Bo powiedzenie "nie" było zbyt proste, a Yaxley nigdy nie wybierała prostych rozwiązań. Lubiła sobie komplikować życie. Kolejne kłopoty wynikające z niezdecydowania nie byłyby niczym nowym, a mogły jedynie spowodować, że znowu pojawi się adrenalina wynikająca z nieprzemyślanych decyzji.
- Jest to jakieś rozwiązanie, mogę na to przystać. - Chociaż właściwie, co jej obecność mogła zmienić poza tym, że będzie miała go na oku? Nic, ale a nuż wyniknie z tego coś dobrego. Żałowałaby, gdyby nie spróbowali.
Zazwyczaj krępowało ją nieco pokazywanie swoich blizn. Wiedziała, że dla wielu osób mogą być czymś obrzydliwym, w końcu nie były atrakcyjne. Nie chciała się ich pozbyć, choć pewnie ktoś byłby w stanie spowodować, że byłyby delikatniejsze. Przypominały jej o tym, że nie jest nieśmiertelna i chwila zawahania może kosztować ją utratę życia. Przy Ollivanderze jednak nie miała oporów, aby je pokazywać, wiedziała, że patrzy na nie inaczej; nie tak jak większość.
Jego dotyk był naprawdę przyjemny, powodował, że się zapominała, a przy tym gubiła cały sens tej rozmowy. Nie mogła się skupić, bo jej umysł zaczynało zaślepiać pragnienie, którego zaspokojenia domagało się jej ciało.
Yaxley ufała Flo, wierzyła, że nie dałaby im złudnej nadziei. Zresztą miała zaangażować w to wszystko Gio, kolejną osobę której ufała i wiedziała, że on też zrobi wszystko, aby jej pomóc. Wypierała myśl, że Mellvyn faktycznie może odejść w przeciągu dwóch lat. Zresztą nie pozwoli na to, a jak ona się na coś uprze, to nawet nocna mara miała przejebane. - Wiem, ale to chwilowe, zobaczysz, że będziesz miał więcej czasu. - Powiedziała bez cienia wątpliwości, jakby naprawdę w to wierzyła, choć może było to złudne myślenie.
- Leczeniem się nie martw, mówiłam, że Ci pomogę. - Przecież i tak nie miała na co wydawać swojego majątku.