07.05.2023, 11:19 ✶
Rozchmurzyła się prędko, to dobrze, i aż zaskoczyła go zdecydowaną aprobatą jego koślawego uzewnętrzniania się. Sytuacja nagle zaczęła wyglądać tak... pozytywnie? Aż nawet nie było mu teraz tak przykro, że niedługo umrze, bo dobrze przeżyte dwa lata mogłyby być cenniejsze od ostatnich trzech dekad spierdolenia.
Z tyłu głowy miał jednak pewną obawę - to nie był pierwszy raz, kiedy świat mu się tak z dnia na dzień zaróżowił. Tylko czy chciał się teraz zajmować lękiem? Absolutnie nie. Przecież, kurwa, wszystko jest dobrze i będzie nawet lepiej. Negatywne myślenie mogło to tylko popsuć.
Uśmiechnął się do niej, kiedy jasno mu powiedziała, że nie wymaga od niego pracowania, ani nawet zajmowania się domem (co w przypadku tego pustego mieszkania oznaczało to naprawdę niewiele). Miło było mieć świadomość, że mógłby po prostu odpocząć, gdyby tego potrzebował.
Obecnie jednak był bardzo optymistycznie nastawiony do wizji oddania się pracy, nawet takiej słabo płatnej. Koniecznie chciał jej pokazać, że zamierza jak najszybciej wygrzebać się z gówna i stać się możliwie niezależnym, żeby nie bała się, że będzie musiała się nim zajmować jak dzieckiem.
Chciał też być w stanie po prostu sprawić jej jakiś porządny prezent za to wszystko, co dla niego dotąd zrobiła i co jeszcze planowała zrobić.
Z przemyśleń wyrwało go szuranie krzesła - przysuwała się do niego. Rozłożył kolana na boki, żeby mogła znaleźć się bliżej. Zanim się odezwała, uśmiechał się do niej swawolnie, bo myślał, że znalazła się tu w innym celu. Chciał jeszcze chwilę potrwać w tamtym zabawowych nastroju, więce jej pytanie odłożył na później.
- Co ty? Przy waleniu konia mam myśleć o tym, jak mi smutno bez ciebie?
Parsknął, kiwnąwszy się wprzód i w tył. Przebierając palcami, odrzucił głowę i spojrzał w sufit. Patrzył weń rozmarzony przez moment i kontynuował:
- Ale tak, trafiłaś. O tym pierwszym to już nawet myślałem. O krwi i o trofeum, o tym jak zwyciężasz. Jak walczysz. - Jakkolwiek intymnym było zwierzanie się ze swoich raczej niestandardowych fantazji, on pozostawał zupełnie pewny siebie. Ba!, spuścił nawet wzrok i nachylił się w jej kierunku, spoglądał jej prosto w oczy. - Myślę, że to jest, mimo wszystko, w jakiś sposób dla ciebie przyjemne, nie? Więc dla mnie też jest, może właśnie dlatego.
Poderwał ręce z blatu, oparł je na udach.
Z tyłu głowy miał jednak pewną obawę - to nie był pierwszy raz, kiedy świat mu się tak z dnia na dzień zaróżowił. Tylko czy chciał się teraz zajmować lękiem? Absolutnie nie. Przecież, kurwa, wszystko jest dobrze i będzie nawet lepiej. Negatywne myślenie mogło to tylko popsuć.
Uśmiechnął się do niej, kiedy jasno mu powiedziała, że nie wymaga od niego pracowania, ani nawet zajmowania się domem (co w przypadku tego pustego mieszkania oznaczało to naprawdę niewiele). Miło było mieć świadomość, że mógłby po prostu odpocząć, gdyby tego potrzebował.
Obecnie jednak był bardzo optymistycznie nastawiony do wizji oddania się pracy, nawet takiej słabo płatnej. Koniecznie chciał jej pokazać, że zamierza jak najszybciej wygrzebać się z gówna i stać się możliwie niezależnym, żeby nie bała się, że będzie musiała się nim zajmować jak dzieckiem.
Chciał też być w stanie po prostu sprawić jej jakiś porządny prezent za to wszystko, co dla niego dotąd zrobiła i co jeszcze planowała zrobić.
Z przemyśleń wyrwało go szuranie krzesła - przysuwała się do niego. Rozłożył kolana na boki, żeby mogła znaleźć się bliżej. Zanim się odezwała, uśmiechał się do niej swawolnie, bo myślał, że znalazła się tu w innym celu. Chciał jeszcze chwilę potrwać w tamtym zabawowych nastroju, więce jej pytanie odłożył na później.
- Co ty? Przy waleniu konia mam myśleć o tym, jak mi smutno bez ciebie?
Parsknął, kiwnąwszy się wprzód i w tył. Przebierając palcami, odrzucił głowę i spojrzał w sufit. Patrzył weń rozmarzony przez moment i kontynuował:
- Ale tak, trafiłaś. O tym pierwszym to już nawet myślałem. O krwi i o trofeum, o tym jak zwyciężasz. Jak walczysz. - Jakkolwiek intymnym było zwierzanie się ze swoich raczej niestandardowych fantazji, on pozostawał zupełnie pewny siebie. Ba!, spuścił nawet wzrok i nachylił się w jej kierunku, spoglądał jej prosto w oczy. - Myślę, że to jest, mimo wszystko, w jakiś sposób dla ciebie przyjemne, nie? Więc dla mnie też jest, może właśnie dlatego.
Poderwał ręce z blatu, oparł je na udach.