Gerry spoglądała uważnie na przyjaciela. Nie widziała w jego oczach nic znajomego. Musiała mieć rację. Musiał pojawić się ktoś nowy, zupełnie nowy. Było to dziecko. Dasz radę Geraldine. Powtarzała sobie w głowie, chociaż bała się, że tego nie dźwignie. Gio, czy Jo, wiedziała jak z nimi postępować, ale dziecko? Przecież ona unikała dzieci jak ognia. Mogło ją to zadanie przerosnąć. Nic, nie zamierzała jednak się poddawać. Musiała wytrzymać do momentu, w którym któryś z chłopaków ponownie nie przejmie dowodzenia nad ich wspólnym ciałem. Nie z takimi potworami walczyła, to powinna sobie poradzić również i z dzieckiem.
- Porozmawiam o tym z Giovannim, obiecuję. Na mały paluszek. - Przeusnęła w stronę dziewczynki swoją dłoń i wystawiła najmniejszy palec, żeby ta jej zaufała. Wydawało jej się to teraz mieć sens.
- Jestem Geraldine, nie wiem, czy coś o mnie wiesz, czy coś o mnie słyszałaś. - Postanowiła się jeszcze przedstawić, aby dziewczynka wiedziała z kim na do czynienia. Musiała ją poznać, w końcu często przebywała w towarzystwie Giovanniego, powinna być blisko z wszystkimi jego osobowościami. - A Ty jak się nazywasz, skarbie? - Nie widziała nic dziwnego, aby mówić w ten sposób do przyjaciela. Wydawać by się mogło, że już przywykła do jego przypadłości i nic nie mogło jej zaskoczyć. No, ta sytuacja nieco wybiła ją z rytmu, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Dzisiaj to ona musiała być silna.