A więc się stało. Nie było już odwrotu - kalendarz wskazywał jedno. 23 września, to dziś. Podróż do Turcji. Hjalmar lekko obawiał się tego co może go tam spotkać. Do domu miał bardzo daleko, a w dodatku nie znał nawet języka w którym tam mówiono. To i tak był najmniejszy pikuś - nie znał zwyczajów, tradycji, kultury... Nie znał niczego. Nie wiedział jak się powinien tam zachować, co należy robić, a czego nie. Zapewne gdyby miał nastawienie Pandory, to już dawno zakupiłby dwa, a może nawet trzy podręczniki o kraju Orientu, który łączył dwa kontynenty. Jako, że był jednak upartym miśkiem, który do Islandii był przywiązany jak do niczego innego, nie zaopatrzył się w żadne książki o jej ojczyźnie. Jakoś to będzie. Zawsze jakoś jest Z tą myślą udał się do swojego przyjaciela, który miał pomóc mu z aportacją niemal pod wprost wskazany adres.
Po niedługiej, lecz całkiem nie przyjemnej podróży, znalazł się w miejscu docelowym. Pogoda była zaskakująco dobra. Sam Nordgersim mógłby stwierdzić, że panuje tutaj upał i żar, który lał się z nieba. Miał wrażenie, że słońce gra z nim w swego rodzaju podchody. Za każdą jego próbą schronienia się przed nim, gorący gigant zachodził za chmurę, stwarzając pozór cienia, co zachęcało Hjalmara do opuszczenia swojej dotychczasowej kryjówki - niestety moment później, wracało z podwójną siłą, demonstrują mu dosadnie, kto tu rządzi i czemu akurat nie on.
Poddał się po kilku próbach wygrania tej nierównej walki, a następnie skierował swoje kroki na wskazany adres. No proszę bardzo. To chyba tu Islandczyk miał przeświadczenie, że życie tutaj wygląda inaczej ale nie spodziewał się, że różnica jest aż tak diametralna. Coś co było uznawane za cud architektury na jego rodzinnej wyspie, tutaj mogło być uznane za jakiś zabytek czy pamiątkę kulturową o którą należało dbać. Jakieś witraże, kwiaty, krzewa, drzewy... Tego był po prostu ogrom. Bez większego wysiłku można było dostrzec ogrom ingerencji człowieka w okolicy, co nie było aż tak częstym widokiem na Islandii.
Nie czekając ani chwili dłużej, podszedł do drzwi i zapukał. Marzył teraz tylko o tym aby skryć swoją niemal bladą twarz przez tym wrednym słońcem - Góðan dag.... Znaczy no... Dzień dobry - odparł bezmyślnie po Islandzku aby po chwili się zreflektować i powrócić na bardziej międzynarodowy język. Zdziwił się, że drzwi zostały mu tak szybko otworzone. To jakoś kuzyn? Wzruszył ramionami i wszedł do środka, rozglądając się po pomieszczeniu w którym się właśnie znalazł. Momentalnie poczuł się jak jakiś okaz w muzeum. Czuł, że każdy jego krok, ruch, a nawet najmniejszy oddech jest obserwowany i oceniany. Poczuł się lekko nieswojo ale postanowił dalej dumnie kroczyć do przodu. Witał się z każdą napotkaną osobą, która miała tylko ochotę na wymienienie takiej grzeczności z nim.
Pewnym krokiem pokonał schody, rzucając co chwilę okiem na wszystko co go otaczało. Odwiedził dopiero jedno pomieszczenie, a już był święcie przekonany o tym, że nie widział czegoś takiego nigdy - Nic się nie dzieje - uspokoił chłopaka, machając ręką i odwzajemniając uśmiech. To nie była jego wina, że Pandora była uparta jak osioł i zapewne toczyła jakiś krwawy bój w tym momencie. No zaczyna się nieźle... Zatrzymał się kilka kroków przed drzwiami, a następnie zaczął sobie przejeżdżać po brodzie w oczekiwaniu na rozwój sytuacji.
Na całe szczęście nie musiał na to za długo czekać. Drzwi otworzyły się na oścież, a on sam mimowolnie się wyprostował, wypychając pierś do przodu, zyskując tym samym kilka centymetrów wzrostu. A druga kobieta kim była? Siostrą? Nie pamiętał aby Pandora wspominała coś o swoim rodzeństwie. Mogła mu to mówić ale on po prostu nie przyswoił tej wiedzy. Odwzajemnił uśmiech w jej kierunku, lekko unosząc lewy kącik ust. Jak małe dziecko... Pokiwał tylko przecząco głową kiedy dojrzał ubrudzony policzek. Nie spodziewał się zobaczyć chyba niczego innego.
