Gerry była przyzwyczajona do tego, jak inni ją widzą. Często kierowali w jej stronę nieprzychylne spojrzenia, niby sami chcieli, żeby im pomagała, jednak zawsze towarzyszyła temu antypatia. Nie wzbudzała ciepłych uczuć przez wzgląd na to czym się zajmowała. Tacy jak ona nie do końca mogli znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie. Przyzwyczaiła się do tego, że wzbudzała strach, chociaż tak naprawdę niewiele osób miało szansę poznać ją bliżej. Oceniali ją przez jej fach, który był dość kontrowersyjny. Nie walczyła z tym, nie potrzebowała tego, po prostu pogodziła się z tym, że tak jest i będzie.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, gdy widziała go w takiej dobrej formie. Przestała się zastanawiać czym był spowodowany ten dobry humor, ale udzielał jej się. Samo to, że mogła go obserwować w takim stanie bez używek wzbudzał w niej naprawdę przyjemne uczucie. Uspokoiła się nieco. - Nie tak łatwo mnie przygnieść. - Może i nie była specjalnie wylewna, nie do końca potrafiła ubierać w słowa swoje myśli i trochę brakowało jej delikatności, jednak gotowa była wysłuchać wszystkiego, co chciał jej powiedzieć. Zależało jej na tym, żeby nie bał się przed nią otworzyć. Mógł mówić szczerze oswoich planach, marzeniach, czymkolwiek, a ona by tego wysłuchała. - Niby tydzień, a czuję się jakbym znała Cię od lat. - Dodała jeszcze, bo czuła, że chce się tym z nim podzielić. Stał się jej bliski, zupełnie przypadkiem, ale wcale jej to nie przeszkadzało, raczej przeciwnie dopiero teraz dostrzegła, jak to dobrze jest nie być samą.
Obserwowała go uważnie, widziała że nie może ustać w miejscu. Zaczął się kręcić po kuchni, nie brakowało mu energii. Coś mu dzisiaj zdecydowanie służyło. - Kura domowa, to chyba nie tylko leży i pachnie, ale domem się zajmuje, ale tak tylko słyszałam. Jak chcesz możesz leżeć i pachnieć przecież, chociaż nie sądzę, że będziesz w stanie usiedzieć w miejscu. - Grunt, że będzie tu na nią czekał, jednak miała wrażenie, że się zanudzi, a w czasie nudy do głowy przychodzą różne głupie pomysły, aby tylko ona przepadła. - Będziesz myślał o mnie? O tym jak wracam cała we krwi widłoroga z trofeum w ręku? Czy bardziej o tym, jak Ci tu smutno beze mnie? - Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, bo dzięki niemu i jej humor się poprawił.
Odsunął działkę gdzieś dalej. Podjął decyzję, która wzbudziła w Ger radość. Tym bardziej, że zrobił to sam. Zadecydował, że pozostanie czysty, może to wszystko miało sens i faktycznie uda się jej wyprowadzić go na prostą? Wiedziała, że to tylko chwilowa, pojedyncza decyzja ale wzbudziła w niej nadzieję, że faktycznie mają szansę na powodzenie. Razem. Gdy usiadł na blacie przesunęła się do niego na krześle. Tak, żeby być tuż przed nim. Spoglądała cały czas na Ollivandera, nie odrywała ani na moment swojego spojrzenia. - Pożyteczne? - Ten błysk w oku ją zainteresował. - No to opowiadaj, bo ciekawość mnie zżera. - Faktycznie ten jego entuzjazm spowodował, że chciała się dowiedzieć, co wymyślił.