Może byli po prostu przyzwyczajeni do tego, że jeśli jest zbyt dobrze, to zawsze wszystko się musi spierdolić. Gerry właśnie przez to nie do końca potrafiła się rozluźnić. Miała z tyłu głowy, że coś jest nie tak, przecież za każdym jebanym razem nie trwało to zbyt długo. Jakby po prostu czekała, aż coś znowu się spieprzy. Nie dawało jej się to w pełni cieszyć tym czasem, chociaż naprawdę próbowała.
Jego odpowiedź jej nie zdziwiła. Spodziewała się tego, że nie będzie w stanie jej obiecać, że zachowa się ostrożnie. Nie pasowało to do niego, miała wrażenie, że ma tendencje do ryzykowania. Tyle, że czasem było to zupełnie niepotrzebne. - I co ja mam teraz z Tobą zrobić? - Wcale nie oczekiwała od niego odpowiedzi na to pytanie, jednak wypowiedziała je na głos. - Dobrze, że nie kłamiesz, bardzo dobrze, szkoda tylko, że nie mógłbyś bardziej uważać. - To powodowało, że zaczęła się zastanawiać, czy faktycznie jest im to potrzebne. W końcu nie potrzebowali pieniędzy, Yaxley miała ich pod dostatkiem. Rozumiała, że chciał się zająć czymś użytecznym, ale czy to było tego warte? Musiała się nad tym dłużej zastanowić. - Bo wiesz, tu chodzi o to, że nie chciałabym, żebyś niepotrzebnie ryzykował. - Nadal starała się mu wyjaśnić swój punkt widzenia. - Jeśli jednak jest to dla ciebie ważne, to mogę się zgodzić. - Choć nie do końca jej to było na rękę.
Nie odrywała spojrzenia od jego twarzy, wpatrywała się w niego ciągle. Uśmiechnęła się, gdy poczuła jego rękę na swoim biodrze, sama zaś nadal powoli przesuwała swoją rękę po jego ciele. Dotarła już do żeber i jeszcze chwila, moment, a zacznie wracać. Trochę jej w tym przeszkadzały ubrania, bo wolałaby poczuć pod dłonią ciepło jego ciała, złapała się na tej myśli i na moment zmrużyła oczy. O czym oni właściwie rozmawiali?
Chwilę zajął jej powrót do rozmowy. - Dobrze, że myślisz o przyszłości. Może warto w nią zainwestować? Powoli pracować, żeby kiedyś mieć święty spokój. Wiesz, że póki co pieniądze nie muszą Cię obchodzić, prawda?