adnotacja moderatora
Rozliczono - Victoria Lestrange (Pierwsze koty za płoty, Otwarty na nowe doznania).
Ulysses stał na środku pokoju dziecięcego. Machnięciami różdżki przywracał do pierwotnego stanu zniszczone wybuchem meble. Wyglądał jak wcielenie świętego spokoju: w ciemnym garniturze, wypastowanych butach, z ułożonymi na gładko włosami i obojętną twarzą. Ruchy miał nieśpieszne, dokładne, wspaniale maskujące wściekłość, która targała nim od środka.
Kiedy przed godziną Departament Magicznych Wypadków i Katastrof otrzymał zgłoszenie o przypadkowym użyciu czarów przez małego mugolaka, nic nie zapowiadało, by sprawa miała być w rzeczywistości czymś więcej niż przypadkowym użyciem czarów przez małego czarodzieja. Zwykła, przeciętna historia, jakich Magiczne Pogotowie Ratunkowe miało wiele na swoim koncie. Ale na miejscu okazało się, że całość była jednak trochę bardziej skomplikowana.
Po pierwsze: magii nie użyło dziecko, ale jego dorosły ojciec, naturalnie również mugolak.
Po drugie: ranił zaklęciem kolejne dziecko, tym razem zupełnie mugolskie.
Po trzecie: gdy zdał sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił, próbował zatrzeć ślady kolejnymi zaklęciami. W tym nieudanym obliviate na nowego chłopaka swojej byłej partnerki.
Po czwarte: mugolak zapomniał wspomnieć kobiecie, której zrobił dziecko, że jest czarodziejem.
Podsumowując: mieli poparzone mugolskie dziecko, jego zapłakaną i rozhisteryzowaną matkę, mugola, który miał kompletną amnezję, zaginionego małego-czarodzieja i jego popierdolonego, zbiegłego ojca. Pewnych sytuacji nie dało się prosto rozwiązać. I chociaż jakaś część młodego Rookwooda wiedziała, że nie powinien wcale generalizować, ale podskórnie czuł, że byłoby dużo lepiej, gdyby świat czarodziejów i świat magii nie stykały się ze sobą nawet minimalnie. Pewnie wtedy nie miałby pracy, ale nie musiałby również naprawiać czarami zdezelowanego magią pokoju dziecięcego a wcześniej zastanawiać się, w jaki sposób wrócić całą sytuację na właściwe tory.
Bo tu nawet nie chodziło o to, że siłą zaklęć mogli naprawić wszystkie zniszczenia, które spowodował jeden nieroztropny dureń z różdżką. Tu chodziło o to, że całej sytuacji dałoby się uniknąć, gdyby tylko zamiast kombinować z magią, uciekinier zdecydowałby się na zwykłą rozmowę z byłą partnerką. Ale czego mogli się spodziewać po zwykłym magu, kiedy sam Minister Magii ponoć próbował ingerować w mugolskie World Cup w 1966?
Ulysses obrócił się wokół własnej osi. Rozejrzał się po pokoju, jakby sprawdzając czy wszystko wyglądało tak, jak powinno. W rzeczywistości chodziło jeszcze o jedno: chciał zapamiętać to miejsce kompletne i niezniszczone, przykryć tamto wspomnienie tym nowym, ale jego zadziwiająca pamięć sprawiała, że pamiętał dwa pokoje. Zniszczony, nadpalony i odrestaurowany.
- Cicho – zauważył, wychodząc z pokoju. Popatrzył na Victorię pytająco, jakby oczekiwał, że wyjaśni mu, czemu bobas nie płacze, jego matka nie histeryzuje a pozbawiony pamięci mężczyzna nie błądzi po domu jak żywy trup. – Mam nadzieję, że aurorzy szybko go złapią.