Oczywiście, że Pani Prewett mogła trafić gorzej. Dla przykładu mogła mieć chociaż takiego syna jak Hjalmar, który przez większość swojego życia doprowadzał Dagura do szału. Sam chłopak był zdziwiony, że jego ojciec miał jeszcze jakieś włosy na głowie, które nie były szare. Sam na jego miejscu, zapewne by się przekręcił do grobu z trzy razy, widząc i słysząc, co wyrabia jego syn. W końcu listy z Durmstrangu czy wezwania do szkoły, przychodziły średnio raz na tydzień lub na dwa. Nie wspominając o wyjątkowych dniach w których to norma otrzymywanych skarg czy uwag, była przekraczana o 300 czy nawet 400%. Biorąc pod uwagę to oraz za pewne kilka czy nawet kilkanaście innych aspektów, Pandora nie była, aż taką złą córką jak mogła to sobie wyobrażać jej matka.
Ledwo powstrzymał się przed wybuchnięciem śmiechu na słowa kobiety o tym, że miał dobry wpływ na jej córkę. Może i dobrze mu patrzyło z oczu, bo wzrok miał raczej niewinny albo nie wskazujący na żadne złe zamiary. Ale koniec końców podsumowałby swój wpływ na Prewettównę jako neutralny, jeżeli nie negatywny - Oczywiście - przyłożył rękę do swojej piersi na potwierdzenie swoich słów - Dziękuje - kiwnął lekko głową na podziękowanie mimo, że miał tego nie robić. Ale cóż innego miał począć w tym momencie? Stać tak po prostu i czekać, aż kobieta się oddali? Trzeba było zrobić jakieś dobre wrażenie.
- Umm... Nie? - uniósł brew i odparł niepewnie. Rzuciła na niego jakiś urok, a on o tym nie wiedział? Na jego twarzy pojawiło się zmieszanie, które świadczyło o niepewności co do słów dziewczyny - Przecież się zgrywam... - dodał na prychnięcie. Powinna była się przyzwyczaić do jego momentalnej zadziorności, zwłaszcza, że lubił ją ukłuć szpileczką czasami. Kiedy pozbawił Pandorę śrubokrętu, rzucił go sprawnym ruchem na łóżku aby nie wadził mu w dłoniach. Po co on miałby być mu potrzebny na dłuższą metę? Jeszcze jakby był w swojej kuźni to mógłby znaleźć dla niego jakiś użytek ale tak? - A no się tak złożyło, że noszę. Chyba zapomniałem go zdjąć? - przechylił lekko głowę, a kącik ust mimowolnie poszedł mu do góry. Nosił go po prostu pod koszulą jako część swojej garderoby - swego rodzaju biżuterię. Czasami nawet przyglądał się tej swojej miniaturowej wersji kiedy miał chwilę na zadumę nad tym wszystkim co go otaczało. A zwłaszcza kiedy przesiadywał nad fiordami, które były jego pierwszym skojarzeniem z Pandorą po ostatnim wspólnym festynie.
Co takiego złego mogło być w jakiejś herbacie? Wypiją po kubeczku czy tam filiżance tego napoju i będą wolni. Uszczęśliwią jej matkę, która jak widać, chciała poznać znajomych swojej córki. Wilk syty i owca cała - Będzie dobrze - odparł, kładąc swoją dłoń na jej ramieniu aby dodać jej trochę otuchy w tym wszystkim. To wszystko mogło być dla niej trudne i Hjalmar to trochę rozumiał... No ale taka okazja, żeby ją lekko zdenerwować? Mógł już nie mieć lepszej okazji.
- Ogrodu? - zdziwił się. O jakim ogrodzie teraz mówiła? Mieli iść na jakąś herbatę, a tych nie piło się w jakimś salonie albo jadalni? Nie rozumiał tego ale nie zapytał aby rozwiać swoje wątpliwości. Podążył po prostu wzrokiem za Pandorą, kiedy ta podeszła do drzwi i przez moment przysłuchiwała się dźwiękom, które nadchodziły z drugiej strony.
