Być może Gerry wyglądała na taką, która nie zwraca uwagi na szczególy. Warto jednak pamiętać, że była łowcą, wcale nie tak prosto ukryć przed nią zmiany. Dostrzegła w Eriku coś innego, coś niepokojącego. Musiało ostatnio wiele się dziać w jego życiu. Widać było po nim to zmęczenie. Niespokojne czasy nadeszły, dręczyło to pewnie większość czarodziejów, a nie tylko Erika, w końcu działy się rzeczy, które jeszcze kilka lat wcześniej były nie do pomyślenia.
- Sen ostatnio jest wart więcej niż złoto mam wrażenie. - Samą Yaxley trapiła bezsenność. Wiedziała więc bardzo dobrze, co to znaczy, chociaż w jej przypadku nie chodziło wyłącznie o brak czasu i przemęczenie, była to trochę bardziej męcząca przypadłość. - Wyśpimy się w trumnach. - Rzuciła jeszcze, nie zabrzmiało to zbyt dobrze, ale miał to być żart. Widać nie do końca przemyślany. Nadal nie do końca nauczyła się obycia.
- Oj, to zabolało Erik. Jak tak możesz, zawsze stawiam się na spotkania z Tobą w pełnej gotowości, a Ty takie słowa wypowiadasz, przeciwko mnie? - Zaśmiała się w głos. Mimo wszystko nadal nie brakowało mu poczucia humoru - to było najważniejsze. - Raczej nie mam czasu na spotkania z krawcem, jeśli jednak kiedyś będę potrzebować kontaktu to na pewno odezwę się do Ciebie, myślę, że mało który może dorównać temu, który szyje dla uwielbianego przez wszystkich Erika Longbottoma. - Uśmiech nie schodził jej z twarzy nawet na chwilę.
Dostrzegła, że ucieka wzrokiem. Jakby nie chciał, aby ich spojrzenia się spotkały. Powinien wiedzieć, że ona od razu przejdzie do konkretów. Tak została wychowana, nigdy nie owijała w bawełnę. Załatwiała sprawy szybko, bez większych emocji i rozdrabnianiem się nad szczegółami. Szorstkim była człowiekiem. Miała świadomość, że nie wszyscy lubią załatwiać sprawy w ten sposób, że brakuje jej trochę kurtuazji, ale nie umiała inaczej. - Gorszy dzień? Akurat jak się ze mną spotykasz, co za zbieg okoliczności. - Nie przestawała go zaczepiać. Sprawiało jej to zbyt dużą przyjemność.
- Po co marnować czas, lepiej planować szybko. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. - Czekaj, ja w Twoich planach, to brzmi ciekawie, mów dalej! - Teraz to musiał się pospieszyć, bo Ger nie usiedzi w miejscu, jeśli nie powie jej o co mu chodziło. - Mam zlecenia, ale i dużo czasu. - Przecież nie odmówi mu pomocy, zresztą cieszyło ją to, że przyszedł właśnie do niej, to by oznaczało, że jej ufa. No, nawet w małym stopniu, ale jednak.
Obserwowała z rozbawieniem Longbottoma, który walczył z zabrudzeniami na szkle. Ona nawet nie zwróciła na nie uwagi. Bywała w takich melinach, że sama wolała nie patrzeć na to z czego pije. Zresztą alkohol przecież dezynfekował. Widać było jednak, że Erik najwyraźniej nie przywykł do takich polowych warunków.