Wszystko stało się właśnie jasne. Skoro jej rodzicielka była wcieleniem diabła, a nie daleko pada jabłko od jabłoni, to oznaczało jedno - Pandora odziedziczyła swój chaos po matce. Nie było innej możliwości. W gruncie rzeczy miała rację, pani Prewentt, zdawała się emitować aurą dobra i spokoju. Stwarzała pozór miłej i przystępnej kobiety, którą z chęcią przyłożyłoby się do własnej rany. Jednak czy to wszystko było pomyłką? Jakąś grą i zbliżenie jej do rany miało zakończyć się pokłóciem kolcami? - Ggrrhh - wydał z siebie pomruk niezadowolenia jako, że Pandora udawała smutek, a Hjalmar myślał, że naprawdę jej się zrobiło przykro po jego słowach. Gdyby miał świadomość, że go podpuszcza, to nie wyrzekłby się swojej pierwszej odpowiedzi, a tak to, że nie chciał jej skrzywdzić, zrobił to. I właśnie lekko żałował - W końcu to prezent, a ja mogłem być lekko zabiegany od czerwca i tak jakoś sobie biegał ze mną... - przyznał. Bransoletka z Wilkiem? Co jak co ale bransoletkę? To była biżuteria dla kobiet, nie prawdziwych mężczyzn. Powinna się cieszyć, że w ogóle ten rzemyk dalej nosi... Chyba, że nagle zaczęło jej ponownie zależeć na kąpieli w oceanie zaraz po zrzucie z klifu.
- Nic mi nie zrobią. Nie porwą mnie. Nie skrzywdzą... Najwyżej będę się bronić lub wejdę na drzewo... - spróbował dalej dodać jej trochę otuchy do tej całej otoczki - Przypomnę, że przyjechałem tu na Twoje zaproszenie, a nie kogoś innego - zauważył jakby zapomniała, co automatycznie oznaczało, że w zamiarze miał spędzić de facto najwięcej czasu z nią, a nie kimś innym.
- Ahhh.. Logiczne... - odparł kiedy dwie szare komórki połączyły się, bez przepalenia styków. Tak naprawdę można się było tego domyśleć. Pogoda była jeszcze ładna i wieczorami musiało się naprawdę dobrze siedzieć przy akompaniamencie lekkiego wiatru i ostatnich promieni słonecznych.
W porównaniu z jego siostrami, kuzynki Pandory były niczym szarańcza. Nie brały jeńców i nie zostawiały nikogo na polu bitwy. A co najgorsze, nawet ze sobą nie współpracowały, tylko przeganiały w próbie zdobycia przychylności Islandczyka. Nie zdawały sobie chyba sprawy, że za tą kupą mięśni, krył się teraz mały, trochę zagubiony niedźwiadek, który był pozbawiony swojej mamy i nie do końca potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Gdyby sytuacja była inna albo chociaż lekko by się zaaklimatyzował, zapewne któraś z młodych dam miałaby szanse go przekonać ale, że były w gorącej wodzie kąpane, to ich próby spełzły na niczym innym niż poszukiwanie pomocy przez Hjalmara.
Przysłuchiwał się jak Pandora pozbywa się towarzystwa z niemal policyjną precyzją. Stanęła między nimi, oddzielając zwaśnione strony, a następnie zaczęła wyjaśniać demonetki - czyli swoje kuzynki. No proszę. Zaręczona, a próbuje swoich sił u kawalera? Nie ładnie, nie ładnie młoda damo Pokiwał przecząco głową na takie zachowanie. Rozumiał, że mogła lekko oszaleć, jako, że i on by pewnie był w stanie to zrobić na ich widok. Wszak wszystkie były urodziwe i można było wybierać. Co więcej, nie musiał się nawet starać, a tylko powiedzieć - 'pójdę z Tobą' i wszystko byłoby pewnie załatwione.
