Geraldine miała przed sobą ciężkie zadanie. I tu nie chodziło o zajęcie się dzieckiem, a raczej o zdecydowaniu, jak informację o nim przekaże Giovanniemu. O ile w ogóle to zrobi.
Filemone spojrzał mało przytomnie na dłoń czarownicy, ale w końcu zdecydował się ścisnąć ich małe palce. Co wyszło dość niezgrabnie, gdyż ciężko się dziecku dowodziło ciałem dorosłego.
— Oh, ja wiem szysko — oznajmił i otarł piąstką nos, rozciągając sobie smarka na policzek. — Wiem szysko co sie dzieje.
Widział, słyszał, a przede wszystkim — czuł. Bo też z tego się wziął. Prosto z zakotłowanego mózgu i rozszalałego serca tętniącego ze strachu.
Oczy wciąż miał pełne łez.
— Filemone... — odpowiedział niesamowicie wyraźnie, jak na siebie, po czym ziewnął szeroko. Położył głowę na stole, układając ją wygodnie na swoich ramionach. Szykował się do spania. Co jakiś czas wydawał pojedynczy szloch.
— Nie chcę tego...