Nordgersim w życiu się nie spodziewał, że do żyje momentu aby na własne oczy ujrzeć takie dantejskie sceny. Prewettówna sprawnym ruchem otworzyła drzwi, a do środka wlały się jakieś ciekawskie stworzenia zwane również jej kuzynkami. To miał być jakiś komitet powitalny? Pandora nie wydawała się zbytnio przejęta czy zdenerwowana zaistniałą sytuacją. Czy cała ta akcja była za w czasu zaplanowana lub ukartowana?
Kiwnął głową w kierunku dziewcząt, chociaż powinien je określić bardziej jako kobiety, zwłaszcza, że jedna z nich była przy nadziei - Miło mi poznać - odparł w ostatnich chwilach wolności, ponieważ moment później został zaatakowany przez stado, a może nawet watahę, drapieżników, tudzież diabłów - Umm... Dziękuje? - odpowiedział, drapiąc się po szyi z lekkiego zdenerwowania. Był teraz sam jak rodzynek w tym gronie, a krwiożercze wampiry zbliżały się nie ubłagalnie.
- Przyjęcie? Wieczorem? - zapytał Zahir jako, że nie do końca wiedział o czym w tym momencie mówiła. Nikt mu nie wspominał o jakimś przyjęciu. Hjalmar nie miał ze sobą żadnego stroju galowego, a to w czym teraz paradował nadawało się co najwyżej na wspinaczkę na drzewo, a nie bale czy inne większe przyjęcia - Z Tobą? - spojrzał na Deniz, a następnie przejechał palcem raz na jedną kuzynkę, a raz na drugą. Czuł się trochę jak jakaś małpka w zoo czy obiekt na wystawie - Dzielnice zabaw? - uniósł brew na słowa Hayat, a następnie rozłożył ręce, nie wiedząc co ma postąpić. Może powinien po prostu pójść z ich trójką na raz? - Spokojnie, spokojnie... Wszystko można dogadać, ustalić... - próbował zapanować nad tłumem nastolatek ale chyba średnio mu to wychodziło - Tak, naprawdę tam mieszkam - zaczął odpowiadać na ich pytania, zerkając ukradkiem na Pandorę w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy w zaistniałej sytuacji - Coś tam się potrafi... Nie dużo ale to i tamto się zna... - dodał, kierując swoje słowa do najmniejszej z kuzynek, które go zaatakowały. Przez moment myślał nawet czy jest wysoko i czy przy ewentualnym skoku mógłby się połamać. Z piętra nie powinno być, aż tak daleko... Na pewno nie wyżej niż z tamtego drzewa wtedy...
I wtedy nadeszła ona - kobieta anioł. Wybawicielka uciemiężonych. Sprawiedliwa pani. Wyrocznia dnia dzisiejszego... I zapewne mógłby tak długo wymieniać, aż do końca dnia bo Pandora stanęła pomiędzy nim, a sforą młodych dam, które ewidentnie miały jakieś plany wobec Nordgersima. I to plany o których nie do końca on sam miał pojęcie - Drogie panie... - zaczął odpowiadać. Musiał to rozegrać jakoś dyplomatycznie, aby nikogo nie obrazić - Wszystkie jesteście przepiękne i zapieracie dech w piersiach... Ale obawiam się, że nie ważne co by się działo czy nawet jakie by to nie było przyjęcie... Muszę się zgodzić ze słowami Pandory... - przeczesał sobie kilkukrotnie kitę do tyłu - Znaczy no... Musicie pertraktować z nią o czymkolwiek... Ja zresztą nawet... - rozłożył ręcę - Ég skil ekki ensku. Pandora, geturðu þýtt fyrir stelpurnar? - przeszedł płynnie na swój rodzimy język, zwracając się do swojego muru obronnego, który osłaniał go w tym momencie przed złem diabołów.