08.05.2023, 18:30 ✶
Jak? Jak zamierzała pomóc mu z tym leczeniem?
Zdążył objąć ją już obiema rękoma. Nawet przez dzielące ich warstwy materiału czuł miękkość jej piersi, gdy przyciskał ją do siebie. Przyjemne mrowienie w kroczu całkiem szybko przypomniało mu, że... chuj z tym, jakoś to będzie. Przecież by go nie okłamała. Na pewno coś wymyśli. Nie miał teraz czasu na kłótnie.
Zgodziła się pójść z nim do Changów, to też było dużo. Miał wrażenie, że jak już się tam pojawią i pogadają, to Geraldine się przekona, że to wszystko to był dobry pomysł. Matrona działała już od bitych kilkudziesięciu lat, bez żadnych znaczących wypadków i bez skutecznych ataków na jej rodzinę. Musiała więc postępować według pewnego, wysokiego raczej, standardu. A on, mimo zmiany pracodawcy, dalej miał pozostać zwykłą płotką, jednym z wielu rzemieślników, którzy warzyli krew napędzającą cudze imperium.
Tylko, kurwa, czemu myśał teraz o jakiejś obcej Azjatce? Przytulał wlasnie Geraldine i to na niej powinien się skupić. Na Jego Pani.
Wdychał jej zapach i czuł jej ciepło. Rozsuwała mu uda swoimi nogami, co właściwie nie ułatwiało mu posuwania akcji do przodu. Tylko czy faktycznie powinien to robić? Nie znaleźli się w tej pozycji przypadkiem, to ona ją wybrała. Pewnie nie bez powodu.
- Cz-czego byś chciała? - zdecydował się zapytać.
Bo mógł się domyślać, mógł zakładać, ale przecież ona sama wiedziała najlepiej i to jej satysfakcja liczyła się najbardziej.
- Nigdy jeszcze nie słyszałem twoich jęków - dodał, lewą dłoń przesuwając na jej kark.
Trzymał jej szyję delikatnie, ale wystarczająco mocno, żeby mogła to poczuć. To była raczej nietypowa oznaka czułości - badał grunt, badał gusta.
Zdążył objąć ją już obiema rękoma. Nawet przez dzielące ich warstwy materiału czuł miękkość jej piersi, gdy przyciskał ją do siebie. Przyjemne mrowienie w kroczu całkiem szybko przypomniało mu, że... chuj z tym, jakoś to będzie. Przecież by go nie okłamała. Na pewno coś wymyśli. Nie miał teraz czasu na kłótnie.
Zgodziła się pójść z nim do Changów, to też było dużo. Miał wrażenie, że jak już się tam pojawią i pogadają, to Geraldine się przekona, że to wszystko to był dobry pomysł. Matrona działała już od bitych kilkudziesięciu lat, bez żadnych znaczących wypadków i bez skutecznych ataków na jej rodzinę. Musiała więc postępować według pewnego, wysokiego raczej, standardu. A on, mimo zmiany pracodawcy, dalej miał pozostać zwykłą płotką, jednym z wielu rzemieślników, którzy warzyli krew napędzającą cudze imperium.
Tylko, kurwa, czemu myśał teraz o jakiejś obcej Azjatce? Przytulał wlasnie Geraldine i to na niej powinien się skupić. Na Jego Pani.
Wdychał jej zapach i czuł jej ciepło. Rozsuwała mu uda swoimi nogami, co właściwie nie ułatwiało mu posuwania akcji do przodu. Tylko czy faktycznie powinien to robić? Nie znaleźli się w tej pozycji przypadkiem, to ona ją wybrała. Pewnie nie bez powodu.
- Cz-czego byś chciała? - zdecydował się zapytać.
Bo mógł się domyślać, mógł zakładać, ale przecież ona sama wiedziała najlepiej i to jej satysfakcja liczyła się najbardziej.
- Nigdy jeszcze nie słyszałem twoich jęków - dodał, lewą dłoń przesuwając na jej kark.
Trzymał jej szyję delikatnie, ale wystarczająco mocno, żeby mogła to poczuć. To była raczej nietypowa oznaka czułości - badał grunt, badał gusta.