09.05.2023, 01:58 ✶
Perseus, William, Nora, Cameron, Mackenzie
Grimes czekał nieruchomo aż podejmą jakąś decyzję. Słowa Perseusa, w odróżnieniu od spojrzeń rzucanych mu przez Williama, dawały pewną nadzieję na to, że mimo pułapki w jaką obydwaj mężczyźni wpadli, pomogą mu jednak w pożegnaniu się z tym światem. A dokładnie tego ghul pragnął najbardziej na świecie.
Nie odezwał się na słowa o kłamstwie, może wiedziony przekonaniem, że nie był w pozycji do wyjaśniania własnego zachowania (albo odczuwał pewne wyrzuty sumienia na wieść o tym, że dla własnej korzyści wciągnął obydwu mężczyzn do domu, do którego można było wejść, ale z którego nie można było wyjść).
Ale chwilę później do chaty weszła Nora z Cameronem. Grimes jeszcze mocniej wbił się w ścianę, patrząc na nich wyłupiastymi, nieco przerażonymi, szklanymi oczami. A potem skupił uwagę na wianku, który panna Figg trzymała w rękach. Zmarszczył brwi, chyba wstrząśnięty świadomością, że jego ukochana, choć zamordowana, wciąż pozostała w świecie żywych.
- N-nie – odpowiedział cicho na pytanie Lestrange’a, ciągle niemożliwie skupiony na Norze i na trzymanych w jej rękach uplecionych kwiatach. – M-madeleine to m-moja żona. U-u-u-ukochana nazywała się V-v-vivianne.
Nie poruszał się, gdy Figg zbliżała się do niego. Stał jak zahipnotyzowany, dopiero w ostatniej chwili pochylając głowę w dół, by łatwiej było Norze nałożyć mu na nią prezent od Vivianne. Zdawało się, że nie dostrzegł nawet wchodzącej do chaty Mackenzie, zbyt mocno zainteresowany właścicielką klubokawiarni i wiankiem, który przyniosła.
I wtedy stało się coś niezwykłego, choć niezwykłość tego, co się właśnie działo, mogła umknąć części znajdujących się w środku postaci (zbyt zajętych w tym momencie sobą i swoimi sprawami). Przez krótką chwilę wianek tkwił na głowie Grimesa jak zwykły, najzwyklejszy wianek, który noszono w czasie Beltane. Kompletnie nie pasował do posągowego, zabiedzonego przez żonę i podarowane przez nią nie-życie ghula. Mężczyzna był blady, ciemnowłosy, skrzywiony strachem jak starcy wiekiem. Wianek pozostawał kolorowy, starannie wykonany, piękny. I nagle zaczęły wyrastać z niego kolce. Nie drobne jak kolce róży, ale dużo większe i bardziej ostre. Zaczęły wbijać się w czaszkę Grimesa. Ghul zaczął krwawić. Uniósł rękę, czując spływającą mu po czole stróżkę świeżej krwi. Roztarł ją w palcach, chyba zdziwiony tym, że w ogóle popłynęła.
Mackenzie z Perseusem pierwsi znowu usłyszeli dźwięki skrzypiącej furtki.
Martin
Madeleine otworzyła furtkę i przepuściła przodem Martina.
- Zaczarowałam to miejsce w taki sposób, by nie wypuszczało niechcianych gości – powiedziała mu. – Ale ty jesteś chciany. Będziesz mógł wejść i wyjść, kiedy tylko zapragniesz – zapewniła Croucha.
I rzeczywiście, jeśli tylko Martin spróbowałby w tym momencie otworzyć furtkę, ta usłuchała by go i zachowała się jak zwykła, najzwyklejsza furtka. Podobnie miało być z drzwiami do chaty. Madeleine poprowadziła mężczyznę kamienną ścieżką ku domowi.
- Mam nadzieję, że rytuał zadziałał – wyszeptała. – Czy ktoś jest w moim domu? – zapytała zaskoczona, gdy niemal podeszli do okien.
Martin widział jak wiele osób znajdowało się w środku. Przez twarz Madeleine przemknął niepokój. Nacisnęła na klamkę.
Martin, Perseus, William, Nora, Cameron, Mackenzie
Drzwi do chaty znowu się otworzyły i stanęła w nich kobieta, którą Mackenzie już zdążyła poznać. Obok niej znajdował się Martin. Madeleine krzyknęła, widząc w jakim stanie znajdował się właśnie jej mąż. Kolce, które zaczęły wyrastać z wiankiem nałożonego mu na głowę przez Norę, nadal rosły. Już nie cienką stróżką, ale szeroką strugą spływała po jego twarzy krew. Krwawił z przynajmniej pięciu różnych miejsc.
- J-ja… - zaczął cicho, ale nie dokończył tego, co chciał powiedzieć. Zamiast tego osunął się bezwładnie na ziemię.
Madeleine znowu wrzasnęła. Rzuciła się biegiem ku mężowi.
- Mordercy! Kim wy jesteście?! Co tu robicie?! Wynoście się z mojego domu! Jak śmieliście go zamordować?! Zniszczę was! – zawyła.
Grimes leżał na podłodze. W rosnącej kałuży krwi. Wianek tkwił na jego głowie, mocno przymocowany do niej ciągle rosnącymi kolcami.