Skoro już poznał tożsamość tego czarodzieja to pozostawało mu tylko jedno. Tym bardziej, że dopiął swego. Nie było to jednak wybitne trudne, w końcu Dellian nie zapierał się rękami i nogami przed jego towarzystwem.
— Miło mi. Dziękuję — Odrzekł ze szczerym uśmiechem, kończąc na ten moment wymianę tego typu uprzejmości.
— W składzie najlepszej drużyny na świecie, Zjednoczonych z Puddlemere na pozycji szukającego. Jesteś fanem tego sportu czy może chodzi o nazwisko? Quidditch to wręcz rodzinny interes dla Nottów — W ten sposób potwierdził fakt bycia gwiazdą sportu, wybitnym szukającym legendarnych Zjednoczonych z Puddlemere. Quidditch to narodowy sport i do tej pory poznał mało osób, które nie są zainteresowane tą dyscypliną i nie uczestniczą w rozgrywkach jako widownia.
Zadane przez Delliana pytanie oraz ta niepewność w jego głosie mogły wskazywać na to, że należy do tego grona. Konotacje nazwiska z tym sportem były niepodważalne. Niemożność oglądania meczu z powodu utraty wzroku nie wykluczała uczestnictwa w nim z trybun, choć komentarze komentatora informujące przebiegu nie zastąpią wrażeń wizualnych. Lepsze to, niż nic.
— Poczekaj na mnie przy swoim stoliku. Zaopiekujesz się jeszcze przez chwilę moją kawą? — Poprosił tego czarodzieja z rozbrajającym uśmiechem. Nie miało znaczenia to, że rozmówca nie był w stanie zobaczyć jego twarzy. Należąca do niego kawa była w dobrych rękach. Co do tego się nie pomylił.
— Nie musisz się o to martwić. Zaufaj mi — Zapewnił Delliana, również prosząc go o odrobinę zaufania. Sprawa wydawała się nad wyraz trywialna, jednak potrafił dopilnować swojego zamówienia. Nie lubił też być oszukiwany. Zamierzał zapłacić za te dwa ciasta i nie zamierzał upominać się o zwrot pieniędzy za nie. Po wypowiedzeniu tych słów udał się do lady celem zamówienia tych dwóch ciast. Dla Delliana z kremem i owocami, dla siebie kawałek gorącej tarty melasowej z bitą śmietaną.
— Twoje ciasto. Owoce i krem — Powiedział w chwili stawiania przed nim talerzyka z ciastem, za które również zapłacił. Nie była to kwestia, która podlegała dyskusji w obecnej sytuacji.
— A Ty zajmujesz się...? W pierwszej kolejności przyszło mi na myśl, że pracujesz w zakładzie Ollivanderów na Ulicy Pokątnej, jednak może to być błędne założenie — Dopytał z uśmiechem po powrocie do stolika. Po zadaniu swojego pytania wreszcie napił się kawy i spróbował ciasta. Teraz mogli rozmawiać.