Pokręcił głową z uśmiechem na jej słowa. Mam 3 siostry w domu, jak mam sobie nie radzić z chaosem? Gdyby takich Pandor było więcej, na przykład 2 lub 3, to za pewne nie radziłby sobie z nimi tak dobrze. A tak to, dzięki treningowi, któremu odbył na swojej rodzinie, potrafił to i owo aby sobie zjednać ludzi. Jeżeli nie udało się jego, dosyć kiepskim, urokiem osobistym, to zawsze istniał jeszcze argument siły.
Nie musiała nic z tym robić. Hjalmar się zgrywał. Nie mógł jej powiedzieć wprost, że to była jedna z lepszych Lith na jakich był, jeżeli nie najlepsza. Gdyby się zdradził to by źle o nim świadczyło. A tak to zachował odrobinę swojej dzikości i tajemniczości, jeszcze chociaż na moment. Na jedną chwilę...
To nie było tak, że nie lubił jej słuchać. Lubił. Mówiła ciekawie i na temat. Momentami może jednak trochę za dużo ale jednak wytrzymywał z nią. Nie lubił jedynie kiedy się z nim nie zgadzała w 'tak oczywistych kwestiach'. Ale z drugiej strony jak mieli się zgadzać jeżeli pochodzi z dwóch, całkowicie odmiennych światów? On z zimnej i skutej mrozem północy, a ona z ciepłego i skąpanego w słońcu południu. I to nawet nie była połowa czy 1/4 tego co ich różniło, bo przeciwieństw do siebie mieli więcej niż podobieństw. Ale czy one się właśnie nie przyciągały?
Mówiłem? Nie pamiętam Spojrzał na nią jakby chciał coś zapytać ale zrezygnował. Mogło tak być. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy mówił bardzo dużo. A to mu się nie zdarzało na co dzień. Nie zdarzało się nawet co dwa. Śmiało można było założyć, że to było prawdziwy dzień dobroci dla zwierząt, że aż tyle gadał czy opowiadał ale również się uśmiechał i po prostu śmiał. Żadna z tych czynności nie była wpisana w jego codziennie 'ja', które było raczej ciche, zamknięte w sobie, poważne i odpowiedzialne. Teraz jednak nie zostało prawie nic z tego twardego Islandczyka, którego poznała w lutym. Mogła być z siebie dumna. W końcu dokonała niemożliwego - udomowiła dzikusa. Może jeszcze nie w całości ale na pewno w jakiejś części. No bo jak inaczej można nazwać to, że przestał wspominać jej co drugie zdanie, że zrzuci ją do oceanu? - Nigdy mi to nie przeszkadzało. Możesz wrócić - odparł z lekkim uniesień barków. Gdyby słyszał go trzeźwy Hjalmar to najpewniej zacząłby go dusić za te słowa. Ale cóż, słowo się rzekło - Pewnie będziecie mieli kiedyś okazję pogadać - przyznał. Islandia była mała, więc okazja, że przy jej kolejnej wizycie wpadnie na niego i Dagura była całkiem duża - Jasne - dodał na temat swojej wygranej. Prędzej czy później, coś sobie wymyśli jako nagrodę.
Spojrzał na nią jakby chciał się zapytać - 'a może moja?'. To on nagle zaczął ja atakować rzemykiem, a potem znienacka całować? Nie, także dlaczego poszukiwała w nim winnego? - Ggrrhh - wydał z siebie tylko pomruk, nie udzielając odpowiedzi na zadane pytanie. Pandora była zbyt cwanym lisem aby mógł jej na to odpowiedzieć - Hmm... Zapamiętam... - dodał niepewnym głosem. Zastanawiał się co powinien dokładnie zapamiętać, a raczej który moment. Było ich bardzo dużo, a jego stan można było określić jako zmęczony - nie ma co się jednak przejmować, coś sobie wybierze.
Pandora zakładała same najgorsze możliwości. Przede wszystkim nie wierzyła w jego siłę i odpowiedzialność? Przecież dopiero sam zszedł z tego drzewa jakby na nim mieszkał od co najmniej dekady. Chciał jej po prostu udzielić pomocnej ręki czy też łapy - wszystko zależne jak go w tym momencie postrzegała - Po prostu Ci kibicuje - przyznał kręcąc przy tym głową. Nie miał złych zamiarów. Chciał ją po prostu zachęcić do tego aby zeszła. Dodać trochę otuchy w tej ciężkiej walce z drzewem.
Na całe szczęście miał wyciągnięte ręce i panował nad sytuacją. Kiedy tylko ujrzał, że Pandora odpada od drzewa, zerwał się ile sił w nogach aby wycelować ze złapaniem jej. Drzewo nie było wysokie, więc Prewettówna, wpadającą w jego 'kołyskę' nie połamała mu rąk ani nie zrobiła krzywdy, a spowodowała jedynie lekkie pochylenie do przodu - Wątpiłaś? - zapytał, spoglądając na swoją 'zdobycz'. A może powinien nazwać ją 'szyszką'? One w końcu też spadały na ziemię i to w całkiem podobnym stylu co ona - Dobrze, że odważyłaś się skoczyć na dół. Tak Ci poszło sprawniej - uśmiechnął się do niej. Zdawał sobie sprawę, że mogła się poślizgnąć lub po prostu zmęczenie dało się jej we znaki. Nie chciał jej po prostu tego wytykać, a przedstawić tę narrację w korzystniejszym dla Pandory wydaniu, czyniąc z niej odważnego osiołka.
Odstawił ją bezpiecznie na ziemię, upewniając się, że nic jej się nie stanie - Wymęczenia? - dopytał kiedy dziewczyna poprawiała sobie swój strój, który czasy swojej świetności miał gdzieś przed tegoroczną Lithą - Prawda - spojrzał na horyzont, gdzie można było zauważyć pierwsze promienie słoneczne, co świadczyło tylko o tym, że spędzili naprawdę dużo czasu na drzewie czy podziwianiu fiordów. Znieczulony Hjalmar nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Jechałaś kiedyś na niedźwiedziu? - zapytał spoglądając na nią. Skoro była zmęczona, to kim był Nordgersim aby jej odmówić pomocy. Tym bardziej kiedy sam był w dużej części odpowiedzialny za jej stan. W końcu to on wybrał gorzałkę i to on ogarnął 'mocnego' papierosa jako nagrodę - No to wskakuj - powiedział, odwracając się, a następnie kucając na jedno kolano aby miała wygodniej z wejściem na jego plecy - Będziesz czwartą osobą, która otrzymała możliwość podróżowania na tych plecach. Tylko nikomu ani słowa bo mogą być zazdrośni - dodał. Do tej pory odmawiał skrzętnie wszystkich znajomym czy przyjaciołom takiej pod wózki - niezależnie od płci czy statusu - Dokąd pani sobie życzy? - zapytał. Docelowo miał zamiar zanieść ją do jej miejsca spoczynku ale może Pandora miała jakieś inne plany co do tego. Hjalmar nie miał żadnych złudzeń - dzisiaj będzie spała jak małe dziecko. Wszak zażyła tyle sportu i wysiłku co nigdy.