Przytuliła mocno Gio do siebie. Nie wypuszczał go ze swoich ramion. Mimo, że sama raczej nie potrzebowała bliskości, to wierzyła, że mu to teraz pomoże. Widać bardzo się przejął tą sytuacją, co było zrozumiałe. Znała go na tyle, żeby wiedzieć, że musi się głowić w jaki sposób uratuje wszystkich. Nie chciała mu mówić, że jest to niemożliwe. Nie miała zamiaru mu jeszcze teraz dołożyć swoim sceptycznym podejściem.
Coś się jednak zmieniło. Nie było z nią ani Gio, ani Jo. Czuła to. Straciła ich, żaden z nich by się nie zachował w ten sposób. Poczuła dłonie, które zaciśnięły się jej na rekawie, uścisk był bardzo delikatny, silny na swój sposób, ale delikatny, jakby osoba która ją złapała nie była dorosła. Do tego głos, głos który się odezwał brzmiał jakby mówiło do niej dziecko.
Nie przestawała go przytulać. W końcu co by się nie działo, to ciało należało do jej przyjaciela. Czuła jednak, że ta osoba nie ma złych zamiarów. Zresztą dziecko nie byłoby w stanie zrobić jej krzywdy, będzie musiała porozmawiać z Gio na ten temat, chociaż patrząc na to, co się działo to mogłoby być zbyt wiele. - Nie bój się, ja Cie uratuje skarbie. - Powiedziała cicho.