Nic nie mogło być proste. Nie w przypadku panny Yaxley. Przywykła do tego. Jakby to wcale nie było zbyt wiele, że Gio przyszedł tutaj taki spanikowany, to nagle musiała sobie poradzić jeszcze z jego nową osobowością. No, ale jeśli nie ona to kto? Nikt inny pewnie nie przyjąłby tego bez paniki. Ona jakoś dawała radę, przynajmniej jak na razie.
Wiedziała, że będzie musiała o tym porozmawiać ze swoim przyjacielem. Nie zamierzała jednak póki co sobie zawracać tym głowy, później zobaczy, w jaki sposób to zrobi. Jak na razie wypadało się zająć dzieckiem.
- Wiesz wszystko? To niesamowite. - Nie ukrywała swojego uznania. Nie znała się na tym do końca, tym co działo się z Gio, ale nie mogła ukrywać, że trochę ciekawiło ją jak to działa. Zawsze było jej głupio wypytywać. Pozostawały obserwacje.
- Jesteś zmęczony? Zmęczona? Może chodź do mojej sypialni, tam Ci będzie wygodniej. - Kto to widział, żeby dziecko spało na stole, nawet ona nie mogłaby postąpić w ten sposób.