Zehir odpuściła całkiem szybko, a Hayat nawet odważyła się odpyskować. Mimowolnie złożył usta w dziubek i wydał z siebie ciche 'ooo' pod nosem. Gdyby rozchodziło się o jego kolegów to pewnie już by leżał tutaj i tarzał się ze śmiechu po takim pocisku. Zwłaszcza jeżeli miałoby to być skierowane do towarzysza, który odważył się coś szeptać do Pandory podczas Lithy. Najmłodsza z prowodyrek była chyba mądrzejsza od reszty i odpuściła sama. Wyszła bez zbędnej afery z Prewettówną. Uff, było blisko...
- No, a co ze mną? Musiałem to jakoś załatwić. Miałem je, nie wiem, wnieść na drzewo i tam zostawić? Bo mi się przypomniało, że od początku mogłem tak udawać... A potem lekko sp.. Nie ważne - nie dokończył tłumaczenia jako, że zbliżyła się kolejna diablica? Chociaż ta wydawała się być dużo spokojniejsza od reszty.
Nie spodziewał się, że będzie tutaj robić taką furorę. Gdyby wiedział o tym wcześniej, mógłby przyjeżdżać tutaj na łowy niczym jego przodkowie przed dziesięcioma wiekami. I pomyśleć, że to wszystko dzięki tej jasnej karnacji, blond włosom, niebieskim tęczówkom i nienagannej aparycji - Sądzę, że mała herbata nie powinna nikogo zabić - wypowiadając te słowa przyjrzał się Pandorze. Nie chciał jej denerwować skoro uratowała go przed pewną śmiercią od jej kuzynek. A z drugiej strony nie wypadało raczej odmówić zaproszenia - tak przynajmniej wpajano Hjalmarowi. Nie wytrzyma godziny? A to dobre. Jakoś jak siedziała pół nocy na drzewie to jej nie przeszkadzało
- Umowę? - zdziwił się trochę. Pandora podpisywała jakieś umowy z własną matką? To była ciekawa kwestia - Możemy pójść ale mogłaś ostrzec. Wtedy wziąłbym jakiś swój strój galowy. Przecież ja we fraku będę wyglądać... Jak nie wiem... Pingwin? - spojrzał się na nią z uniesioną brwią. Całkowicie nie mógł sobie wyobrazić siebie w tym stroju. Gdyby dała mu znać to zabrałby ze sobą piękne futro niedźwiedzia. W takim stroju człowiek wyglądał majestatycznie i dumnie.
- Kim jest Layla? - zapytał. Ciągle tylko słyszał to imię, a nadal nie miał pojęcia kto to jest. Jakaś ich kuzynka? Krawcowa? Siostra? Matka? Tutaj wszystko było możliwe jak w jakiejś telenoweli - Ale wracając jeszcze do tego przyjęcia... - powrócił wystawiając rękę aby mogła go złapać pod nią - To jeśli dasz się zaprosić to mogę pójść Ci potowarzyszyć. Oferuje gwarancję bezpieczeństwa i przeraźliwy ryk do odpędzania niepotrzebnych gapiów - zaoferował układ. Jeżeli to spotkanie miało być jakaś ustawką czy czymkolwiek na tym poziomie, Pandora mogła go bez problemowo do tego wykorzystać.
Obserwował przez chwilę jak kobiety rozmawiają czy nawet szepczą coś sobie do uszu. Uniósł tylko rękę i kiwnął głową na pożegnanie kiedy końcówka kordonu powitalnego opuściła sypialnie Prewettówny - Możemy pójść na chwilę, a potem dasz mi znak i zacznę udawać, że nie wiem... Źle się czuję? I będziemy mogli się zmyć - zaproponował jej partnerstwo w małej zbrodni. Dosyć niewinnej, nie krzywdzącej nikogo. A już na pewno nie jakoś szczególnie.
- Przypomniało mi się jedna rzecz. Pamiętasz Njalę? Tę rudowłosa dziewczynę z czerwca? Te samą, która chciała Cię zamordować wzrokiem i zapewne toporem gdyby miała tylko szanse? - przypomniał jej jako, że wzrok tamtej Islandki nie wyglądał na zbyt przekonany do tego aby polubić Pandore.