Był chciany.
Zrobił właściwie niewiele, a zasłużył sobie na dostęp do ukrytej chatki. Domek spodobał mu się, szczególnie przez wzgląd na położenie. W lesie, poza oczami ciekawskich. A dodatkowo ładnie ogrodzony magicznym płotkiem i z perspektywą całej magicznej wioski z pobliżu.
— Dziękuję.
Odruchowo uniknął okazania wszelkiego przejęcia. Ale w głębi był zachwycony i wzruszony.
W chatce chyba ktoś się znajdował. Martin dostrzegł ludzi w środku, ale nikogo nie poznawał. A gdy zajrzał do środka za kobietą, jego uwagę przykuło coś innego. Mężczyzna zabity przez koronę cierniową.
Widok śmierci sparaliżował go kompletnie. Niby tak często się z nią spotykał, ale ostatnie godziny otoczyły go ciepłym sweterkiem miłych uczuć. Liczył na uroczą kontynuację tego wieczoru. Herbatka, może ciasteczka.
Nie śmierć małżonka nowej znajomej.
Dopiero bieg i krzyk kobiety na potencjalnych morderców, obudził trochę Martina. Dopiero, gdy chwycił różdżkę, przypomniał sobie, że magia nie działa. Ale próbować warto było. W końcu ciernie jakoś się powiększały.
Wycelował w wianek, starając się zastopować jego działanie.
— Finite.
[Rzut na Rozproszenie — żeby wianek przestał się powiększać]
Akcja nieudana