Słowa elegantszej z kobiety sprawiły, że sam zaczął przyglądać się swojemu ubiorowi. Miał założoną lnianą koszulę, która była rozpięta na jakieś dwa lub trzy guziki z powodu gorącej temperatury jaka tu panowała. Na nogach zaś ubrał całkiem luźne spodnie z podobnego materiału co koszula. Buty też miał raczej wygodne, aniżeli galowe. W wielkim skrócie wyglądał tak samo jak zawsze z tą różnicą, że dzisiaj nie miał na wierzchu koszuli flanelowej. Przez plecy miał przerzucony plecak wykonany ze skóry jakiegoś zwierzęcia.
Pracownik mugolskiej budowy? Z ich dwójki to przecież Hjalmar tak właśnie wyglądał. Jakby co najmniej przed chwilą urwał się z kuźni... A nie czekaj. Tak właśnie było. Wzruszył ramionami na minę Prewettówny jakby chciał powiedzieć Mus to mus. Nic nie zrobisz. Szybko jednak przyjrzał się kobiecie, która zaczęła właśnie do niego mówić - Spokojnie.. - odparł kiwając głową. Już mu się spodobała jako rozmówczynia. Mówiła samą prawdę o Pandorze. Opowiadała o mnie? Ciekawe co. Że ją upiłem, a potem zjaraliśmy się na drzewie? - Nie, nie. Żadnych problemów. Bardzo grzeczna - zapewnił ją mimo lekkiej niepewności w głosie. Na szybko mógłby wymienić co najmniej pięć momentów w którym sprawiała PROBLEMY - Bardzo dziękuję za gościnę. Tak, nie było długo i całkiem przyjemnie - odparł z uśmiechem na ustach. Twarz miał bardzo pogodną. A czujny obserwator mógłby zauważyć, że zaczęła powoli łapać lekko ciemniejszy kolor jakby się opalił.
Dźwięk niemal wyważanych drzwi od łazienki przykuł jego uwagę, ponieważ od razu obrócił głowę w jej kierunku. W gęście podziwu uniósł brwi na moment. Wsłuchiwał się w rozmowę kobiet, stojąc tak dalej niczym słup, który tylko zmieniał cel obserwacji kiedy zmieniał się aktualny spiker - Jasne. Dziękuję raz jeszcze za wszystko - skinął głową do niej w gęście podziękowania.
Instrukcja była całkiem prosta chociaż chyba nie konieczna. Wydawała się być całkiem przyjemną rozmówczynią albo stworzyła taki pozór pierwszych kilku sekund na Hjalmarze - Przyjąłem - potwierdził jej zrozumienie zalecenia - Stęskniłem? Nie. Raczej nie, a co? - odparł, wyjmując jej śrubokręt zza ucha kiedy go przytuliła. Wolał aby przypadkiem coś jej się nie stało albo nie miała ewentualnej przewagi w broni gdyby doszło do jakichś rękoczynów.
Sekundę później popełniła najgorszy z możliwym błędów jakie się dało popełnić. Dala mu możliwość wyboru. A na pewno wiedziała, że lubi się z nią przedrzeźniać - Nie chcę? - zapytał, unosząc szeroko kąciki ust w szyderczy uśmiech. W jego oczach rozpaliły małe płomyczki, które mogły świadczyć chyba tylko o jednym - jego chytrym i przebiegłym planie - Trochę chce mi się pić... Może pójdziemy? - humor mu dzisiaj dopisywał, a zwłaszcza teraz kiedy miał możliwość 'odwdzięczenia' się za powstrzymanie go przed obiciem mordy koledze w czerwcu.
Rozejrzał się po pokoju, na chwilę skupiając swoją uwagę na wianku i owieczce. Nadal ma ten zawijas z badyli? Zdziwił się lekko, chociaż on sam miał przy sobie naszyjnik z niedźwiadkiem jako, że dało się teraz dostrzec rzemyk, który spoczywał na jego klatce piersiowej.
- Nie może przecież być, aż tak źle - zapewnił ją, a następnie skierował swój wzrok w kierunki drzwi, które ułamek sekundy temu skrzypnęły. Czy to był atak jakiejś hordy? Albo może przyszła Layla, kimkolwiek miała być? A może po prostu tamta kobieta przyszła zwrócić uwagę Pandory na coś? To była zagadka, która miała się rozwikłać samoistnie za kilka sekund...