dla niej jakiegoś ujścia.
- Wiadomo, wolałbym nie czekać, bo czasu nie mam za dużo, ale jak muszę, to będę. To też jakieś miłe uczucie, żeby mieć na kogo czekać. Tylko pewnie będę jak taka kura domowa, która nic nie robi, tylko leży i pachnie, i myśli o tobie, i wali konia sześć raz dziennie - mówił wesoło, na koniec faktycznie się śmiejąc.
Gdy monologował, zdążył strzelić kółeczko po kuchni i wrócić do stołu. Przesunął talerzyk z działką gdzieś w kąt, sam usiadł na blacie możliwie najbliższej Geraldine i patrzył na nią. To był jasny komunikat, że decyzja nareszcie została podjęta: dzisiaj nie ćpał.
- Ale mam na to pomysł. Mam pomysł co robić, żeby mieć jakieś zajęcie. Pożyteczne - kontynuował z iskrą w oczach. - Byłyby z tego pieniądze, nie że dwóch klientów dziennie. To dobry pomysł po prostu...
Ale dalej go nie przedstawił. Widać było rosnące napięcie w jego gestach.