Z tej strony to jej jeszcze nie znał. Była zdenerwowana niczym Hjalmar przez większość swojego życia. Jego słowa musiały ja porządnie wyprowadzić z równowagi. Czyżby otworzyła się puszka Pandory? - Hej, spokojnie - odparł przejeżdżając jej po plecach - To straszne i tak być nie powinno... Zresztą co ja tam wiem... - przełknął ślinę - To nie ja mam tak ciężko.. - przyznał, chociaż przez moment miał zamiar ugryźć się w język. Te wszystkie planowane śluby i pielęgnowanie córki tylko po to aby wydać ją bogato za mąż to jakiś absurd. Hjalmar miał świadomość, że chodzi o reputację i o to aby ich dziecku żyło się dostatnie. No ale co z tego jeżeli miało być nieszczęśliwe do końca swoich dni? Ale czy w takim razie Pandory nie czekało to samo? A może dlatego szukała miejsc tak dalekich od domu aby nie zostać wplątaną w to wszystko - Nie wiem czy to by coś pomogło. Ciężki z niego przypadek - stwierdził z małym przekolorowaniem faktów. Bo to nie tylko ten kolega był ciężkim przypadkiem - oni wszyscy byli. Żaden z nich do tej pory nie pchał się w poważniejsze relacje bo chcieli po prostu żyć. A na tym wszytkim cierpiała tylko jedna osoba - rudowłosa dziewczyna.
- Ehh... - ciężko westchnął. Jak nic nie gadał to było źle, a jak zaczął to jeszcze gorzej. Prewettówna musiała się zdecydować co powinien zrobić, a nie wpuszczać go w maliny - Daj spokój. Jakbym tak miało być to przecież nie wymieniłbym tamtej bandy na Ciebie - przyznał zgodnie z prawdą. Z nimi spędził już kilka Lith, które zakończyły się w ten sam sposób - jedną wielką popijawą. A tak to miał jakąś odskocznie od tej tradycji, chociaż trochę alkoholu też skonsumowali.
Nordgersim rozumiał, że nie należało mówić za dużo rzeczy przy Pandorze bo po prostu dostawało się z łokcia za szczerość. I je ta jej oburzona mina! Chyba zapomniała, że to Hjalmar był tutaj od robienia takich grymasów i ogólnego nie zadowolenia lub zdenerwowania. Jej nie wypadało z jednego prostego powodu - złość szkodziła piękności.
- Ja nie zapytałem przecież. Poprosiłem tylko o dowody na udowodnienie Twoich słów - bronił się. W końcu nie zapytał jej w prost mimo, że mogło się tak wydawać, a nawet było. Sam był w szoku, że to jest prawdą - No to widzisz, wszystko się zgadzało jak mówiłem do Ciebie mamo - parsknął śmiechem. Półtora roku to nie było dużo. Z drugiej strony jakby sam miał określić jej wiek to maksymalnie powiedziałby 25 lat i ani roku więcej, a jedynie mniej.
- Tak? - zapytał wystawiając lewą rękę trochę od siebie aby w razie czego móc ją złapać, a prawą ją leciutko popchnął w kierunku swojej drugiej ręki. To miała być dla niej nauczka aby go więcej nie podpuszczać zgodnie z tym co mówiło przysłowie - z głupim nie żartuj. Gdyby nie był w stanie w jakim się aktualnie znajdował to nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Ale że był w tym stanie to zgadzanie się na niektóre rzeczy czy rozmawianie o wszystkim, było dla niego normalnością.
Jak powiedziała, tak też zrobił. Zaakceptował to. Kiwnął głową na zgodę mimo wewnętrznej chęci aby się o to pokłócić albo lekko poprzyczepiać.
Aha? Nie chciała się z nim podzielić tą myślą? Zmrużył oczy na znak swojego niezadowolenia z zaistniałej sytuacji - Nie, nie to też zawód - dodał od siebie. Jako, że zależało mu na punktach, musiał kombinować niczym koń pod górę. Na słowa o osiołku pokiwał tylko głową - to było jej przezwisko, a nie jego - Szkic... Plan... Trybiki... Elementy... - powtarzał sobie aby nie zapomnieć o drugiej podpowiedzi. Miał przeświadczenie, że do trzech razy sztuka ale wolał nie wykorzystać ostatniej deski ratunku. Dasz radę Hjalmar... To nie może być takie trudne Przymknął oczy, a następnie popukał kilka razy w gałąź na której siedzieli - No to może jakieś pułapki? Na przykład na niedźwiedzie? - otworzył jedno oko aby przyjrzeć się jej odpowiedzi. Nordgersim uważał to za swój najlepszy traf w tym momencie - tam też było to co mu podpowiedziała.
Miał jeszcze jeden pomysł w razie czego - rysowanie tych konstelacji. Nie brzmiało to jednak jak prawdziwy zawód ale skoro zajmowała się zawodowym ściąganiem Islandczyków z drzew to czemu i to nie miało by być jej pracą?
Tego co się miało wydarzyć za chwilę nie spodziewał się raczej w ogóle. Poczuł jak rzemyk pociąga go w kierunku Pandory. I o ile sam naszyjnik nie był w stanie tego zrobić, tak zrobiła to po prostu ona sama. Do tej pory tylko spotykały się tylko ich oczy, a teraz nawet usta. Prewettówna nie zrobiła tego dzisiaj po raz pierwszy ale to nie sprawiło, że Hjalmar nie był w szoku. O ile wcześniej chcieli tylko sprawdzić reakcje jego kolegów, tak teraz co sprawdzali? Reakcje maskonurów?
Serce zabiło mu mocniej, zestresował się i o mały włos nie zleciał z drzewa kiedy w ostatnim momencie zorientował się, że strasznie go przechyla na bok po tym jak ustąpił naciąg od rzemyka. Żałował, że nie znajdują się teraz przy rzece albo oceanie. Bez zastanowienia wsadziłby tam swoją głowę aby trochę ochłonął i przemyśleć niektóre rzeczy. Nie był pewien co ma sądzić albo jak interpretować ten jej gest.
Tkwił tak z lekko uchyloną buzią przez dłuższy moment ciągle wpatrując się w Pandore, która obserwowała wioskę - No.... - zaczął dukać, przełamując 'to coś' - Wrzesień brzmi dobrze - zapewnił kiwając głową z ciągle widocznym zaskoczeniem na twarzy. No to czeka mnie wycieczka
- Jasne - zgodził się i przerzucił swoje nogi na jedną stronę, szykując się tym samym do próby zeskoczenia na dół. Chciał to zrobić w ten sam sposób dla siebie co zawsze - popisowy. A tymbardziej po tym co Pandora zrobiła przed chwilą. Nie czekając na specjalne zaproszenie, skoczył na dół aby w razie czego łapać Prewettówne gdyby miała spaść. Bo o ile przy wchodzeniu mogła mieć kilka prób, tak przy zejściu miała tylko jedną.
Sukces!
Rzucam na zeskoczenia z drzewa na sam dół. Korzystam z aktywności fizycznej