- Wszystko w porządku - odparł przejeżdżając jej jeszcze raz po plecach. Pierwszy raz tak wybuchła, a przeważnie to on chodził i się na wszystko denerwował - Nie można - skwitował. W swojej głowie miał tylko i wyłącznie wizję swoich rodziców - Dagura z Sagą. Według Hjalmara tworzyli idealny związek, zawsze się ze sobą dogadywali i współpracowali. Gdyby miał wybór, sam by pewnie chciał skoczyć na miejscu swojego ojca. Jedynym minusem jaki widział w ich relacji to fakt, że w bardzo młodym wieku mieli dzieci - młody Nordgersim wolał tego uniknąć, dlatego do tej pory z nikim się nie związał. Kobiety są okropnie zazdrosne? To była ciekawa kwestia na którą uniósł brew, jednak nie skomentował. Faceci też trochę byli, zwłaszcza w obecności innych samców.
A więc Pandora zaczęła wykorzystywać jego własną broń przeciwko niemu samemu - Może troszkę? - spojrzał na nią z boku, pokazując małą odległość między palcami, co miało pokazać jak ją lubi - Hmm... Powiedzmy, że... - przymknął oczy, a następnie zaczął coś liczyć na palcach, dodając jakieś wartości jakby wykonywał skomplikowane działanie matematyczne. Grał na zwłokę jako, że odpowiedź na to miał już dawno przygotowane - Powiedzmy, że było miło. I nawet dobrze się bawiłem - otworzył oczy, informując ją o swoim werdykcie, który był jednak do przewidzenia. W końcu wiele dzisiaj wspólnie przeżyli i bawili się przednie. A przynajmniej tak to odbierał Hjalmar.
- Ohohho - odparł na jej słowa o dokuczaniu. Teraz dopiero to się zacznie zwracanie do niego 'chłopcze'. Pandora jednak nie powinna się martwić jako, że Nordgersim jej się odwdzięczy 'mamo'. To było niczym kipiący kocioł, który czeka na tę jedną zapałkę powodującą wybuch - Słucham co mówisz i tyle wystarczy - stwierdził. Jeszcze tylko tego brakowało aby brał jej każde słowo na poważnie.
To była bardzo szybka i raczej dosadna nauczka, mająca na celu ją tylko lekko wystraszyć, a nie skrzywdzić. Prewettówna mogła akurat liczyć na tę milszą wersję nauczek, pozbawioną zbędnej agresji i przemocy - Wiem - wyszczerzył zęby w zadowoleniu ze swojego świetnego pomysłu. Prychnięcie Pandory to był kolejny dowód na to jak bardzo była zżyta z tym swoim koniem.
Kiedyś? Ja chcę teraz Gdyby stał na ziemi to pewnie tupnąłby teraz nóżką w ziemię aby wyrazić swoją dezaprobatę. Ale, że siedzieli na drzewie to tego nie zrobił, a jedynie zmierzył ją wzrokiem - Od kiedy masz nagle opory do mówienia wszystkiego? To nie ta sama Pandora, którą poznałem w lutym - przyznał bo jakoś wtedy jej to nie przeszkadzało. Mówiła wszystko o wszystkim - Oczywiście. Wiedziałem przecież. To nie było wcale takie trudne. Bez podpowiedzi też dałbym radę - przyznał - Masz potencjał do pracy w kuźni. Dagur też się zajmuje magicznymi przedmiotami. A te gwiazdy to miał być mój kolejny strzał - wytłumaczył jej. Ciekawe jakie magiczne przedmioty widziała. Jego ojciec pewnie z chęcią by na ten temat porozmawiał i podyskutował - Nad nagrodą muszę się jeszcze zastanowić - dodał jako, że nie miał jeszcze pojęcia o co mógłby poprosić. Może o obiad z Mary? Chociaż to by pewnie nie przeszło.
- No to może... Nie wiem... Nie powoduj abym miał możliwość z niego spaść? Chyba, że aż tak bardzo chcesz się mnie pozbyć - odparł z lekkim zakłopotaniem, nadal w nią się wpatrując. Specjalnie to zrobiła aby go uratować. Też pewnie chciała wyjść na bohatera - wcale jej się nie dziwił. Gdyby go nie złapała, to jego lekko opóźniony czas reakcji mógł zawieść - Ale niech będzie. Dzięki - odparł krótko jako, że mu pomogła, a w jego głowie był już dalszy plan działania.
Usłyszał jej potwierdzenie ale nie odpowiedział, lekko ignorując jako, że szykował się już do skoku. Nie rozumiał jednak jej zaskoczenia, sama mówiła, że czas już schodzić... Albo coś podobnego. Mniejsza już o to - w tym stanie, Hjalmar był w stanie tylko wykonywać proste polecenia, które nie wymagały za dużego wysiłku umysłowego.
Na całe szczęście samo drzewo nie było zbyt wysokie i dlatego skok na sam dół nie należał do najbardziej niebezpiecznych rzeczy. Prawdą jednak było to, że mógł mieć coś w sobie z tego całego kota czy nawet wilka. Czy nie był już przez nią porównywany do zbyt dużej ilości zwierząt? Być może ale nie przeszkadzało mu to zbytnio.
Kiedy znalazł się na dole rozejrzał się wokół siebie i nie zobaczył nikogo. Gdzie ona się podziała? Przetarł ręce , a później od razu uniósł swoją głowę do góry jako, że nie zauważył Pandory obok siebie - Chodź. Nie bój się - zachęcił ją ruchem dłoni aby zeszła na dół - Możesz skoczyć. Złapię Cię - zapewnił, wystawiając ręce w jej kierunku. Prewettówna mogła na spokojnie skakać, Hjalmar był w końcu pewien, że da radę ją złapać.
Oczekując na swoją towarzyszkę, obawiał się trochę, że może stać jej się krzywda. Nadal miał w głowie to jak wchodziła na drzewo i poślizgnęła jej się stopa. Może i wyglądała bardzo ładnie w tej sukience i sandałkach ale nie nadawało to się ani do wspinaczki ani do schodzenia z drzew. W teorii mogła sobie wyczarować jakąś trapery czy inne odpowiedniejsze buty ale kto by teraz się tym przejmował? Albo nawet starał się to zrobić? Carpe diem, najwyżej połamie mi kręgosłup przy upadku
Pociągnął jeden łyk z butelki kiedy upewnił się, że Pandora była już cała i bezpieczna dole - Masz dwa w nagrodę z odwagę - odparł, przekazując jej butelkę z alkoholem. Niech ma coś od życia skoro Islandzka gorzałka tak jej posmakowała. On miał ją na co dzień, a ona w końcu nie.